Kac
Niestety dzisiaj nie wykonałem żadnej trasy na rowerze. A to wszystko przez dzień wczorajszy, a
dokładnie doroczny mecz piłki nożnej miedzy naszą a zaprzyjaźnioną firmą. Pełnoprawny - 2x 45 minut
+ dogrywka (tutaj już tylko 10 minut), na pełnowymiarowym boisku, drużyny po 11 osób. Jako
odmieniec za piłką nożną nie przepadam ani grać za bardzo nie potrafię, dlatego gram zawsze na
obronie i to tylko dlatego, że jest problem ze skompletowaniem całej drużyny. Wczoraj zdołaliśmy
zebrać tylko 11 zawodników, więc cały mecz, czyli 100 minut grali wszyscy bez zmian. No ale nasi
grali z poświęceniem i wygraliśmy po dogrywce 4:3. Ale nie mecz było powodem rezygnacji z roweru,
lecz to, co się działo później, czyli imprezka z prosiakiem z rożna i innymi pysznościami, suto
zakrapianymi mocnymi alkoholami, a ja do mocnych w te klocki nie należę. Chociaż dobrze się
złożyło, bo po ostatnich burzliwych wydarzeniach czułem, że muszę się zresetować. Na twardo. No
więc dzisiaj rano musiałem odbyć karę za zaniechanie dalszego picia, czyli zaliczyć coś co sie
nazywa ku...ska abrakadabra czachy, powszechnie znana jako kac. Można było
niby jechać, bo podobno na kaca najlepsza jest ciężka praca, co sam też stwierdziłem nie raz,
chociaż niektórzy twierdzą, że na kaca najlepsze jest powietrze z pompki do materaca (kabaret „Ani
Mru Mru” w skeczu "Romek" w którym szczuplejsza część kabaretu niesamowicie naśladuje dmuchaną lalkę
No ale jechać rowerem się nie dało, no bo strasznie padało. Normalnie ulewa. A po drugie jak tu
wsiąść za kierownicą samochodu na kacu, żeby dojechać w teren. No to leczyłem się innymi metodami.
Lodowaty prysznic + sen. Nie ma to jak przespać niemiłe zjawiska.
Zaplanowałem (jak to zwykle
bywa, kilka minut przed wyjazdem) po prostu krótszą trasę i w dużym kompleksie leśnym. Spakowałem
więc rowerek i jazda do Krynicy, a dokładnie do Czarnego Potoku, pod dolną stację kolejki na




















Bliskie sercu
Śledzone blogi










