Węgry cz. 3 i ostatnia
Trzeciego dnia pobytu na Węgrzech rano obudziłem się chyba bardziej pijany niż jak kładłem się spać. Przynajmniej takie miałem odczucie. No cóż, wieczorem będąc raczej najedzony, przyjąłem sporą dawkę wina, a potem jeszcze była poprawka wyrobami spirytusowymi, więc może organizm przetwarzał wszystko ze znacznym opóźnieniem, stąd ten efekt. Ale do rzeczy. Przedpołudnie poświęciliśmy na zwiedzanie Egeru. Zaczęliśmy od Placu Dobó i znanego już kościoła minorytów, w którym ojciec Artur Prenkiewicz odprawił zamówioną już wcześniej mszę w języku polskim, a po niej była pora na pamiątkowe wspólne zdjęcie przed kościołem.
Później udaliśmy się aby obejrzeć minaret - najdalej na północy dostępny zabytek świadczący o pobycie na tych terenach Turków, pozostałość meczecie. Na wieżę można wyjść, ale na taras na wysokość 30 m prowadzą strome i ciasne schody, co nie dla wszystkich jest przyjemne, nawet jeśli potem można podziwiać wspaniałą panoramę miasta.
W dalszej kolejności nastąpił spacerek zabytkowymi ulicami miasta i rzut oka na miejscowy zamek słynący z obrony przed Turkami, którą dowodził kapitan István Dobó, o którym już wspominałem, a jego pomnik dominuje na głównym placu Egeru - Placu Dobó. w ten sposób przemieściliśmy się pod liceum (którego nazwa jest myląca, bo w budynku mieści się wyższa uczelnia) i znajdującej się naprzeciwko bazyliki - drugiej co do wielkości na Węgrzech (większa jest w Esztergomie).
I na tym zakończył się nasz pobyt w tym mieście. Teraz po trudach zwiedzania i szaleństwach w Dolinie Pięknej Pani przyszedł czas na odpoczynek. A najlepszym do tego miejscem na Węgrzech są lecznicze baseny termalne w Miszkolcu - Tapolcy. Z zewnątrz budynek nie sprawia wrażenia jakoby miały się tam mieścić jakieś baseny, bo znajdują się one w grotach skalnych pod górą za budynkiem. Nie są to typowe baseny do pływania, czy park wodny z mnóstwem zjeżdżalni, lecz raczej do brodzenie czy też po prostu siedzenia, a to ze względu na leczniczy charakter wód na pewno zawierających sporą ilość minerałów, co widać po osadach na skałach. No i sama temperatura wód, sięgająca nawet 38° C pozwala się nieźle zrelaksować. W kilka osób robiliśmy pętle - od wewnętrznych basenów z wodą o temperaturze nieco ponad 20° C, dalej na zewnątrz do basenów z zimną wodą, a potem z powrotem do środka do tych najcieplejszych
Spędziliśmy tam prawie 3 godziny i po tej kuracji czułem się na prawdę wypoczęty.
Ale te zmiany temperatury chyba przypieczętowały moje późniejsze przeziębienie, bo dzień wcześniej w czasie zabawy w Ködmön Csárda temperatura wewnątrz była bardzo wysoka, na zewnątrz znowu niska, a ja dość często się przemieszczałem, co również mogło mieć wpływ na nie. No cóż, wszystko się zsumowało a i widać po przyjemnościach przychodzi czas na cierpienie.
Po basenach pozostała już tylko droga do domu. Smutno trochę już wracać, ale zabawa przecież nie może trwać wiecznie i trzeba wrócić do codziennych obowiązków.
Na koniec pozostaje podziękować naszemu pilotowi i przewodnikowi, Panu Mieczysławowi Witowskiemu jak też Państwu Ibolyi i Wiesławowi Kowalskim za przygotowanie i opiekę nad całą wycieczką.
Poniżej kolejna porcja fotek, tym razem z 3 dnia pobytu, no i już ostatnia.








Kategoria:















Bliskie sercu
Śledzone blogi











