Rozgrzewka
W ten weekend pogoda jak na tą porę roku była cudowna i grzechem byłoby jej nie wykorzystać na pierwszą po zimowym zastoju rozgrzewkę przed właściwym sezonem wypadów rowerowych na górskie szlaki.
W ten weekend pogoda jak na tą porę roku była cudowna i grzechem byłoby jej nie wykorzystać na pierwszą po zimowym zastoju rozgrzewkę przed właściwym sezonem wypadów rowerowych na górskie szlaki.
Trzeciego dnia pobytu na Węgrzech rano obudziłem się chyba bardziej pijany niż jak kładłem się spać. Przynajmniej takie miałem odczucie. No cóż, wieczorem będąc raczej najedzony, przyjąłem sporą dawkę wina, a potem jeszcze była poprawka wyrobami spirytusowymi, więc może organizm przetwarzał wszystko ze znacznym opóźnieniem, stąd ten efekt. Ale do rzeczy. Przedpołudnie poświęciliśmy na zwiedzanie Egeru. Zaczęliśmy od Placu Dobó i znanego już kościoła minorytów, w którym ojciec Artur Prenkiewicz odprawił zamówioną już wcześniej mszę w języku polskim, a po niej była pora na pamiątkowe wspólne zdjęcie przed kościołem.
Drugi dzień pobytu na Węgrzech zaczął się oczywiście potwornym kacem u co niektórych osób, które w nocy przesadziły trochę z balowaniem. A czekała nas teraz podróż z Egeru do Budapesztu, na którego zwiedzanie poświęcony był prawie cały dzień. Po stolicy Węgier oprowadzała nas Pani Ibolya Kowalska, Węgierka, która wyszła za Polaka, Pana Wiesława Kowalskiego z Łodzi. Mieszkają w Egerze i organizują właśnie pobyty wycieczek z Polski na ziemi węgierskiej 
W ostatni weekend miałem okazję wziąć udział z kontrahentami firmy w której pracuję w wycieczce na Węgry. Całość trwałą 3 dni 1-3 lutego czyli od piątku do niedzieli, a program był tak dopracowany, że dało się liznąć wszystkiego po troszkę tak na zachętę, bo był i Budapeszt, kraina wina Eger jak i baseny termalne w Miszkolcu. Jak już się ktoś chce wgłębić to trzeba poświecić zdecydowanie więcej czasu lub skupić się na jednej lub dwóch rzeczach. Ponieważ tematów było sporo, to opisik podzielę na 3 części, opisując każdy dzień osobno 