Kac

Data Niedziela, 30 lipca 2006, 19:59

Niestety dzisiaj nie wykonałem żadnej trasy na rowerze. A to wszystko przez dzień wczorajszy, a dokładnie doroczny mecz piłki nożnej miedzy naszą a zaprzyjaźnioną firmą. Pełnoprawny - 2x 45 minut + dogrywka (tutaj już tylko 10 minut), na pełnowymiarowym boisku, drużyny po 11 osób. Jako odmieniec za piłką nożną nie przepadam ani grać za bardzo nie potrafię, dlatego gram zawsze na obronie i to tylko dlatego, że jest problem ze skompletowaniem całej drużyny. Wczoraj zdołaliśmy zebrać tylko 11 zawodników, więc cały mecz, czyli 100 minut grali wszyscy bez zmian. No ale nasi grali z poświęceniem i wygraliśmy po dogrywce 4:3. Ale nie mecz było powodem rezygnacji z roweru, lecz to, co się działo później, czyli imprezka z prosiakiem z rożna i innymi pysznościami, suto zakrapianymi mocnymi alkoholami, a ja do mocnych w te klocki nie należę. Chociaż dobrze się złożyło, bo po ostatnich burzliwych wydarzeniach czułem, że muszę się zresetować. Na twardo. No więc dzisiaj rano musiałem odbyć karę za zaniechanie dalszego picia, czyli zaliczyć coś co sie nazywa ku...ska abrakadabra czachy, powszechnie znana jako kac. Można było niby jechać, bo podobno na kaca najlepsza jest ciężka praca, co sam też stwierdziłem nie raz, chociaż niektórzy twierdzą, że na kaca najlepsze jest powietrze z pompki do materaca (kabaret „Ani Mru Mru” w skeczu "Romek" w którym szczuplejsza część kabaretu niesamowicie naśladuje dmuchaną lalkę :D No ale jechać rowerem się nie dało, no bo strasznie padało. Normalnie ulewa. A po drugie jak tu wsiąść za kierownicą samochodu na kacu, żeby dojechać w teren. No to leczyłem się innymi metodami. Lodowaty prysznic + sen. Nie ma to jak przespać niemiłe zjawiska.

Czytaj dalej...

Gorąco, bardzo gorąco ... ale i tak pojechałem.

Data Niedziela, 23 lipca 2006, 22:22

Gorąco ale to nic. Trzeba „twardym być” jak to ktoś powiedział :) Zaplanowałem (jak to zwykle bywa, kilka minut przed wyjazdem) po prostu krótszą trasę i w dużym kompleksie leśnym. Spakowałem więc rowerek i jazda do Krynicy, a dokładnie do Czarnego Potoku, pod dolną stację kolejki na Jaworzynę Krynicką. Za parking oczywiście rzeźbią jak to bywa w bardzo popularnych miejscach. Żydostwo normalnie ;)

Czytaj dalej...

Kluczyki

Data Czwartek, 20 lipca 2006, 14:40

Ech, ja to jestem zdolny. Pojechałem dzisiaj załatwić sprawy na mieście służbowym autem i nie wiem jakim cudem zatrzasnąłem kluczyki w środku. Zresztą wiele innych cudownych rzeczy potrafię - mówcie do mnie Mesjasz ;)

Dobrze, że to na miejscu, a nie gdzieś np. w Poznaniu. Dobrze, że jest kluczyk zapasowy. Ale niestety u Prezesa w biurku pod kluczem, a Prezesa dzisiaj nie ma. No ale na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i przywieźli mi z firmy zapasowy.

