GRUB a łącka śliwowica
Jeśli człowiek związany jest z kimś emocjonalnie i to bardzo silnie, to potrafi odczuwać dolegliwość tej drugiej osoby, w sposób nie mniejszy niż ona. Taki sam silny związek może dotyczyć też nie człowieka, a bliskiego zwierzaka – psa, kota czy innego gada, w zależność co kto lubi. Ja natomiast zauważyłem u siebie taką zależność między człowiekiem i maszyną
Tak, cierpię jak mój komputer cierpi i wzajemnie 
Otóż w niedzielę wieczorkiem zacząłem odczuwać jakieś niewielkie dolegliwości żołądkowe, jakieś takie dziwne przepełnienie i gniecenia, jakbym połkną kamień. Nie było to zbyt dokuczliwe i się tym zasadniczo nie przejąłem. Siedziałem sobie przy kompiku i jak zwykle coś grzebałem. Po zmianie pozycji w menu startowym w GRUB-ie posypał się mi on normalnie (zresztą już drugi raz, chociaż poprzednio na wcześniejszej wersji Mandarynki), co dało się zaważyć przy ponownym uruchomieni kompa i jego zawieszaniu na programie rozruchowym właśnie. Chyba stracę do niego zaufanie. No kłopotów trochę to narobiło, bo nawet jego przywracanie z dysku ratunkowego nie dało efektu. No rozchorował się mój komputerek normalnie. I chyba mój organizm to wyczuł, bo w nocy spałem jakoś tak niespokojnie przez te właśnie wzmagające się dolegliwości gastryczne (mimo tego, że z problemem jednak sobie poradziłem i wszystko hula). Na drugi dzień jakoś też cały czas odczuwałem te dolegliwości. Które po południu nawet się wzbogaciły o dziwne bóle mięśni. Oj, zacząłem podejrzewać coś grypopodobnego. No to nie czekając na nic, zastosowałem najczęściej stosowane przeze mnie i przeważeni z pozytywnym skutkiem lekarstwo, a mianowicie cudowny "balsam ze śliwek", nie na darmo reklamowany hasłem "daje krzepę, krasi lica, nasza łącka śliwowica". A poważnie to "herbatkę góralską" z łącką śliwowicą, bo samą pić w większej dawce to strach i świeczki w oczach (alk. ok. 70% vol). Trunek od lat pędzony ze śliwek, oczywiście nielegalnie, w okolicach Łącka, niedaleko Nowego Sącza. Oczywiście i tym razem terapia pomogła. Nie będę się tu zbytnio rozwodził na jej temat, bo można poczytać o jej historii i tradycjach z nią związanych na stronie jej poświęconej, a szczególnie polecam dział opakowania
Ja tylko wspomnę, że znana ona jest wśród smakoszy trunków wszelakich w całej Polsce. Wybierając się z wizytą do kogoś w inne rejony kraju nie sposób nie zabrać jej ze sobą. Mój szef zresztą zawsze to robi. Ba, nawet sami odwiedzani przy ustalaniu spotkania już się o nią dopominają
Zresztą już dawno było wiadomo, ze potrafi ona otwierać wiele wydawałoby się niemożliwych do otwarcia drzwi. Plotka głosi, że to właśnie dzięki niej mieliśmy w latach 1975-1998 województwo nowosądeckie, a nie nowotarskie (od Nowego Targu). Po prostu delegacja z Nowego Sącza udałą się do Warszawy zaopatrzona w ten trunek, który potrafił zmienić decyzje ówczesnych władz.
Mimo, że pędzenie śliwowicy jest nielegalne, to małe dziecko nawet wie, że w okolicach Łącka pędzą ją wszyscy. Z tym też związana jest pewna anegdota.
Pewien turysta, który słyszał o łąckiej śliwowicy, poprzedzając właśnie przez Łącko chciał się w nią zaopatrzyć i naocznie przekonać się o jej wyjątkowości. Ale dobrze wiedział, że pędzona ona jest nielegalnie i jemu jako obcemu raczej trudno będzie się dowiedzieć gdzie się w nią zaopatrzyć. Ale postanowił spróbować. Zaczepił jakiegoś mieszkańca i zapytał gdzie to pędzą tą ich słynną śliwowice. No ten poczuł się na prawdę wprowadzony w kłopot, jak tu przyjezdnemu wytłumaczyć, a i nie znając go i nie wiedząc jakie ma zamiary nie wkopać jakiegoś gospodarza. Ale po chwili namysły wybrną z problemu iście dyplomatycznie. Wskazał turyście na kościół i stwierdził, że tam się nie pędzi (chociaż i to nie wiadomo
)
No to NA ZDROWIE!
Kategoria:














Bliskie sercu
Śledzone blogi













Środa, 28 listopada 2007 o 17:09
„Chyba stracę do niego zaufanie.”
Ja bym stracił do siebie