Węgry cz. 2
Drugi dzień pobytu na Węgrzech zaczął się oczywiście potwornym kacem u co niektórych osób, które w nocy przesadziły trochę z balowaniem. A czekała nas teraz podróż z Egeru do Budapesztu, na którego zwiedzanie poświęcony był prawie cały dzień. Po stolicy Węgier oprowadzała nas Pani Ibolya Kowalska, Węgierka, która wyszła za Polaka, Pana Wiesława Kowalskiego z Łodzi. Mieszkają w Egerze i organizują właśnie pobyty wycieczek z Polski na ziemi węgierskiej 
W Budapeszcie zwiedzanie zaczęliśmy od Parku Miejskiego zwanego Milenijnym, gdyż to właśnie w nim w 1869 roki została zorganizowana "Wystawa Milenijna" z okazji tysiąclecia państwa Węgierskiego. Pierwszym punktem zwiedzania został zamek Vajdahunyad, wybudowany właśnie w Parku Miejskim specjalnie na wystawę. Składa się on jakby z 3 części: właśnie zamku Vajdahunyad – nawiązującego do zamku Hunyadich z Siedmiogrodu - obecnie na terenie Rumunii, kopii romańskiej kaplicy z miasta Ják, oraz renesansowo – barokowej rezydencji z okresu Habsburskiego. Na terenie parku znajduje się tez słynny pomnik Anonima, bezimiennego pierwszego kronikarza Węgier, takiego tutejszego odpowiednika naszego Galla Anonima. Mówi się, ze dotkniecie jego pióra daje natchnienie artystyczne, ale jest też druga wersja, ze dotknięcie go przez kobietę, daje jej gwarancję niesamowitych doznań erotycznych następnej nocy 
Kolejnym etapem był ogromny Plac Bohaterów też zwany Milenijnym, nieopodal parku. Dominującym obiektem na placu jest Pomnik Tysiąclecia, z centralną kolumną i na niej rzeźbą archanioła Gabriela, a na jej cokole rzeźbami przedstawiającymi księcia Árpáda i sześciu jego wodzów. Kolumnę otacza znowu podzielona na 2 części kolumnada z rzeźbami 14 najważniejszych postaci w historii Węgier. Trzeba też wspomnieć, że przy okazji wystawy zbudowano też kolej podziemną, która uważana jest za 2 najstarsze metro na świecie po paryskim i służące do czasów obecnych jako żółta linia.
Z Placu Milenijnego, przemieściliśmy się pod bazylikę św. Stefana, przejeżdżając oczywiście obok budynku Parlamentu, by choć przez chwilę moc go podziwiać, bo na jego zwiedzanie trzeba by poświęcić kilka godzin, ze względu na jego rozległość jak i wyjątkowość. Bazylika św. Stefana - największy kościół w Budapeszcie (bo przyjmuję się że jeśli chodzi ogólnie o budynki, to oczywiści Parlament jest większy, ale wysokości mają te same - po 96 m - liczba wielokrotnie pojawiająca się na Węgrzech a związana z przyjętym rokiem powstania państwa a mianowicie 896 r.), ale dopiero trzeci na Węgrzech (większe są w Esztergomie i Egerze) - poświęcona jest pierwszemu chrześcijańskiemu władcy Węgier - królowi Stefanowi. W nim zresztą znajduje się jego zabalsamowana prawa ręka przechowywana jako relikwia.
Później przekroczyliśmy Dunaj i udaliśmy się do Budy, najstarszej części stolicy Węgier, na Wzgórze Zamkowe. Oczywiście koniecznie trzeba było zobaczyć kościół Macieja, tradycyjne miejsce koronacji królów węgierskich. Niestety teraz jest on w trakcie odnawiania i nie dao się go podziwiać w pełnej krasie. Obok kościoła znajduje się także słynna Baszta Rybacka, z której rozciąga się wspaniały widok na Budapeszt. Jak na dłoni widać Parlament, bazylikę św. Stefana, mosty czy Górę Gellerta.
Następnie przyszedł czas na Zamek Królewski, rozległy i bogaty obiekt, którego historię i wartości raczej trudno tutaj opisać. Ja tylko wspomnę o zdobiącej dziedziniec fontannie Macieja i związaną z nią legendą o Ilonce Szép. Otóż ta piękna Ilonka spotkała kiedyś w lesie polującego nieznajomego i zakochała się w nim. Jednak gdy odkryła, ze jest on królem, a ona ze szlachty nie pochodzi i nie ma mowy o małżeństwie, to z rozpaczy jej serce pękło. Mówi się także, że dotknięci ręki postaci po lewej stronie pomnika gwarantuje uznanie u szefa, a łapy leżącego u jego nóg psa wierność życiowej partnerki 
No i na tym zakończyliśmy zwiedzanie Budapesztu. Oczywiście było to tak w pigułce na zachęcenie do kolejnych odwiedzin, bo żeby bardziej szczegółowo obejrzeć wszystko, trzeb by poświęcić kilka dni.
Wieczorem po powrocie do Egeru odwiedziliśmy największe i najpopularniejsze skupisko piwniczek wydrążonych w tufowym wzgórzu zwane Doliną Pięknej Pani. Z nazwą tą też związane jest wiele legend i powiedzeń, m.in. to, że opuszczając to miejsce i będąc po spożyciu solidnej dawki wina, każda kobieta jest piękna
W wielu znajdujących się obok tutaj siebie piwnicach z winami można dokonać zakupów miejscowego wina, w tym m.in. Egri Bikavér ("egerska bycza krew"), w którego skład wchodzą wina kilku szczepów. Z nim też jest związana legenda dotycząca obrony tutejszego zamku przed Turkami. Otóż dowódca zamku kapitan István Dobó, zalecił załodze zmieszać w jednej kadzi wszystkie wina jakie znajdowały się na zamku i pić dla dodania odwagi. Turcy (nie znający wina) widząc czerwone od wina brody Węgrów, wystraszyli się myśląc, że piją oni byczą krew, stąd mają tyle sił do obrony zamku. Wina można zakupić w butelkach, ale najtaniej wychodzi prosto z beczki w plastikowych baniakach - 2 l przeciętnie 1100 forintów czyli na nasze jakieś 16 złotych 
A potem już przyszedł czas na zabawę przy winie i muzyce Cyganów węgierskich w Ködmön Csárda. Bardzo ciekawy jest miejscowy zwyczaj nalewania wina nie z butelki, a z pipy w postaci długiej rurki zakończonej banią. Kelnerzy potrafią to robić z na prawdę sporej odległości, nie pozwalając uronić sobie ani kropli. Można też zażyczyć sobie, aby nalewali wino prosto do ust. Miałem okazję oczywiście skorzystać z tej opcji
I tak można powiedzieć zakończył się drugi dzień pobytu na Węgrzech. Oczywiście każdy w Dolinie Pięknej Pani przyjął sporą dawkę wina, a niektórzy jeszcze w hotelu postanowili poprawić, też mocniejszymi, typowo polskimi trunkami. Mnie przy okazji oskarżono o potajemne zjedzenia pod łóżkiem całego pudełka wedlowskiego ptasiego mleczka 
Poniżej solidna porcja zdjęć z drugiego dnia pobytu na Węgrzech
















Kategoria:














Bliskie sercu
Śledzone blogi












