Nieszczęścia chodzą stadami
Ech, to były porąbane 3 dni. Same nieszczęścia mnie dopadły. Tutaj sprawdza się powiedzenie, że nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami. W sobotę padł mi wieczorem router i zostałem bez netu. W niedzielę chciałem zakupić, ale jedynym miejscem, gdzie można to było zrobić był VOBIS. Cholera, nienawidzę tam robić zakupów, bo straszne gogusie tam pracują. No i oczywiście nie mieli nic, co mi odpowiadałoby. Same jakieś sprzęty z access pointami i innymi bajerami, które mi na grzyba potrzebne. A ja potrzebowałem zwykły router. No to się musiałem obejść bez sieci
Dopiero wczoraj zakupiłem coś normalnego i mogłem się pocieszyć powrotem do sieci.
A przy okazji przyjrzałem się też wynalazkowi pod nazwą















Bliskie sercu
Śledzone blogi















