Jesień w pełni, więc tym razem wypad w bardzo ciekawy na tę porę roku rejon. Z Ochotnicy GórnejJaszcze podejście bez znaków do żółtego szlaku z Jamnego na Przysłop Dolny. Tam delikatne zboczenie na polanę Bieniowe ze świetnym widokiem na Kudłoń i Gorc. Dalej zielonym szlakiem w kierunku Turbacza, obchodząc lekko Przysłop, na polanę Przysłop Górny. Tam widoki na zachód, zwłaszcza Lubań. Dalej znowu mały skok w bok, tym razem na polanę Średniak, z innym już spojrzeniem na Kudoń i Gorc. A później Już tylko pozostało dotarcie do celu – na polanę Jaworzyna Kamienicka, z jednym z ciekawszych widoków w Beskidach Zachodnich, słynną Bulandową Kapliczką i jaskinią Zbójecka Jama w sąsiedztwie. Można tam siedzieć w nieskończoność podziwiając widok na dolinę Kamienicy oraz Kudłoń z jednej strony i Gorc z drugiej. Powrót dokładnie tą samą trasą, cóż park narodowy, skrótu na dziko nie da się zrobić.
6 listopada, jak zwykle w niedzielę przy pięknej pogodzie mały spacerek. Tym razem Lubań w Gorcach, niebieskim szlakiem z Ochotnicy Dolnej. Po drodze świetne można było podziwiać jeszcze jesień. Się trzymała dobrze. Ostanie podejście na szczyt troche meczące. Kto podchodził na Lubań od zachodu, ten wie. Ale za to na szczycie od razu nagroda i świetny widok na Tatry, Podhale i Jezioro Czorsztyńskie. Potem zejście na polanę Wierch Lubania, na której latem działa baza namiotowa. Zajrzałem też na ambonę skalną Samorody i oczywiście ruiny starego schroniska. Na źródełko i ruiny drugiego schroniska na Polanie Wyrobki już nie było czasu. Za to obszedłem sobie szczyt od północnej strony, żeby zerknąć też na Pasmo RadziejowejBeskidu Sądeckiego z zielonego szlaku do Tylmanowej. A powrót zielonym szlakiem przez polanę Jaworzyny Ochotnickie i potem doliną Kudowskiego potoku.
Zrobiłem sobie takie małe zestawienie gdzie to się włóczyłem w tym roku po pagórkach wszelakich. Nie ma tego zbyt dużo, bo czas mam tylko w niedzielę, a do tego pogoda nie zawsze dopisze. Ogólnie wyszło 19 wycieczek o łącznej długości ok. 230 km i sumie podejść na ok. 10.500 m. Bez ekscesów
Procentowy podział na grupy górskie: 67% Gorce, 24% Beskid Wyspowy i 10% Pieniny. No i oczywiście zdecydowanie najwięcej wycieczek przypada na okres lata i jesieni, nieco mniej wiosną no i najgorzej zimą (oczywiści biorąc pod uwagę pory roku kalendarzowe).
Poniżej zestawienie w Google Maps, ale za cholerę nie chciały zmieścić się wszystkie trasy na jednej mapce i dlatego 2.
Co tu dużo gadać, w niedzielę 11 grudnia mały wypadzik na Mogielicę z Przełęczy Rydza Śmigłego. W Sączu śniegu brak i mgła a na przełęczy już sporo śniegu, czyste powietrze i solidny wiatr. Podejście zielonym szlakiem, czym wyżej tym śniegu więcej, miejscami nawet 30 cm. Już na Polanie Wyśnikówka niezłe widoki, ale dopiero z wieży widokowej na Mogielicy efektowne. Dobrze, że na górze nie wiało i można było na wieży dłużej posiedzieć i nacieszyć oko. Szczegóły na zdjęciach poniżej. Oczywiście trzeba też odwiedzić Polanę Stumorgową i tam spokojnie odpocząć a potem już powrót żółtym szlakiem.
Coś mnie wzięło, żeby znowu coś tutaj naskrobać. A jak mi się spodoba to i może na dłużej to pociągnę. Zima idzie, więcej czasu to i może nie tylko opisy bieżących wycieczek ale i odbytych się zrobi. Się zobaczy
A dzisiaj mały wypad z niedzieli 20 listopada na Wysoką w Małych Pieninach. W Szczawnicy biało, ale to jeszcze nie śnieg, lecz szadź, tam gdzie tylko nie dotarły promienie słoneczne. Start z parkingu w Jaworkach i dalej zielonym szlakiem przez Wąwóz Homole (cały wie bieli wyglądał cudownie) i dalej Dubantowską Dolinkę, aż do Polany pod Wysoką. Tutaj już rozpościerają się dość ciekawe widoki. Dalej podejście przez las i za chwilę zmiana szlaku z zielonego na niebieski i nim już wyjście na Wysoką. A tutaj czekały już wspaniałe widoki upiększone dodatkowo mgłami. Byłem już kilka razy tutaj i widoki zawsze były niezłe, ale tym razem najlepsze. Mimo że czas gonił pozwoliłem sobie siedzieć prawie 1h choć ziiimno było. Powrót niebieskim szlakiem przez Borsuczyny i Durbaszkę, a potem koło schroniska "Pod Durbaszką" i od niego drogą dół do Jaworek. Ludzi jak na lekarstwo. W Wąwozie Homole może kilkanaście osób, ale w rejonie Wysokiej to spotkałem tylko 4 osoby.
