Komunikacyjna frustracja
Masakra normalnie. Mój dojazd i powrót z pracy ze standardowych 10-15 minut w jedną stronę, coraz bardziej ostatnio się wydłuża. Nie dość, że na jedynym moście na Dunajcu w Nowym Sączu jest coraz gorzej i trzeba odstać swoje w korku, to jeszcze teraz zaczęli remont fragmentu ulicy Węgierskiej (wylotówka na Piwniczną i Nowy Targ, więc ruch jest spory) tuż przed miejscem gdzie pracuje. Wczoraj powrót z pracy do domu zajął mi 40 minut. Czyli przez ten fatalny stan komunikacji w naszym mieście tracę dodatkowo godzinę dziennie. I co tu się dziwić, że człowiekowi coraz bardziej czasu brakuje.
Z mostem to też paranoja, bo jego stan jest już fatalny. Nie wyobrażam sobie, co będzie, jak jego będą remontować i będzie ruch wahadłowy, albo nie daj Boże się po prostu spieprzy na amen. Jedyne wyjście to zastosowanie opcji krakowskiej z przed kilku lat przy remoncie mostu dębnickiego, czyli wybudowanie tymczasowej przeprawy w postaci mostu pod wdzięczną nazwą Lajkonik. U nas mogłoby to być np. Małgorzatka, chociaż dla mostu lepsza byłaby jakaś męska nazwa.
Wiem, wiem, nie mam co narzekać, bo wielkich aglomeracjach jest jeszcze gorzej i dojeżdżać z jednego końca miasta na drugi to wyprawa. No ale dlaczego jest coraz gorzej zamiast coraz lepiej? Nie dzieje się nic albo niewiele, żeby poprawić stan komunikacji. Jeśli się już coś remontuje, to jak już jest w stanie krytycznym. No tak, przecież w Polsce mamy ważniejsze sprawy. Układ, szara sieć, agenci, teczki.
Jak tak dalej będzie, to albo sobie zmienię godziny pracy, żeby nie dojeżdżać w godzinach szczytu albo przesiądę się na rower. Spokojnie można dojechać te 8 km w 20-25 minut bez szczególnego forsowania się.
Kategoria:
















Bliskie sercu
Śledzone blogi











