Węgry cz. 3 i ostatnia

Data Niedziela, 10 lutego 2008, 18:28

Trzeciego dnia pobytu na Węgrzech rano obudziłem się chyba bardziej pijany niż jak kładłem się spać. Przynajmniej takie miałem odczucie. No cóż, wieczorem będąc raczej najedzony, przyjąłem sporą dawkę wina, a potem jeszcze była poprawka wyrobami spirytusowymi, więc może organizm przetwarzał wszystko ze znacznym opóźnieniem, stąd ten efekt. Ale do rzeczy. Przedpołudnie poświęciliśmy na zwiedzanie Egeru. Zaczęliśmy od Placu Dobó i znanego już kościoła minorytów, w którym ojciec Artur Prenkiewicz odprawił zamówioną już wcześniej mszę w języku polskim, a po niej była pora na pamiątkowe wspólne zdjęcie przed kościołem.

Później udaliśmy się aby obejrzeć minaret - najdalej na północy dostępny zabytek świadczący o pobycie na tych terenach Turków, pozostałość meczecie. Na wieżę można wyjść, ale na taras na wysokość 30 m prowadzą strome i ciasne schody, co nie dla wszystkich jest przyjemne, nawet jeśli potem można podziwiać wspaniałą panoramę miasta.
W dalszej kolejności nastąpił spacerek zabytkowymi ulicami miasta i rzut oka na miejscowy zamek słynący z obrony przed Turkami, którą dowodził kapitan István Dobó, o którym już wspominałem, a jego pomnik dominuje na głównym placu Egeru - Placu Dobó. w ten sposób przemieściliśmy się pod liceum (którego nazwa jest myląca, bo w budynku mieści się wyższa uczelnia) i znajdującej się naprzeciwko bazyliki - drugiej co do wielkości na Węgrzech (większa jest w Esztergomie).
I na tym zakończył się nasz pobyt w tym mieście. Teraz po trudach zwiedzania i szaleństwach w Dolinie Pięknej Pani przyszedł czas na odpoczynek. A najlepszym do tego miejscem na Węgrzech są lecznicze baseny termalne w Miszkolcu - Tapolcy. Z zewnątrz budynek nie sprawia wrażenia jakoby miały się tam mieścić jakieś baseny, bo znajdują się one w grotach skalnych pod górą za budynkiem. Nie są to typowe baseny do pływania, czy park wodny z mnóstwem zjeżdżalni, lecz raczej do brodzenie czy też po prostu siedzenia, a to ze względu na leczniczy charakter wód na pewno zawierających sporą ilość minerałów, co widać po osadach na skałach. No i sama temperatura wód, sięgająca nawet 38° C pozwala się nieźle zrelaksować. W kilka osób robiliśmy pętle - od wewnętrznych basenów z wodą o temperaturze nieco ponad 20° C, dalej na zewnątrz do basenów z zimną wodą, a potem z powrotem do środka do tych najcieplejszych :) Spędziliśmy tam prawie 3 godziny i po tej kuracji czułem się na prawdę wypoczęty.
Ale te zmiany temperatury chyba przypieczętowały moje późniejsze przeziębienie, bo dzień wcześniej w czasie zabawy w Ködmön Csárda temperatura wewnątrz była bardzo wysoka, na zewnątrz znowu niska, a ja dość często się przemieszczałem, co również mogło mieć wpływ na nie. No cóż, wszystko się zsumowało a i widać po przyjemnościach przychodzi czas na cierpienie.
Po basenach pozostała już tylko droga do domu. Smutno trochę już wracać, ale zabawa przecież nie może trwać wiecznie i trzeba wrócić do codziennych obowiązków.
Na koniec pozostaje podziękować naszemu pilotowi i przewodnikowi, Panu Mieczysławowi Witowskiemu jak też Państwu Ibolyi i Wiesławowi Kowalskim za przygotowanie i opiekę nad całą wycieczką.

Poniżej kolejna porcja fotek, tym razem z 3 dnia pobytu, no i już ostatnia.

Zamek w Eger  Eger - bazylika
Eger - wnętrze bazyliki  Eger - przed kościołem minorytów
Miszkolc - baseny termalne  Miszkolc - baseny termalne
Eger - minaret  Eger - kościół minorytów

Poprzedni Poprzedni wpis   Nastepny wpis Następny

Komentarze do notki Węgry cz. 3 i ostatnia

Podgląd komentarza na żywo:

Dodaj komentarz:

Treść komentarza (formatowanie za pomocą Textile bez obrazków).