Wiewióra
W sobotę rano, czekając na wyjazd na „szkolenie” do Murzasichla (o czym będzie w następnym wpisie) zauważyłem przebiegające za autem jakieś małe zwierzątko. Początkowo pomyślałem, że to pewnie czarny kot i lepiej nie jechać. No jakoś mi się to nie widziało i dla pewności postanowiłem sprawdzić. No to zajrzałem i w tym momencie zza auta przez trawę długimi susami czmychnęła wiewiórka. Na środku na chwilę się zatrzymała, ale przy moim gwałtownym ruchu w kierunku torby, w której miałem już przygotowany na wyjazd aparat ruszyła dalej i zwiała na rosnącą nieopodal sporą lipę. Na szczęście udało mi się ją uwiecznić, bo to w terenie zamieszkałym i to z dala od lasu raczej rzadkość. Zresztą wujaszek twierdził, że to nie była wiewiórka, tylko liczne podobno tutaj kuny domowe, jednak gdy ją zobaczył potwierdził moją wersję
Poniżej 2 fotki tego prze milutkiego zwierzątka 


Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi












Poniedziałek, 24 września 2007 o 21:15
pewnie była wściekła…..
gratuluję zdjęć, próbowałem kiedyś sfotografować wiewiórkę – oj niełatwo…