Tym razem pieszo

Data Czwartek, 03 maja 2007, 11:03

Wczoraj po raz pierwszy od niepamiętanych czasów miałem okazję zawitać w górki pieszo. A to przy okazji spotkania z Lulkiem vel Filkiem, chyba po 2 latach. Też mając wolny długi weekend chciał wpaść do New Sącza i przy okazji lekko gdzieś poczłapać w terenie i łyknąć jakiegoś browarka.

Początkowo mieliśmy jechać do Krynicy i tam kolejką na Jaworzynę, ale stwierdziłem, że teraz tam będzie ludzi od cholery i nie warto. No to zaproponowałem Rytro i lekki spacerek na ruiny zamku górujące nad nim. Ha, oczywiście cała wyprawa jak za starych dobrych czasów, czyli pociągiem, on z Gorlic bo akurat zajechał do rodziców, ja z New Sącza. Nie pamiętam kiedy ostatnio pociągiem jechałem, ale przez te parę lat w PKP nic nie zmieniło się na lepsze. Dalej w pociągach brud i syf. Ale mniejsza z tym. Po wylądowaniu w Rytrze Lulek stwierdził, ze kiedyś już tu był. Tak, zgadza się. W 1998 roku na rajdzie. Zakończenie było pod Perłą Południa. Oj, działo się wtedy. No ale od razu ruszyliśmy na ruiny zamku i po 30 minutach mogliśmy się już nacieszyć fajnym widokiem. Nie tylko na Pasmo Radziejowej, ale i na Dolinę Popradu i biegnąca nią linie kolejową, Hi hi, z góry jadące pociągi sprawiały wrażenie kolejki – zabawki. Ha, działała też pierwsza i jedyna chyba w tej okolicy elektrownia wiatrowa. No ale po chwili odpoczynku i łyknięciu zupki chmielowej, Lulek stwierdził że spokojnie mógłby się jeszcze przejść, no to poszliśmy w kierunku schroniska Cyrla, drogą dojazdową. Tak przed południem byliśmy już na miejscu. Ludzi oczywiście sporo, bo to długi weekend :) Posiedzieliśmy, wypiliśmy co trzeba i z powrotem ale już czerwonym szlakiem. Po zejściu był jeszcze czas na łykniecie browarków w Zajeździe Ryterskim i po 15 jak już dobrze szumiało w głowie czas było wracać. Oczywiście przez cały czas gadaliśmy o starych czasach i nawet padł pomysł żeby wprowadzić takie spotkanie w coroczny kalendarz i ściągnąć jeszcze innych ludzi ze starej paczki: Rycha, Dziomka i innych. No warto byłoby tak na jakiś czas zebrać się starą ekipą.

Update (09.05.2007):

Lulek podesłał mi kilka fotek z naszej wyprawy, to zapodaję poniżej ;)

Ruiny  Cyrla
Fotka  Młockarnia
Strzecha  Uwaga

Poprzedni Poprzedni wpis   Nastepny wpis Następny

Komentarze do notki Tym razem pieszo

  1. 1.
    PF powiedział(a):

    Przedstawię swoją wersję wydarzeń.
    Postanowiłem do Florka pojechać pociągiem. Nie pamiętam kiedy ostatni raz jechałem tą trasą i bardzo chciałem obejrzeć widoki za oknem raz jeszcze zanim zlikwidują tę linię. Kilkanaście lat temu często jeździłem z Zagórzan do Skołyszyna a dziś jest to już niemożliwe…..
    Kasę w Zagórzanach otwierają dopiero o szóstej rano więc bilet musiałem kupić w pociągu, jak nietrudno się domyślić pani konduktorka nie miała wydać. Stanem pociągu byłem mile zaskoczony: czysto, ciepło (na zewnątrz przymrozek – postrach ogrodników), i welurowe siedzenia. Pasażerów można policzyć na palcach obu rąk, przypuszczam, że wszyscy to kolejarze jadący albo do pracy w Stróżach albo z pracy.
    Ciąg dalszy nastąpi…. syn się niecierpliwi….

  1. 2.
    floorek powiedział(a):

    No pięknie, komentarz wyjdzie dłuższy niż wpis ;)

  1. 3.
    PF powiedział(a):

    Dojeżdżając do Stróż zastanawiałem się nad wyborem dobrego miejsca na plener fotograficzny bo zgodnie z rozkładem miałem ponad godzinę czasu do odjazdu. Na miejscu okazało się, że za trzy minuty mam pociąg osobowy do Sącza więc zdążyłem podbiec zaledwie do stojącej nieopodal ET-21 i zrobić zdjęcie.
    Za oknem jak zwykle najciekawsze były okolice Grybowa, Kościół, browar w Siołkowej, podjad pod górę.
    W Nowym Sączu raj dla kolejarza: pług śnieżny, podwójne towarówki ET-41, wszelkiej maści wagony, cała masa ET-21 oraz ZNTK po drugiej stronie torów. Zakłady oczywiście są zamknięte dla gapiów ale z pomostu można było nacieszyć oczy taborem znajdującym się w różnym stanie. Zdjęcia bez obiektywu 500 są nic nie warte ale dają ogólny pogląd na kondycję stacji. Ruch był oczywiście nieporównywalnie większy niż w Stróżach a przy zupełnie pustych Zagórzanach to Sącz pozował na metropolię. Wiem, że niektórzy mogą się uśmiechnąć przy porównaniu Sącza do Zagórzan ale proszę pamiętać, że Zagórzany to stacja przelotowa do Gorlic gdzie dawniej na pełnych obrotach pracowało kilka wielkich zakładów pracy w tym Fabryka Maszyn i rafieria, tak więc ruch był tak duży, że trudno było przejechać przez przejazd przy stacji bo szlaban był częściej zamknięty niż otwarty. Dziś pusto….
    Po drugiej stronie dworca kolejowego bardzo ładnie utrzymana Tkt48-177. Jestem pod wrażeniem stanu w jakim jest ten pomnik, farba aż lśni. Na samą myśl o wrakach w Krzeszowicach robi mi się smutno…
    Na przydworcowej poczcie zakupiłem kartki pocztowe kolejowe i papieskie oraz całkiem nowe znaczki z wagonami a na dworcu kilka widokówek. Jedną kartkę od razu opatrzyłem któtką refleksją i wysłałem do żony. Ok, mogłem zadzwonić, puścić smsa ale chciałem mieć tę kartkę z obiegu a do siebie nie będę wysyłał.
    Po chwili zauważyłem Florka ale o tym kiedy indziej….

