Przehyba
Oj, dzisiaj pogoda się zepsuła ale na rower może być. Ważne że nie pada deszcz, a zimno to jest jak temperatura spada poniżej -10ºC. Pewnie jakby słoneczko świeciło to byłoby nieco cieplej a tak to temperatura wahała się w okolicach 10ºC. Żeby nie przesadzać w taką pogodę to zrobiłem sobie traskę, którą chyba rozpoczynam i kończę każdy sezon, czyli z Gabonia na Przehybę. Chociaż mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie będzie okazja gdzieś wyskoczyć. Dzisiaj pojechałem dopiero po obiedzie, bo trasa raczej krótka, na 1 godzinę podjazdu. Zresztą jest to taka moja trasa testowa i zawsze na niej mierzę czas (oczywiście bez przesady, z zaokrągleniem do 5 minut), żeby wiedzieć jak jest u mnie z formą. Dzisiaj nie było źle, podjazd zajął mi dokładnie 1 godzinę (rekord 55 minut), więc nie jest źle, biorąc pod uwagę chłód i grubsze ubranie krępujące ruchy. Start o 15.10 z pod szlabanu (ok. 525 m. n.p.m.) na drodze. Przy szlabanie pomnik ku pamięci Jana Bielaka, gospodarza w schronisku na Przehybie w latach 1976-1994, który zginął tutaj 17 grudnia 1994. Zjeżdżając na skuterze ze schroniska w czasie silnej zawiei śnieżnej nie zauważył, że szlaban jest zamknięty i uderzył w niego ponosząc śmierć na miejscu.
Początkowo droga prowadzi cały czas doliną potoku Jaworzynka, aż do pozostałości po dolnej stacji kolejki na Przehybę, pod którą jestem po 30 minutach jazdy. Tutaj chwila odpoczynku i dalej wspinaczka drogą poprowadzoną stokami Wyżnego. Tutaj też zaczyna się mżawka, która staje się coraz bardziej intensywna wraz z wysokością. Mimo złej pogody i tak jest cudnie, bo jesień jeszcze w pełni i mimo szarości na niebie, drzewa pokrywają jeszcze kolorowe liście.
Po 15 minutach jestem pod kamieniem Św. Kingi, na którym według legendy odpoczywała ona uciekając w 1285 r. przed Tatarami z klasztoru klarysek w Starym Sączu do Zamku w Pieninach (na Górze Zamkowej). Po chwili kończy się asfaltowa droga i ostatnie kilkaset metrów do schroniska prowadzi droga gruntowa. Ukazuje się też ledwie widoczny we mgle przekaźnik radiowo-telewizyjny o wysokości prawie 100 m, powstały pod koniec lat dziewięćdziesiątych, na miejsce starego, znacznie niższego. Na potrzeby tej właśnie przebudowy wykonano prowadzącą, aż tak wysoko drogę z nawierzchnią asfaltową. Teraz na Przehybę można wyjechać normalnym samochodem. Oczywiście nie każdy
O 16.10 ląduję pod schroniskiem (1175 m n.p.m.). Tutaj 15 minut odpoczynku. Nie ma co dłużej siedzieć, bo szczyt w chmurach, żadnych widoków a i zimno jest. No więc o 16.25 główna atrakcja dnia, czyli szybka jazda bez trzymanki
z powrotem na dół. Drogę, którą pokonywałem pod górę godzinę, w dół zaliczam w ciągu 9 minut. Ale jazda. Można by oczywiście szybciej, ale zimno dzisiaj i mimo zaopatrzenia w polar, hydrotex, czapkę i rękawiczki przy szybkim zjeździe i tak przeraźliwie zimno.
A teraz, jeśli to jest moja trasa testowa, to trochę statystyki, chociaż dla mnie prawdziwe jest stopniowanie: kłamstwo, wierutne kłamstwo, statystyka 
Trasa ma długość 7,5 km (tak piszą, a czy tak jest naprawdę, to nie wiem, bo nie mam licznika, bo i po co), różnica wysokości ok. 650 m (prawie 3 razy tyle co Pałac Kultury i Nauki w Warszawie), średnie nachylenie podjazdu 8,7% (5º), średnia prędkość przy wjeździe oczywiście 7,5 km/h, a przy zjeździe 50 km/h. Ciekaw jestem ile maksymalna, bo przecież na zakrętach trzeba nieźle zwolnić, zwłaszcza jak jest żwirek na drodze, bo można zaliczyć bliskie spotkanie 3 stopnia z glebą.
A poniżej jak zwykle mapka z tarsy.

Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi












