Węgry cz. 1

Data Czwartek, 07 lutego 2008, 15:34

W ostatni weekend miałem okazję wziąć udział z kontrahentami firmy w której pracuję w wycieczce na Węgry. Całość trwałą 3 dni 1-3 lutego czyli od piątku do niedzieli, a program był tak dopracowany, że dało się liznąć wszystkiego po troszkę tak na zachętę, bo był i Budapeszt, kraina wina Eger jak i baseny termalne w Miszkolcu. Jak już się ktoś chce wgłębić to trzeba poświecić zdecydowanie więcej czasu lub skupić się na jednej lub dwóch rzeczach. Ponieważ tematów było sporo, to opisik podzielę na 3 części, opisując każdy dzień osobno :)

W pierwszy dzień wyprawy czyli piątek spora część dnia została poświęcona oczywiście na dojazd (Nowy sącz - Krynica - Muszyna - przejście graniczne Leluchów / Čirč - Preszów - Koszyce - Miszkolc - Eger), o którym nie na tutaj sensu wspominać i rozpisywać się zbytnio jak i również innych szczegółach technicznych typu, o której wyjechaliśmy, ile jechaliśmy, gdzie i co jedliśmy itp. :D Po drodze mieliśmy 2 dłuższe przystanki, a mianowicie w jeszcze w Koszycach na Słowacji i później już na Węgrzech w Miszkolcu.
W Koszycach, miejscowości na Słowacji, jednak przez wieki związane z Węgrami celem była wspaniała katedra św. Elżbiety, związana także z historią Polski. Miasto jak i katedra związane jest z tzw. "przywilejem koszyckim", który król Ludwik Węgierski nadał szlachcie polskiej w zamian za uznanie praw jego córki korony polskiej. Zresztą na przekroju wieków losy Polaków i Węgrów wielokrotnie przeplatały się, skąd zresztą wzięło się utarte powiedzenie "Polak, Węgier, dwa bratanki". Obok katedry znajduje się posklejany z kawałków dzwon Urbana, który spadł z wieży katedralnej w czasie pożaru i uległ zniszczeniu. Poza tym wart zobaczenia w Koszycach jest też wspaniały teatr wraz znajdującą się przed nim fontanną (niestety nieczynną w okresie zimowym i nie dane nam było obejrzeć efektów wodnych i świetlnych, którymi ona dysponuje) oraz zestawem dzwonów wybijających przy każdej pełnej godzinie różne melodie. W ogóle cały deptak w Koszycach sprawia bardzo miłe wrażenie i przejeżdżając przez to miasto warto zajrzeć choć na chwilę do centrum :)
W Miszkolcu zatrzymaliśmy się tylko na chwilę przy wieży telewizyjnej, aby z niej podziwiać panoramę miasta, ale niestety nad miastem zalegała mgła i niewiele dało się zobaczyć. No cóż, nie zawsze pogoda jest na zawołanie. A do Miszkolca i tak zawitaliśmy w drodze powrotnej, ale w całkiem innym celu. Po szaleństwach i trudach zwiedzania postanowiliśmy odpocząć w basenach termalnych w Miszkolcu - Tapolcy, ale o tym już będzie w 3 części :)
Po wyjeździe z Miszkolca skierowaliśmy się już do celu naszej podróży, czyli miasta Eger, gdzie po kolacji w restauracji "U Donnera" udaliśmy się do Hotelu Korona, a później jeszcze na chwilę spaceru po mieście, zahaczając m.in. o Plac Dobó i znajdujący się na nim wspaniały kościół minorytów, najpiękniejszą budowlę barokową na Węgrzech, gdzie spotkaliśmy się też z działającym tam Ojcem Arturem, Polakiem pochodzącym z pod Sanoka, który opowiedział co nieco o tym obiekcie :)
I na tym można by zakończyć opisywanie pierwszego dnia wycieczki, bo o tym co działo się w hotelu to już nie będę może lepiej wspominał. W każdym razie mnie śpiącego przetransportowano z prawie całym łóżkiem do innego pokoju, gdzie odbywała się mała impreza, a i z recepcji mieliśmy ostrzeżenia, że zachowujemy się zbyt głośno i mogą poprosić o wsparcie policję :D Masakra jednym słowem.

A ponizęj kilka fotek z pierwszego dnia wycieczki

Katedra w Koszycach  Dzwon Urbana
Teatr i fontanna  Eger  - pomnik kapitana  Dobó na tle zamku
Wnętrze katedry w Koszycach  Wieża katedry w Koszycach
Eger - fasada kościoła minorytów  Eger - kościół św. Bernarda

Poprzedni Poprzedni wpis   Nastepny wpis Następny

Komentarze do notki Węgry cz. 1

  1. 1.
    Devid powiedział(a):

    Wspaniały kraj te Węgry :) Kiedyś miałem okazje być na wakacjach dwa razy i przywiozłem ze sobą wspaniałe wspomnienia ;). Czekam na dalsze sprawozdania.

Podgląd komentarza na żywo:

Dodaj komentarz:

Treść komentarza (formatowanie za pomocą Textile bez obrazków).