Szczawnica - Przehyba - Przysłop
Znowu pora na relację z trasy przebytej dzisiaj na rowerze. Przyznam się, że dzisiaj już miałem trudności z jej wyborem, bo zasadniczo Beskid Sądecki i Gorce już zwiedzone nieźle mam, a nie chce mi powtarzać tras w tym samym sezonie. Ale przypomniałem sobie o jednej trasie, z której zgoniła minie na wiosnę burza, a mianowicie podjazd ze Szczawnicy na Przehybę, no więc postanowiłem ją dzisiaj zaliczyć.
Start dzisiejszej wyprawy nastąpił dokładnie z Sewerynówki na wysokości ok. 560 m npm o 13.15. Trasa wiodąca czarnym szlakiem rowerowym, który pokrywa się z niebieskim szlakiem narciarskim po ok. 200-300 m dokładnie przy Kaplicy na Sewerynówce rozgałęzia się i można wybrać 2 opcje podjazdu na Przehybę. Jedna dłuższa, ale łagodniejsza doliną Sopotnickiego Potoku (11 km), druga krótsza ale ostrzejsza doliną Jastrzębiego Potoku (6 km). Oczywiście wybieram opcję krótsza, bo wcale nie jest taka tragiczna, a długich podjazdów nie lubię. Oczywiście przez jakiś czas żadnych atrakcji, poza burzą kolorów na drzewach. No przecież jesień. Niby ładnie to wygląda, ale mnie jesień jakoś pozytywnie nie nastraja. Kojarzy mi się z umieraniem.
Po opuszczeniu doliny Jastrzębiego potoku i wspięciu się na grzbiet, przed Polanią Koszarki, z której jest ładny widok na Pieniny, dochodzi z prawej strony niebieski szlak pieszy ze Szczawnicy. Miałem już okazję się już z nim spotkać przy samym starcie do dzisiejszej trasy. Po prostu niebieski szlak pieszy i czarny rowerowy omijają Koszarki (930 m npm) z 2 stron. Po kilkuset metrach docieram do połączenia alternatywnych tras, które rozłączyły się przy kaplicy na Sewerynówce i dalej wspinam się już stokami Czeremchy (1024 m npm). Po chwili niebieski szlak odbija w prawo na strome podejście, a szlak rowerowy i narciarski prowadzą nieco łagodniejszym wariantem, omijając sam szczyt Czeremchy. Po ponownym połączeniu się szlaków, droga już cały czas prowadzi łagodnie grzbietem w kierunku Przehyby (1175 m npm), na której pod schroniskiem pojawiam się o 14.30. Na górze awet sporo ludzi, ale pogoda ładna to ludzie jeszcze korzystają. Po 30 minutach odpoczynku czas na powrót, najpierw drogą wraz z czerwonym i zielonym szlakiem pieszym koło przekaźnika i dalej do kamienia św. Kingi, a dalej na siodełko między Skałką (1163 m npm) i Spadziem (1128 m npm). Stąd wspaniały widok na Lubań i resztę Gorców (Gorc, Jaworzyna Kamienicka, Kudłoń) oraz Beskid Wyspowy z Mogielicą na czele. Dalej już zjeżdżam drogą stokową aż do Polany Herślowej, na której znowu dołącza czerwony szlak pieszy z Przehyby, który prowadził przez Skałkę. Stąd już tylko trzeba zaliczyć 2 nieduże wzniesienia - Rokita (893 m npm) i Kuba (888 m npm) - i ląduję na Przełęczy Przysłop (832 m npm). Z przełączy ostry zjazd po wertepach do Doliny Sopotnickiego Potoku i nią dalej do punktu start, w którym jestem ok. 15.45.
Poniżej jak zwykle mapka trasy (z wykorzystaniem mapy turystycznej "Beskid Sądecki" Agencji Wydawniczej WIT z Piwnicznej).
Dzisiaj bez zdjęć, bo aparat ciężki i dużo miejsca w plecaku zajmuje 

Kategoria:
















Bliskie sercu
Śledzone blogi











