Wojna na szlaku
Trochę już nieświeże, ale temat dość ważny, a ja ostatnio jakoś nie miałem energii żeby cokolwiek pisać. Ale do rzeczy. Kolejny raz w Wybiórczej albo jak kto woli Głosie Tel Awiwu
pojawił się artykuł "Wojna na szlaku" na temat problemów związanych z crossowcami na beskidzkich szlakach. Lektura ciekawa, bo są wypowiedzi ludzi z obydwu stron. Warto zajrzeć oczywiście na dyskusję na forum, gdzie dominują oczywiście przeciwnicy tych buraków na motorach.
Sam jako człowiek dość tolerancyjny nie potrafię zdzierżyć matołów poruszających się na motorach po szlakach turystycznych. Już sam fakt pojawienia się takiego osobnika na szlaku powinien być traktowany jako narażenie na śmierć lub uszczerbek na zdrowiu pieszych, a nie jako samo naruszenie zakazu wjazdu do lasu. Ja sam poruszam się po górach na rowerze i staram się poruszać tylko po szlakach rowerowych, jeśli mam już jechać pieszym szukam alternatywy w postaci leśnej drogi służącej do zwózki drewna. A jeśli chodzi o park narodowy, to już nie ma dyskusji. Tylko i wyłącznie według wyznaczonych szlaków. Niestety crossowcy to w większości ludzie, dla których jedyna zasada to brak zasad. Tym kierują się niestety w życiu i przenoszą te wulgarne zasady wszędzie gdzie się da. Dlatego należy grać według ich reguł. Tak jak przedstawił to jeden z forumowiczów:
Dziadek w lesie lat temu 63 niemieckich motocyklistów zdejmował ładnie. Drutu wystarczy solidnego, ale cienkiego pociągnąć na wysokości szyi. A potem motocykl panie do krzaków zaciągnąć, a wermachtowca, znaczy się, motocyklistę, do dziury. Zdrówko.
Chyba nie ma innej możliwości. Jeśli oni nie szanują nas, to dlaczego my mamy ich szanować?
Jeśli rzeczywiście jest to coraz liczniej uprawiana zabawa, to niestety panowie na motocyklach muszą się zorganizować i napierać na stworzenie torów czy szlaków dla nich. Ale niestety muszą zrozumieć, że nie mogą na to liczyć w dużych obszarach leśnych, zwłaszcza chronionych. Tam hałas robi wiele szkody.
Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi













Wtorek, 21 listopada 2006 o 11:03
Szczerze to sam bym im groby wykopał, byle by w nie wpadli. Gdybym tam mieszkał też bym rozwieszał drut kolczasty. I szczerze mówiąc nie miałbym wogle wyrzutów sumienia. Skurwysyny jedne. Nienawidze takich ludzi, myślą, że wszystko im wolno, że las to też ich własność. A chuja, las to własność zwierząt i ich dom, czy Wam kurwa ktoś do domu wjeżdża i hałasuje motocyklem?
Nie wierze, że Ci co są tam opisani są inni od tych „chłopaków z wioski”. Skoro ludzie chcą się ich pozbyć, to powinni zrozumieć, że to miejsce nie jest dla nich. Skoro są tacy kasiaści to niech se sami zbudują park crossowy.
Najgorsze jest to, że nikt z tym nic nie robi.