Wspomnień ciąg dalszy
Czas chyba na kolejny wpis w kategorii "wspomnienia". Ostatnio było o narodzinach, chrzcie i latach niemowlęcych, tera czas na nieco późniejszy okres, a mianowicie lata dziecięce i przedszkolne. No a cóż może robić mały dzieciak mieszkający w domku na peryferiach niedużego miasta? Ano przede wszystkim sporo przebywa na świeżym powietrzu, a teren do działania był spory, bo zabudowa bardzo rzadka była. Nie to co teraz, dom przy domu prawie i dzieciaki się duszą. Chociaż dużym plusem jest bliska odległości Dunajca i sporych nieużytków między wałami przeciwpowodziowymi, używanymi zimą jako teren bliższego zapoznania się ze sprzętem zimowym typu sanki. Zresztą używany też był do tego nasyp toru kolejowego zwany z niemiecka "sztreką".
A bliżej domu to oczywiście najlepsza zabawą było grzebanie w sporej kupie piasku, który zazwyczaj przeznaczony był do budowy lub remontu domu mojego lub któregoś z sąsiadów. Oczywiście nieraz była niezła draka, jeśli w przeciągu jednego dnia taka kupka powiększyła znacznie zajmowaną powierzchnie. No ale cóż było zrobić? Fantazja dziecka potrafiła zrobić z takiej "góry" niezłe dzieło – plątaninę dróg, tuneli, mostów i czego tylko dusza zapragnie i potrafi sobie wyobrazić. Ha, w tamtych czasach (przełom lat 70-tych i 80-tych) przy raczej ubogim rynku zabawek a w szczególności ulubionych przez małych chłopców aut wszelakich posiadałem nawet wykonana przez ojca drewnianą ciężarówkę, która przewiozła tony materiałów sypkich wszelakiej maści. Zresztą wyobraźnia pozwoliła nawet bawić się autami z … kamieni, ale takimi które jakoś przypominały je kształtem, ale za to świetnie wytyczało się nimi drogi / koleiny na piasku
Nie wspominam tutaj o tradycyjnych zabawkach zdobytych pewnie z wielkim trudem przez rodziców jak wóz strażacki - marzenie każdego dziecka (no jak na nosiciela imienia patrona strażaków przystało), koparki i inne pojazdy, a kończąc na rarytasie - klockach a la Lego (nie pamiętam czy to one dokładnie były, ale niczym nie odbiegające, bo możliwości tworzenia były potężne) podarowane przez wujka. Ech, przy nich to spędziłem kawał czasu. Zresztą nie tylko ja ale i mój starszy o 7 lat brat też
Mimo niezbyt gęstej zabudowy rówieśnicy jednak się znaleźli, między innym sąsiad, najlepszy kumpel z dzieciństwa i towarzysz ze ławy w szkole podstawowej Tomek. Jak to bywa nie raz dochodziło do ostrych sporów wynikających z różnych wizji wspólnej zabawy. W większym gronie dawało się nawet naśladować bardzo popularny wtedy serial "Czterej pancerni i pies" (obok oczywiście "Stawki większej niż życie") i stworzyć z niczego czołg, karabiny itp. Oczywiście zawsze był problem kto jest Jankiem i pewnie przez to zaliczyło się wiele kłótni, dąsów i obraz 
Ach, wspaniałe czasy, potem zaczęła się już szkoła. Ale o tym pewnie przy następnym wpisie w tej kategorii.





Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi













Wtorek, 22 stycznia 2008 o 05:36
No to trzeba było iść na „drogi” a nie na TOB....
Chyba wszyscy mieli podobnie ale ja np nie miałem Lego.
Pozdrawiam.
pf