Praga cz. 1
W tegoroczny długi weekend miałem okazję zajrzeć do Pragi. Była zbiorowa, zorganizowana wycieczka ludzi z firmy i zaprzyjaźnionych kontrahentów, więc autobus był wesolutki i to ledwie wyjechaliśmy z Nowego Sącza. No cóż robić w tak długiej drodze jak nie raczyć się różnymi napojami wyskokowymi w miłej, przyjacielskiej atmosferze, czasami wręcz kabaretowej
W drodze do Pragi zwiedziliśmy też Górę św. Anny, a na niej klasztor franciszkański z bazyliką i sanktuarium św. Anny Samotrzeciej oraz pomnik Xawerego Dunikowskiego i amfiteatr. No przyznam się, że tam już miałem fajeczkę lekką. No piknie z mojej strony, miejsce święte, a ja w stanie wskazującym :D Potem w autobusie chwilkę się zdrzemnąłem relaksując się muzyką, no ale wiadomo, jak Polacy jadą trzeba uważać na bagaż podręczy
Wzięli mnie obrabowali z torby i nawet słuchawki z głowy i MP4 zabrali. Trzeba było potem po całym autobusie szukać
Ale to nauczka, jak się jest w towarzystwie to nie należy się izolować 
Wieczorem dotarliśmy do celu naszej podróży – hotelu U Věže – który był bazą wypadów do Pragi i noclegów. A w nim też był cyrk, bo po kolacji, czas wolny, no to oczywiście do baru na piwo. Oczywiście Pilsner tam rządzi. Pierwszy zonk to oczywiście z kasą, bo wszyscy zaopatrzeni w grubą gotów, najmniejszy nominał u ludzi to 1000 koron, a "łysy" barman-kelner (z nim to cały czas cyrk był) nie ma wydawać. No ale wyjście z sytuacji się znalazło w postaci zakupów masowych, a nie pojedynczo w formie każdy sobie rzepkę skrobie :D A najlepsze było o 22.00, bo kelner tak z niczego sobie wziął zgasił światło i sobie poszedł. No w tłumie ogólna konsternacja, ale cóż było zrobić jak z lokalu wyrzucają
Z piwa już nici, to nie pozostało nic innego jak udać się na pokoje na coś mocniejszego
I tak minął dzień i wieczór pierwszy.
O drugim dniu (no i zdjęcia będą
) w kolejnym wpisie, co by nie tworzyć jakiegoś jednego potężnego potworka 
Kategoria:














Bliskie sercu
Śledzone blogi