Ale ja przeczuwałem, ze coś się dzisiaj złego stanie. Zawsze jak mam zbyt dobry humor, to coś się musi stać. A tak było dzisiaj. Dosłownie mogłem sobie nucić „od rana mam dobry humor …” a tu masz …

Jestem gwiazdą

Data Środa, 19 lipca 2006, 21:27

Tak tak, jestem gwiazdą ;) Przeglądam sobie materiały reklamowe firmy Isover, a dokładnie relację z majowej imprezy w Wysowej z tą firmą pod nazwą „Mundial Isover 2006” (to w związku z tegorocznym Mundialem, w tamtym roku była „Olimpiada Isover”) a tu szok. Fotka ze mną i Włodkiem. Maluje mu twarz farbami w barwy wojenne przed rozgrywkami. Biedactwo samo nie umiało to mu pomogłem. A ja sam sobie pomalowałem. Tak ze mnie Zosia samosia :)

Mundial Isover

Oj, chyba woda sodowa uderzy mi do głowy. Może komuś autograf? ;)

Mogielica

Data Niedziela, 16 lipca 2006, 21:39

Ha, ha. Ta niedziela miała być bez roweru, bo oddałem sprzęt na serwis i nie obiecali, że zdąża przed niedzielą, ale Wafel staną na wysokości zadania i w sobotę o 15 dał znać, że gotowy. Sprzęt był zaniedbany, więc trochę to kosztowało. I jeszcze trzeba będzie szybko wymienić tylną przerzutkę bo już jest rozchwiana i nie idzie jej ustawić.

Tym razem znowu zmieniłem pasmo górskie i postanowiłem zakosztować Beskidu Wyspowego, a dokładniej zdobyć jego królową, czyli Mogielicę. Osobiście nie lubię Beskidu Wyspowego, za pojedyncze „pagórki” z krótkimi i ostrymi podjazdami i z małymi kompleksami, no ale dzisiejsza pogoda była wyśmienita, aby odwiedzić Mogielicę, z której rozciąga się wspaniały widok.

Start z Koszarek (ok. 590 m n.p.m.), przysiółka Szczawy, cały czas spokojnie leśną drogą, aż do przełęczy między Mogielicą a Małym Krzystonowem. Tutaj już normalnie niebieskim i żółtym szlakiem, ale z małym zboczeniem ze względu na zbyt duże nachylenie szlaku pieszego. Boczkiem, lasem, tak jak przebiega szlak konny wydobyłem się na dolne partie Hali Mogielica, zwanej też Polaną Stumorgową (nazwa jak najbardziej trafiona, kawałek polany :) I teraz już cały czas polaną wspinałem się pod sam zalesiony wierzchołek Mogielicy. Tutaj przerwa na podziwianie widoków, bo dzisiejszy wybór szczytu okazał się trafiony. Panorama I kategorii. Od Babiej Góry i Pilska, poprzez Gorce z Turbaczem, Kudłoniem, Gorcem i Lubaniem oraz Wysoką w Małych Pieninach, po Radziejową i Jaworzynę Krynicką w Beskidzie Sądeckim. Miód z benzyną :) Szkoda tylko, że był dość niski pułap chmur i niestety Tatry były niewidoczne. Skorzystałem również z sezonu na jagody i sam się pożywiłem i troszkę nazbierałem sobie do domu do butelki po Powerade.

No ale za dużo byłoby tego dobrego, więc była pora wspiąć się na sam szczyt Mogielicy (1170 m n.p.m.) i powrót do „bazy”. Ze szczytu zjazd zielonym szlakiem w kierunku Zalesia i w rejonie krzyża przy szlaku odbicie z powrotem do Koszarek.

Poniżej jak zwykle mapka :)

Mapka

No i jeszce link do niezłej panoramy z Mogielicy :)

Benek

Data Środa, 12 lipca 2006, 08:48

Miałem okazję pobawić się dość fajnym notebookiem BenQ Joybook R53EG. Dostała go moja bratanica jako "pomoc naukową" na studia, które zaczyna jesienią (no tak, człowiek już stary jest, bratanica na studiach). Jako, że produkt ten był zakupiony bez zainstalowanej windy, więc dobry wujek musiał zająć się tymże, jako czynnością dla niektórych bliską magii ;) Ponieważ ja jestem bardzo dobrym wujkiem, więc poświęciłem się i jak to zazwyczaj robię dla znajomych obrobiłem kompa tak, żeby właściciel już nic nie musiał robić, a komp śpiewał, tańczył i grał :) A przy okazji pobawiłem się nim troszkę, a co? ;P

Ogólnie sprzęcik po pobieżnych oględzinach sprawia fajne wrażenie. Zobaczymy jaki będzie w "praniu". Oczywiście polecił go, mając zadane widełki cenowe "ojciec chrzestny" moich kompów, czyli Luki, który jeszcze nigdy nie zawiódł i ze sprzętem nigdy nie miałem problemów. Spodobała mi się matryca WXGA (16:10), dla mnie bomba, prawie jak w kinie ;) Bardzo fajnie, że sprzęcik ma grafikę z własną pamięcią, a nie "kradnie" RAM-u.

