I znowu Jaworzyna
Dzisiaj w przeciwieństwie do zeszłej niedzieli pogoda wspaniała, więc trzeba było dobrać jakąś fajną trasę. No to wymyśliłem, ze dzisiaj jadę do Muszyny, a potem do Szczawnika i tam będzie start. A jaka traska? O tym poniżej 
W Szczawniku wyjechałem jak najdalej się dało, czyli w okolice funkcjonującej w lecie bazy namiotowej. Start dopiero o 13.00, gdyż dzisiaj dojazd daleki a jeszcze dość późno wyjechałem z domu. Początkowo trasa wiodła drogą w dolinie potoku Szczawnik. Cały czas spokojnie, bez ostrzejszych odjazdów. o drodze mijam Rezerwat Żebracze. (Utworzony niedawno, bo w 1996 r. rezerwat i pow. 44,67 ha. Zajmuje część stoku Kotelniczego Wierchu i chronione są w nim bukowo-jodłowe drzewostany, których średni wiek wynosi około 150 lat położone są na stromym południowo-zachodnim stoku, na wysokości od 700 do 1000 m n.p.m. )
Dopiero po około 4,5 km opuszczam dolinę i wspinam się na grzbiet i po około 1 km i 30 minutach od startu jestem pod „Bacówką nad Wierchomlą”. Dzisiaj dość pusto, chociaż kilkunastu turystów jest. Tutaj odpoczynek 10 minut i wyruszam dalej niebieskim szlakiem pieszym w kierunku Runka. Teraz już jedzie się fajnie leśną ścieżką pokrytą opadłymi liśćmi. Docieram w końcu i na Runek, gdzie kieruję się czerwonym szlakiem pieszym na południe. Pogoda zaczyna się psuć i widać jak Słowacy podsyłają nam jakieś paskudne chmurzyska. Szlak biegnie cały czas przez las, więc atrakcji widokowych po drodze brak. Dopiero około 14.30 docieram na Jaworzynę Krynicką. Niestety cały szczyt w chmurze i widoków brak. Szkoda, bo dzisiaj mogłoby być pięknie, zwłaszcza przy mocno zaawansowanej jesiennej kolorystyce. No ale cóż poradzić. Tutaj 15 minut odpoczynku i kieruję się na zielony szlak pieszy do Złockiego. I tutaj następuje mała pomyłka. Nie zauważyłem jak zaraz szlak skręcił w prawo i pojechałem w dół trasą narciarską. Ale byłą jazda. Dla zjazdowców raj :) No ale za przyjemność trzeba płacić i wrócić z powrotem pod górę. Niestety nachylenie stoku było dość spore i rower trzeba było prowadzić. Ale jakoś dotarłem do odbicia zielonego szlaku i teraz już cały czas nim w dół. Szlak raczej typowo pieszy biegnący miejscami wąską ścieżką, a co już szczególnie wkurzające dość długi odcinek wąską rynną wypełnioną luźnymi kamieniami. Paskudztwo. Osobiście nie polecam tego szlaku do zjazdu. Około 15.30 jestem już w dolinie potoku Szczawniczek i teraz pozostaje tylko zjazd asfaltową drogą z powrotem do doliny Szczawnika i powrót do punktu startu. O 15.45 koniec. Tyle na dzisiaj. Pozostaje jeszcze powrót do Sącza teraz Doliną Podpradu, bo przyjechałem przez Krynicę. Fajna kręta droga. Lubię takie 
No i tradycyjnie mapka z przebiegiem dzisiejszej trasy.

Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi












