13 – dobrze, że nie piątek
Nie jestem przesądny, ale jak tu nie wierzyć w magię liczb. Dzisiaj 13 dzień miesiąca i od samego rana jaja się dzieją, jakby ktoś urok rzucił. Pierwsze to złapałem w drodze do pracy kapcia. No to trzeba było zmienić koło na zapasowe. Żaden problem, bo zawsze czeka w bagażniku. Tylko oczywiście przy kole od wiosny nikt nie grzebał, albo jakiś wariat dokręcił śruby tak na chama, więc jaja z odkręceniem totalne. Oczywiście klucz w podstawowym zestawie ratunkowym, to też jest potężny. Dobrze, że miałem młotek, to było czym walnąć. A i ja słabiutki przy okazji przeziębienia. W zapasówce ciśnienie też było „potężne”, ale jakoś dojechałem na stację żeby dopompować. Jakby było mało tego, to oczywiście musiałem się uderzyć w czoło klapą bagażnika przy zamykaniu. Oczywiście fontanna krwi. Dobrze, że rana niewielka i nie trzeba szyć, ale guz jest niezły.
To już koniec na dzisiaj, czy lepiej nigdzie się nie ruszać i przespać dzisiejszy dzień?
Kategoria:
















Bliskie sercu
Śledzone blogi












Środa, 13 września 2006 o 11:35
Skreśl totka.