Czego to ludzie u mnie szukają :)
Po roku prowadzenia statystyk pora na co ciekawsze wyrażania poszukiwane przez ludzi, które skierowały ich do mnie. Czasami to aż dziw bierze czego to ludzie szukają 
Po roku prowadzenia statystyk pora na co ciekawsze wyrażania poszukiwane przez ludzi, które skierowały ich do mnie. Czasami to aż dziw bierze czego to ludzie szukają 
Ech, chwilowa jakaś przerwa tutaj była, ale jakoś tak nastroju nie miałem, a w tamten weekend nigdzie nie byłem, ze względu na inne obowiązki. Za ochroniarza w tamten weekend robiłem i pilnowałem chaty u znajomych, bo mieli wyjazdowe wesele i trzeba było interesu pilnować. A pogoda była fajna w niedzielę, wiec trochę szkoda. Dzisiaj też miałem plany wyjazdu na Jaworzynę Krynicką, bo w tym sezonie jeszcze tam nie byłem i należałoby zajrzeć. Ale przed samym wyjazdem plany się zmieniły, bo bratanek się zdecydował, ze w końcu chce ze mną gdzieś pojechać, a wczoraj zrezygnował po upadku i solidnej ranie na kolanie. Ale dzisiaj stwierdził, że da radę, no to wziąłem go na taką moją trasę rozgrzewkową, czyli podjazd na Przehybę z Gabonia.
Od początku mojej przygody ze strasznymi maszynami cyfrowymi byłem gadżeciarzem, za takiego byłem uważany, sam się za takiego uważam i się tego nie wstydzę. Mój system zawsze musiał być inny niż standardowy. Czas więc na kolejny odcinek cyklu "jak wygląda mój system", jak zwykle pierwszy Linux (Mandriva 2007 Spring).
Podstawowym środowiskiem graficznym jest u mnie KDE. Na pulpicie rządzi Superkaramba z kilkoma motywami, przerobionymi graficznie pode mnie na wspólny motyw:
Dzisiaj zaliczyłem rowerkiem bardzo fajną traskę. A to wszystko chyba zasługa nie tylko ciekawego pasma górskiego. Pogoda dzisiaj była cudowna, niby ciepło a nawet gorąco ale znowu nie upalnie, a dodatkowo widoczność bardzo dobra. Wilgotność powietrza też była niezbyt wysoka, tak więc nie zalewało człowieka potem. Aa, no i jeszcze nowa tylna przerzutka sprawuje się świetnie, wiec i to miało na pewno wpływ na ogólne wrażenia. Ale do szczegółów. Dzisiaj zmiana pasma górskiego. Stwierdziłem, że przy takich warunkach pogodowych warto zajrzeć w Gorce. Ponieważ z Rzek podjeżdżałem już 2 razy a w Gorcach zbyt dużego wyboru nie ma ze względu na prawa parku narodowego, więc padło na Przełęcz Knurowską. Przy okazji przejechałem przez podobno najdłuższą w Polsce wieś tzn. Ochotnicę, jeśli połączyć Górną z Dolną 
Dzisiaj na kilka minut zatrzymał się na stacji PKP w Nowym Sączu, słynny Orient Express. Tak, tak to ten sam pociąg z odrestaurowanymi wagonami, który w 1883 był pierwszym pociągiem transeuropejskim, poruszającym się na trasie Paryż - Konstantynopol. A dlaczego zawitał także do nas? Teraz pociąg ten jest składem typowo turystycznym, tym razem na trasie Wenecja – Wiedeń – Bańska Bystrzyca – Kraków – Warszawa – Malbork – Praga. Dlatego też przy okazji przejazdu z Bańskiej Bystrzycy do Krakowa zawitał do nas
Pociąg zatrzymuje się na kilka dni w głównych przystankach swojej trasy, a podróżni w zwiedzają miasto i jego okolice. No wycieczka taka wcale nie jest tania, bo kosztuje 6 tys. euro, no ale wiadomo za co się płaci: legenda, ekskluzywne wagony w tym 3 restauracyjne z wspaniałą kuchnia i cudowną porcelanową zastawą oraz jeden piano-bar z muzyką na żywo. Pełny exclusive po prostu. Jedyny minus, ale nie wiem czy to też tak wygląda na innych odcinkach trasy, to brak oryginalnej lub jakiejś innej zabytkowej lokomotywy. Elektrowóz troszeczkę zespół ogólne wrażenie.
