Głowa moja biedna
Nie wiem skąd to się bierze, ale non stop muszę gdzieś głową uderzyć. Jak tak dalej pójdzie to w końcu się to odbije na mojej psychice i całkiem mi odbije. Dzisiaj znowu. Przy zamykaniu tylnych drzwi w aucie walnąłem się tak solidnie w czaszkę. Dobrze, że interwencja chirurga, czy wzywanie karetki nie było potrzebne. Chociaż rozcięcie i guz solidny jest, a krwią broczyłem jak Japońce od O-Ren Ishii na "Kill Bill" Quentina Tarantino po odcięciu członków wszelakich 
Chociaż i tak najlepsze to było w czasie słynnej imprezy po I sesji egzaminacyjnej. Wtedy w jakiś magiczny sposób moją głowę przyciągały ściany jak jakiś magnes. Ale to chyba efekt przedawkowania przepysznego ale w większych ilościach zwalającego z nóg drinku pod nazwą szarlotka. W każdym razie na drugi dzień dobrze nie wyglądałem. Jak ktoś oglądał "Człowieka Słonia" Davida Lyncha i pamięta wygląd Johna Merricka, to może mieć jakieś wyobrażenie 
Oj, biedna ta moja głowa jest.
Kategoria:
















Bliskie sercu
Śledzone blogi












Czwartek, 13 września 2007 o 23:32
eee tam ….ty to zawsze miałeś „mocny łeb” – chociaż nie wiem czy pamiętasz , ale na 2 lub 3-cim roku reanimowaliśmy Cię z „Czajną” po spożyciu „zielska” od kolegów z pokoju obok – a tak na marginesie to Twoje podróże windą w akademiku pamiętam do dzisiaj – a głowę to miałeś jak Darth Maul – he, he