I tak teraz się zastanawiam, czy w planowanym na przyszły rok zakupie nowego kompa nie zrezygnować z desktopa, a zakupić notebooka? Jeszcze sporo czasu, ale mam coraz większą ochotę.

Turbacz

Data Niedziela, 09 lipca 2006, 22:08

Niedziela, więc czas na wpis o wypadzie na rowerku. Dzisiaj zmieniłem pasmo górskie na Gorce. Zapakowałem rowerek do "łupinki" jak pieszczotliwie nazywam moje autko i pojechałem sobie do Lubomierza (między Mszaną Dolną a Kamienicą), a dokładnie do przysiółka Rzeki.

Start o 12.10 na parkingu przy granicy Gorczańskiego Parku Narodowego (ok. 720 m npm), trochę z obawami, bo na północnym zachodzie burza. No ale jazda czerwonym szlakiem rowerowym Doliną Kamienicy do Papieżówki. Szkoda, że wyłączona dla ruchu rowerowego jest droga Doliną Kamienicy do Przełęczy Borek, podobno z powodu złego jej stanu. Ja mógłbym jechać, ale takie przepisy parku narodowego i trzeba się ich trzymać. Kawałek dalej już zaczyna się podjazd lewą stroną doliny na stoki Przysłopu i dalej długa, nużąca droga stokowa aż do polany Jaworzyna Kamienicka. Droga sama w sobie do suchych nie należy, a jeszcze po przejściu burzy sytuacja się pogorszyła. Bagno I kategorii - masakra. Z dolnych partii polany Jaworzyna Kamienicka ostry podjazd polaną do słynnej Bulandowej Kapliczki (panorama). Tutaj odpoczynek i znowu chwila oczekiwania na rozwój sytuacji z kolejną burzą. Sobie poszła :) no to ja dalej zasuwam przez Jaworzynę Kamienicką (1288 m npm) na Polanę Gabrowską (równolegle zielony szlak pieszy) i stąd przez Halę Długą czerwonym szlakiem do schroniska pod Turbaczem (1270 m npm) O 14.00 byłem na górze.

Zasłużony odpoczynek i o 14.30 powrót tą samą niestety trasą, bez zboczeń, no ale to park narodowy. Powrót trochę opóźniony ze względu na oczekiwanie na rozwój sytuacji z 2 burzami, na północy (za Kudłoniem) i na południowym-wschodzie (Lubań/Pieniny). Ale szybka decyzja - jedziemy :) No i całą powrotną drogę towarzyszyły mi grzmoty, ale na szczęści kropla deszczu na mnie nie spadła. Najfajniejsza oczywiście droga między Jaworzyną Kamieniecką a Papieżówką. Błotko, błotko i jeszcze raz błotko. Musiałem się troszkę umyć w Kamienicy bo wyglądałem jak wieprz :) O 15.30 byłem na parkingu.

Poniżej mapka z dzisiejszej trasy.

Mapka

Nie piję więcej ... ale mniej też nie :)

Data Sobota, 08 lipca 2006, 08:58

No normalnie ja już więcej nie piję. Poszedłem sobie wczoraj z Rychem na piwo, no bo zjechał z Wrocławia i oczywiście standardowo musieliśmy sobie posiedzieć przy browarku i pogadać. No jak to zazwyczaj z Rychem bywa nie skończyło się na jednym i człowiek budzi się rano z bólem czachy do czego przyczyniają się również papieroski w niemałej ilości.

No i budzę się dzisiaj właśnie lekko zmaltretowany, odpalam kompa, włączam Firefoksa, patrzę na newsy i się normalnie wystraszyłem. Ile my piliśmy? Tydzień? Dwa? Kartofel premierem, o k....