Więcej informacji na oficjalnej stronie
Wczoraj po długiej przerwie wreszcie wsiadłem na swój rowerek. Tydzień wcześniej się nie dało, ze względu na awarię, którą zauważyłem dopiero tuż przed wyjazdem – złamała się tylna ośka. Trzeba było oddać więc rower na serwis, a przy okazji kazałem zmienić tylną przerzutkę, bo już rozchwiana była. W środę już odebrałam, wiec spokojnie mogłem wczoraj wyruszyć w trasę, tym bardziej, że pogoda sprzyjała. Słonecznie, bardzo dobra widoczność i niezbyt gorąco bo wiał dość silny wiatr.
Wczoraj płyta główna w moim kompie po 4 latach użytkowania, wielu doświadczeniach, po których dawno już powinna odmówić współpracy, przekroczyła już granice przyzwoitości i stała się nieużywalna. Na szczęście już wcześniej zdradzała takie symptomy i zdążyłem zaopatrzyć się w identyczny egzemplarz, oczywiście na Allegro, udało mi się trafić na prawie nieużywaną płytkę w bardzo rozsądnej cenie. Identyczny, bo nie chce mi się systemów reinstalować. Straszny leniwiec ze mnie jak widać. Potwierdza to jeszcze fakt, iż mając już u siebie nową płytę, nie chciało mi się jej podmieniać. A co? Jak jeszcze chodzi to po co wymieniać? Przecież to tyle roboty. Pół godziny bez pośpiechu to maks. Kawał czasu. Lepiej inaczej go wykorzystać. No ale wczoraj już się wkurzyłem i podmieniłem. Wszystko przeszło bez najmniejszego problemiku i hula jak należy 
No to działam sobie w pracy już na nowym sprzęciku tj. Fujitsu-Siemens Computers Esprimo Edition P2410. Nie jest to oczywiście jakiś straszny wymiot, bo to ma być komputer biurowy, ale jest OK. Szczegółowe dane:
Ale się wczoraj obżarłem krówkami. Mimo tego, że to były kruche, a nie te uwielbiane przeze mnie ciągnące mordoklejki, to i tak wsunąłem ich sporo. Nawet na obiad dużo później poszedłem i nie jadłem standardowego zestawu. Ha, mnie to się marzy, żeby krówki były super ciągnące i znacznie większe. Takie żeby ledwo w buzie się mieściły. Coś jak te, którymi w jednym z moich ulubionych filmów, czyli "Kingsajzie" Olgierda Jedlinę "Ola" częstuje redaktor naczelna pisma "Pasikonik" Zenon Bombalina. Trzeba będzie chyba znaleźć gdzieś te ciągnące i skleić kilka razem. A niech się przytkam na amen 
Dzisiaj gorąco, a u nas w firmie dodatkowo po sobotniej awarii wodociągu nie ma wody i o ile pitna zawsze jakoś się znajdzie, to gorzej z tą użytkową do mycia i spłukiwania. Jak ktoś się zapomni albo obcy przyjdzie to się załatwi w szalecie i nie spłukanie, bo czym niby? Śliną? No i istniej poważne zagrożenie powstania katastrofy sanitarno-epidemiologicznej, więc trzeba się jakoś chronić i zabijać zarazki. Jak wiadomo spirytus do tych celów jest najlepszy, zabije zarazki a i człowiek ugasi pragnienie w gorący dzień. Ponieważ ten czysty drogi to trzeba się ratować tym zanieczyszczonym, zwanym denaturatem. Piękny kolorek ma nawet, fioletowy taki. Smaczek też niczego sobie. Mm, no miodzie normalnie. Producent ma nawet ciekawą nazwę – Deliker. Szkoda, że nie De Likier albo jakoś tak
Ponieważ w biurze takich trunków nie wypada spożywać, to najlepiej zrobić to na magazynie. Miejsce i trunek powinny z sobą współgrać. Spokojnie mógłby to być też jakiś park, ale to miejsce publiczne i mandat można zaliczyć. Tak więc lepiej na swoim podwórku.
No to smacznego 