Weekend w Zakopanem
Ten weekend bardzo ciekawie spędziłem sobie w Zakopanem. Tak się złożyło że jakiś czas temu kumpel zadzwonił, że szykuje się taki wyjazd i ma też być stara paczka ludzi, więc z małymi - jak to u mnie - oporami, ale pojechałem. Oczywiście program pobytu był bardziej towarzysko-rozrywkowy niż turystyczny, ale i tak udało się co nieco posmakować Tatr i na tym się głównie skupię. A szczegóły poniżej.
W piątek po południu dotarliśmy na miejsce, gdzie zaklepany był już nocleg "U Melanii", a wieczorkiem w Owczarni była niezła posiadówka ze starymi znajomymi przy browarku. Wiadomo, przy piwku dobrze jest coś zjeść, ale widać mój żołądek do zbyt pojemnych nie należy, zwłaszcza po wlaniu do niego piwa, wiec nie byłem niestety w stanie wchłonąć całej golonki, co oczywiście spotkało się z ogólną dezaprobatą 
W sobotę przed południem mając trochę czasu przed przyjazdem znajomych z pracy kumpla wybraliśmy się koleją linowo-terenową na Gubałówkę, szczyt ze wspaniałym widokiem na Tatry. Na szczycie oczywiście tłum ludzi i wrzawa jak na Krupówkach. Zresztą szczyt przypomina niezły bazar, pełni tutaj wszelakich knajpek, straganów z "pamiątkami", oscypkami itd. itp. Dla wspaniałej panoramy Tatr warto przejść trochę dalej w okolice górnej stacji kolejki krzesełkowej z Polany Szymoszkowej, skąd jest wspaniały, nieprzysłonięty widok na całe Tatry. Kilka fotek poniżej.
Wieczorkiem za to był mały grill, w czasie którego niestety przedawkowałem alkohol i po prostu film mi się urwał
Podobno nieźle rozrabiałem, ale może lepiej, że tak dokładnie nie znam szczegółów, bo do standardowego kaca doszedłby jeszcze moralny. Po prostu im się mniej wie tym się lepiej śpi 
W niedzielę jak już się obudziliśmy w planie był mały spacerek po Tatrach a dokładnie na Halę Gąsienicową z Kuźnic. Jak już byliśmy w Kuźnicach, to oczywiście była chrapka na wyjazd koleją linową na Kasprowy Wierch, ale niestety musieliśmy obejść się smakiem, gdyż przez silny wiatr tego dnia kolej była nieczynna. Nie pozostawało w takim razie nic innego jak zaliczyć zaplanowaną pieszą wycieczkę. Po przekroczeni potoku Bystra i punktu poboru opłat za wstęp na teren TPN z wysokości ok. 101d5 m n.p.m. podążyliśmy niebieskim szlakiem pieszym w kierunku Hali Gąsienicowej. Jak się potem okazało wybór niebieskiego szlaku był dobrym rozwiązaniem gdyż biegnący początkowo bardzo łagodnie Doliną Jaworzynka żółty szlak potem niestety ostro wspina się na Przełęcz Między Kopami, co dla ludzi raczej niewprawionych w górskich wycieczkach mogłoby być zabójcze
Niebieski szlak za to cały czas wspina się równomierni, co nie czyni go tak uciążliwym. Początkowo biegnie on lasem razem z zielonym szlakiem na Nosal, ale dość szybko odbija w prawo i już po osiągnięciu Boczania (1208 m n.p.m.) można cieszyć się pierwszymi widokami na Giewont i Polanę Kalatówki. Dalej jeszcze kilkaset metrów szlak wiedzie lasem, ale po dotarciu do Skupniowego Upłazu opuszczamy las i teraz towarzyszy nam już cały czas kosodrzewina i stąd widać już też Wielką Królową Kopę (1531 m n.p.m.). Po kilkunastu minutach docieramy na Przełęcz Między Kopami (1499 m n.p.m.), gdzie dołącza z prawej żółty szlak z Doliny Jaworzynka. Tutaj też mała niespodzianka, bo miejscami zalegają - także na szlaku - płaty śniegu. Dalej szlak biegnie jeszcze chwilę łagodnie pod górę, aż do wysokości ok. 1565 m n.p.m. przez Królową Równię a później już cały czas w dól do schroniska. Powoli odsłania się jedna z najpiękniejszych panoram w Tatrach na grzbiet którym biegnie słynna Orla Perć z Granatami i Kozim Wierchem, a także Kościelec i Świnicę. Po dotarciu na Halę Gąsienicową widok sięga aż po Kasprowy Wierch z widocznymi budynkami górnej stacji kolei linowej i obserwatorium meteorologicznego IMGW. Na hali znajduje się słynne Schronisko PTTK "Murowaniec" (1505 m n.p.m.). Tutaj chwila na odpoczynek i posiłek, a potem powrót, początkowo tym samym niebieskim szlakiem do Przełęczy między Kopami, a tam skręcamy na żółty szlak przez Siodłową Perć do Doliny Jaworzynka. Zejście do doliny jest dość strome i podejście tędy raczej nie jest dobrym pomysłem. Zresztą zejście przy deszczu też nie należałoby do bezpiecznych ze względu na śliskie skały. Po zejściu do doliny szlak już wiedzie bardzo łagodnie i bez przeszkód docieramy do punktu wyjścia. Pozostaje tylko powrót do kwatery pod Gubałówka, ale to już raczej nie pieszo. Warto jeszcze wspomnieć, że czas podejścia był niezły, bo jak podają mapy, przewodniki i drogowskazy na szlakach wynosi on 1:50-1:55 h, a nam zajęło to ok. 1:30 h. Warto jeszcze wspomnieć, że tempo nadawała kobieta, a mi na kacu nie szło się perfekcyjnie 
Poniżej mapka wycieczki i kilka fotek.
Po powrocie pozostało już tylko spakować klamoty i do domu, pozostawiając w pamięci 3 udane dni 
Przekrój dostępny też jest w formacie SVG - gasienicowa.svg. Daje nieporównywalnie lepsze możliwości przeglądania i skalowania (jak na grafikę wektorową przystało) bez utraty jakości jak w bitmapie. Niby nie tworzony w nim bezpośrednio, ale przekonwertowany w CorelDraw (ach te przyzwyczajenia) najpierw z CDR do PDF, a później z PDF do SVG w Inkscapie. Efekt całkiem niezły. Może następnym razem spróbuję wykonać od zera w Inkscapie.













Kategoria:













Bliskie sercu
Śledzone blogi