  1. 4.
    PF powiedział(a):

    Napisałem kolejną część ale przyszedł szef a potem post poszedł w kosmos, trudno napisze jeszcze raz….
    Florek z daleka wyglądał jak dawniej – nerwowo szybki, z bliska trochę posiwiał. Sam mam kilka siwych włosów więc ta zmiana była dla mnie oczywista.
    Zmiana planów – kierunek Krynica ale wysiadka w Rytrze. W pociągu, wbrew temu co pisze Florek, było całkiem przyzwoicie, nawet ubikacja sprawiała wrażenie mytej od czasu do czasu.
    Na górę zamkową dotarliśmy dość szybko rozmawiając o pierdołach z różnych dziedzin. Na szczycie spędziliśmy kilka chwil popijając piwo. Pamiętam wspomniany rajd PK i tam to piwo smakowało mi bardziej. Cóż, byłem młodszy, po kilkudniowej wędrówce i spaniu w namiotach. Może powinienem się przerzucić na whisky? W końcu trzeba się starzeć z godnością....
    Pod koniec piwa sytuacja była jasna: góra zamkowa to za mało – idziemy dalej…
    Ciąg dalszy kiedy indziej…

  1. 5.
    PF powiedział(a):

    Drogę na Cyrlą wybraliśmy przypadkiem, po prostu nie trafiliśmy na szlak a na drogę dojazdową. Była jak to dojazdówka: szeroka niezbyt stroma i na pewno dłuższa niż szlak ale szło się nam dobrze. Florek jest co prawda zaprawionym góralem lecz ja z kondycją mam niewiele wspólnego tak więc to łagodne podejście mi odpowiadało. Tak jak poprzednio rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dla mnie było to ciekawe doświadczenie bo rzadko mam okazję porozmawiać kilka godzin bez wyczerpywania do spodu tematu dzieci i pracy.
    Miło się szło i w końcu doszliśmy na Cyrlą. Usadowiliśmy się przy stoliku z piwem w jednej ręce i prowiantem suchym w drugiej i kontemplowaliśmy słońce. Uczucie to skutecznie zakłócał przenikliwie zimny wiatr, w dodatku podwiewający nasze spocone plecy. Poszliśmy więc dalej, tym razem po rozum do głowy i przeeniśliśmy się pod ścianę schroniska – tam było juz tylko słońce. Zakupiłem obowiązkową widokówkę z pieczątką i ruszyliśmy spowrotem.
    Z ciekawych rzeczy napotkanych w czasie zejścia należy wymienić dwie chyba identyczne młockarnie starego typu ale za to z mechanizmem wytrzepującym słomę, mniejsza o nazwę ustrojstwa. Widziałem kilka różnych typów taikich maszyn ale to urządzenie było tylko w stosunkowo nowych.
    Zchodziliśmy już czerwonym szlakiem. Rzeczywiście było stromo i dwójeczki paliły ostro.
    Na dole postanowiliśmy zakończyć dzień w zajeździe. Piwo okocim po 3,0zł – aż chce się żyć!!
    Lekko zmęczeni, lekko podpici i opaleni wsiedliśmy do pociągu.
    O drodze powrotnej, już krótko, kiedy indziej.

  1. 6.
    PF powiedział(a):

    Ostatni wpis w tym wątku.
    W drodze do Stróż trochę się zdrzemnąłem ale przebudziłem się przed Grybowem, przed moim ulubionym odcinkiem trasy czyli pętelką za browarem.
    W Stróżach dwa szybkie zdjęcia: ET-21 w zachodzącym słońcu oraz sokiści na peronie i w drogę.
    Jadąc linią do Jasła robiłem zdjęcia na lewo i na prawo mając jakieś przeczucie, że już nie będę miał drugiej takiej okazji. Z racji jakiej takiej prędkości pociągu i dużej bezwładności migawki mojego aparatu zdjęcia mają wyłącznie historyczny charakter a zupełnie pozbawione sa walorów technicznych i artystycznych. Jakby ktoś dysponował starymi zdjęciami tej trasy to poroszę.
    W Zagórznach czekał już na mnie Maksiu z mamą (swoją czyli moją żoną) Zrobiliśmy kultowe „komonbejbe” i zostałem powieziony do domu czyli do rodziców.
    Seedecznie pozdrawiam każdego, kto przeczytał w całości moją relację i przeżył.

Podgląd komentarza na żywo:

Dodaj komentarz:

Treść komentarza (formatowanie za pomocą Markdown).