Dzisiaj cienko, czyli Przehyba
Ech, chwilowa jakaś przerwa tutaj była, ale jakoś tak nastroju nie miałem, a w tamten weekend nigdzie nie byłem, ze względu na inne obowiązki. Za ochroniarza w tamten weekend robiłem i pilnowałem chaty u znajomych, bo mieli wyjazdowe wesele i trzeba było interesu pilnować. A pogoda była fajna w niedzielę, wiec trochę szkoda. Dzisiaj też miałem plany wyjazdu na Jaworzynę Krynicką, bo w tym sezonie jeszcze tam nie byłem i należałoby zajrzeć. Ale przed samym wyjazdem plany się zmieniły, bo bratanek się zdecydował, ze w końcu chce ze mną gdzieś pojechać, a wczoraj zrezygnował po upadku i solidnej ranie na kolanie. Ale dzisiaj stwierdził, że da radę, no to wziąłem go na taką moją trasę rozgrzewkową, czyli podjazd na Przehybę z Gabonia.
Podjazd niedługi, bo ok 7,5 km ale różnica wysokości ok. 620 m. Dla 14-letniego bratanka ze sporą nadwagą to i tak ostra jazda, bo takiej trasy na rowerze jeszcze nigdy nie zaliczył. Ale nich zasmakuje, ze nie jest to taka łatwizna. Zresztą on ustalał temp, o miał wyjechać i mieć świadomość, że dał radę a nie zajechać się szybkim tempem i na dzień dobry zrazić. Powolutku i z wieloma przystankami ale jakoś dał radę. Prawdę mówiąc 90-95 % trasy jechał i tylko chwileczkę podprowadził ostatni odcinek trasy, tak więc stanął na wysokości zadani. Ale do rzeczy. Start z parkingu na wysokości ok. 520 m npm. Kawałek dalej szlaban a przy nim pomnik ku pamięci Jana Bielaka, gospodarza w schronisku na Przehybie w latach 1976-1994, który zginął 17 grudnia 1994. Zjeżdżając na skuterze ze schroniska w czasie silnej zawiei śnieżnej nie zauważył, że szlaban jest zamknięty i uderzył w niego ponosząc śmierć na miejscu. Dalej droga prowadzi cały czas doliną potoku Jaworzynka, aż do pozostałości po dolnej stacji kolejki na Przehybę. Tutaj dłuższa chwila odpoczynku i dalej wspinaczka drogą stokową już z niezłym pochyleniem, aż do Wyżnego i dalej do kamienia Św. Kingi, na którym według legendy odpoczywała ona uciekając w 1285 r. przed Tatarami z klasztoru klarysek w Starym Sączu do Zamku w Pieninach (na Górze Zamkowej). Po chwili kończy się asfaltowa droga i ostatnie kilkaset metrów do schroniska prowadzi droga gruntowa. Ukazuje się też przekaźnik radiowo-telewizyjny o wysokości prawie 100 m, powstały pod koniec lat dziewięćdziesiątych, na miejsce starego, znacznie niższego. Na potrzeby tej właśnie przebudowy wykonano prowadzącą, aż tak wysoko drogę z nawierzchnią asfaltową. Teraz na Przehybę można wyjechać normalnym samochodem. Oczywiście nie każdy
Pod schroniskiem (ok. 1130 m npm) oczywiście odpoczynek i potem jeszcze rzut okiem na Tatry i Pieniny z tarasu widokowego, ale dzisiaj widoczność bardzo słaba i widać zaledwie zarysy Tatr. Zaglądamy jeszcze na przeciwną stronę, na pozostałości fundamentu górnej stacji kolejki aby popatrzeć na Kotlinę Sądecką i spróbować namierzyć nasze domy
No a potem już tylko zjazd. Dzisiaj bez szaleństwa, bo ze sobą mam młodego i niedoświadczonego rowerzystę, a i tak prędkość czasami osiąga 60 km/h. Muszę jednak zainwestować w jakiś fajny licznik, bo młody ma i widzę, ze czasami można uzyskać bardzo ciekawe dane, do których jakoś dotychczas nie przywiązywałem wagi, a mogą być bardzo pomocne do lepszego opisywania tras 
A standardowo poniżej mapka trasy + widok z lotu ptaka. Oczywiście na podstawie Wrót Małopolski 

Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi











