Biała i Czarna Woda
Decyzja co do dzisiejszej trasy oczywiście jak zwykle zapadła kilka minut przed wyjazdem. Można niby planować wcześniej, ale zawsze trzeba wziąć poprawkę na aktualne warunki atmosferyczne. Dzisiaj wybór padł na znowu na Szczawnicę, a dokładnie Jaworki, a jeszcze dokładniej Białą Wodę.
Jak wyjeżdżałem coś nad tamtym rejonem chmury mi się nie podobały. I miałem rację. Od Krościenka
niezła ulewa. Jak dojechałem na parking dalej padało i to dość konkretnie
Ale nie dałem się
poczekałem jakieś 15 minut i przestało. Chyba specjalnie dla mnie. No ale po takim opadzie nie
należało się spodziewać dobrych warunków terenowych. Wystartowałem ok. 13.20 z parkingu i podążyłem
zielonym szlakiem rowerowym doliną Białej
Wody. Polecam. Dolina nie mniej urocza niż Wąwóz
Homole. Za chwilę zdziwienie, bo trzeba wnieść opłatę za wstęp do Rezerwatu Białej Wody. Ale
drobne. Droga w miarę dobra, tylko przeszkadzają liczne mostki nad Białą Wodą, a przez strumień się
nie da, bo po ulewie płynie dość spory. Ale w miejscu chwilowego rozejścia się szlaku rowerowego i
żółtego pieszego musiałem przekroczyć go „wpław”, co jak się okazało było fatalne w skutkach. Ze
względu na głębokość „wysuszyłem” sobie buty. Ech. Teraz zaczął się główny podjazd na grzbiet.
Masakra. Błoto I kategorii. I do tego jeszcze bardzo gęsto „miny przeciwpiechotne”
Przy dużym
nachyleniu tylne koło obraca się w miejscu. Ten podjazd kosztował mnie dużo wysiłku. No ale
dotarłem jakoś do niebieskiego szlaku z Małych Pienin i teraz już było cały czas grzbietem, którym
biegnie granica ze Słowacją. Bez ostrych podjazdów ale za to z niezłymi bagnami
Docieram do
Przełęczy Gromadzkiej i tutaj chwilowo towarzyszy niebieskiemu szlakowi czerwony z Piwnicznej do
Jaworek. Gdy on odbija w lewo, zaczyna się atrakcja dnia, czyli podjazd na Wielkiego Rogacza. Uciążliwy. Czasami musze
podprowadzić rower. Ale jakoś przebrnąłem i ok 15 byłem na szczycie. Widoki pierwszorzędne. Wysoka
i Trzy Korony w Pieninach, Tatry, Babia Góra, Lubań. Ale od Tatr widać, że nadciągają deszczowe
chmury, więc nie czekam dłużej i szybko zjeżdżam na Przełęcz Żłobki i dalej drogę omijającą
Radziejową, którędy prowadzi czerwony szlak narciarski z Przehyby. Dzisiaj już muszę zrezygnować z
podjazdu na Radziejową lub Przehybę, po robi się coraz nieprzyjemniej i zaczyna padać. Szybciutko
zjeżdżam doliną tym razem Czarnej Wody do Jaworek i kawałeczek odjeżdżam do parkingu. Chwile potem
zaczyna konkretniej padać. No pogoda ułożyła się dzisiaj pode mnie 
Tylko na prakingu ludzie jakoś dziwnie patrzyli na mnie. Ubłocić się nie można?
Poniżej jak zwykle mapka z trasy.
A jak tak sobie dzisiaj jechałem i myślałem to przyszedł mi pomysł na niezłą prowokację.
Wprowadzamy do realizacji 

Kategoria:














Bliskie sercu
Śledzone blogi