CDN XL i ComArch

Data Piątek, 07 lipca 2006, 13:22

W firmie, w której pracuję trwa właśnie wdrażanie nowego oprogramowania ERP, a dokładanie CDN XL firmy ComArch. Zajmuje się tym u nas mała krakowska firma, która zajmuje się właśnie wdrażaniem tego typu oprogramowania. Przy okazji tegoż działania dość często narzekają na samego CDN'a (mało elastyczny, sami go niepolecają) jak i na wsparcie techniczne ze strony ComArchu (trudno się dodzwonić, przy trudnych pytaniach potrafią się rozłączyć czy powiedzieć, że tak ma być i inaczej się nie da). Goście raczej laikami nie są i nie w pierwszej firmie wdrażają CDN'a, a i sami nieusatysfakcjonowani odpowiedziami od producenta potrafią coś wykombinować. Nie wnikam tutaj bardziejw szczegóły, bo to nie moja działka i wszelkie tematy związane z sprzedażą czy księgowością omijam raczej z daleka.

I tutaj też pojawia się moje pytanie dla odwiedzających. Czy mieliście okazję zetknąć się z oprogramowaniem CDN XL i wsparciem technicznym firmy ComArch? Czy rzeczywiście nasi wdrożeniowcy (na marginesie bardzo spoko goście) mają rację w swoim narzekaniu?

Proszę o opinie :)

Zamieszanie w Anty

Data Piątek, 07 lipca 2006, 08:50

Ale mieszają w tym Antyradiu, znowu pozmieniali coś zs streamingiem >:(

Korea?

Data Czwartek, 06 lipca 2006, 22:10

No ciekawe te ostatnie doniesienia o obowiązku służby wojskowej dla wszystkich, którzy ukończyli 19 rok życia i są zdrowi. Ale ja myślę, że i to i tak cienko. Tych z kategorią D i E na pierwszą linię z dzidami jako mięso armatnie. Tych z kategorią A, którzy chcą służby zastępczej też. A w ogóle, to trzeba ogłosić Narodowy Program Budowy Bomby Atomowej i dołożyć z tej okazji kilka procent podatku. A co? Nie stać nas? Przecież żyje nam się coraz lepiej.

Szczawnica - Przehyba

Data Niedziela, 02 lipca 2006, 22:19

No i znowu wpis o przebytej trasie na 2 pedałach. Od tego zaczęły się wpisy, ostatnio też był, więc to chyba stanie się standardem i będą relacje z coniedzielnych wypraw. Wraz z dokumentacją :) Szkoda, że dopiero teraz, jak to już 4 sezon ostrej jazdy.

Dzisiaj trochę słabiej, bo późno sobie wstałem. No i dojazd trochę dłuższy, bo dzisiaj startowałem ze Szczawnicy na Przehybę. Wreszcie ze Szczawnicy, bo ileż razy można podjeżdżać z Gabonia, Obidzy czy Rytra?

Aaa, już nieraz miałem o tym wspomnieć - jakby ktoś chciał to sprzedam patent na zapakowanie roweru do Seicento :)

Jak już wspomniałem start dzisiaj ze Szczawnicy, a dokładnie z Sewerynówki czarnym szlakiem rowerowym. Zaraz przy kaplicy na Sewerynówce rozjazd szlaku na 2 opcje: łatwiejsza ale dłuższa doliną Sopotnickiego Potoku i trudniejsza doliną Jastrzębiego Potoku. Miałem gdzieś tłuc się 5 km dłuższą trasą, więc wybrałem trudniejszy wariant. Wcale nie było tak źle. Nawet błota szczególnego nie było po ostatnich opadach, tylko woda spływała drogą. Trasa w miarę, tylko podjazd pod Czeremchę sprawił trochę trudności, ale jak już się przebrnęło tą trudność, to już leciutko do Przehyby. Oczywiście mały odpoczynek i powrót trochę inaczej. Z Przehyby do Skały Św. Kingi, na siodełko między Skałką a Jasiennikiem i zjazd trawersem na Polanę Herślową i dalej na Przełęcz Przysłop. A stąd w dół do doliny Sopotnickiego Potoku no i do Sewerynówki. I tyle.

Poniżej mapka.

Mapka

Wcześniejsze Wcześniejsze wpisy   Nowsze wpisy Wcześniejsze