Wreszcie się jakoś pozbierałem po ciężkim czasie i ruszyłem rowerkiem w trasę. W niedzielę pogoda była cudna, żadne prognozy nie zapowiadały burz, więc można było zaplanować sobie jakąś fajną trasę. Chociaż niby upalnie nie było, ale jednak gorąco a ja po długiej przerwie i nieprzygotowany, to podjazd należało zaplanować w jakimś raczej zacienionym miejscu. Wybór padł na Gorce, w których jeszcze w tym roku nie byłem i szlak z Rzek - przysiołka Lubomierza - na polanę Jaworzyna Kamienicka i dalej Turbacz. Miałem już okazję 2 razy tamtędy jechać, ale jeszcze nie miałem okazji o tej trasce pisać, co czynię teraz. Najpierw z drogi Zabrzeż - Mszana Dolna trzeba przed przełęczą Przysłop skręcić sobie w lewo i dojechać na parking i pole biwakowe na polanie Trusiówka. Tam spokojnie można zostawić auto (oj, pierwszy raz miałem tutaj problem z zaparkowaniem, na obydwu parkingach aut multum, trzeba było stanąć przy drodze) i dalej ruszyć w trasę na dwóch kółkach.
Jakiś czas temu już (a z 2 tygodnie już będzie) wybrałem się rowerkiem na Mogielicę w Beskidzie Wyspowym. Przy każdej wyprawie trzeba zmienić pasmo górskie, żeby nie było nudno Osobiście nie lubię Beskidu Wyspowego, za pojedyncze "pagórki" z krótkimi i ostrymi podjazdami i z małymi kompleksami leśnymi, no ale pogoda była wyśmienita, aby odwiedzić Mogielicę, z której rozciąga się wspaniała panorama. Nie tylko z podszczytowej Polany Stumorgowej, ale i także chyba od 2 lat ze szczytu, gdyż została wybudowana na nim wieża widokowa. Widok cudowny dookoła.
Dzisiaj czas nadrobić zaległości i opublikować opis trasy, którą zaliczyłem 3 tygodnie temu. Z Pasam RadziejowejBeskidu Sądeckiego przeniosłem się w Pasmo Jaworzyny Krynickiej i odwiedziłem Halę Łabowską podjeżdżając ze Składzistego. Będąc tam warto też zaliczyć sąsiedni szczyt, leżący trochę na uboczu od głównego traktu beskidzkiego, ale bardzo ciekawy ze względu na znajdującą się poniżej niego ambonę skalną z pięknym widokiem na Beskid Niski. Ale o szczegółach już poniżej
Oj, coś straszne zaległości mam, bo dzisiaj dopiero opis trasy z poprzedniej niedzieli. Ale jakoś tak zeszło, a i te dokładniejsze opisy i przekrój wymagają nieco więcej czasu. Pogoda w zeszłą niedzielę może i nie była cudowna, ale nie było za to zbyt gorąco, więc można było ruszyć na jakąś trochę ostrzejszą trasę. Wybór padła na Radziejową i Przehybę z Roztoki Ryterskiej.
Ten weekend bardzo ciekawie spędziłem sobie w Zakopanem. Tak się złożyło że jakiś czas temu kumpel zadzwonił, że szykuje się taki wyjazd i ma też być stara paczka ludzi, więc z małymi - jak to u mnie - oporami, ale pojechałem. Oczywiście program pobytu był bardziej towarzysko-rozrywkowy niż turystyczny, ale i tak udało się co nieco posmakować Tatr i na tym się głównie skupię. A szczegóły poniżej.
W tą niedzielę wreszcie mogłem oficjalnie zacząć sezon rowerowy. Wcześniej albo coś wypadło albo pogoda była pod psem, czyli po prostu padał deszcz. Ponieważ wcześniej nie zaliczyłem żadnej solidnej trasy, tylko takie na rozruch, więc należało wykonać taką podstawową na rozpoczęcie i zakończenie sezonu, czyli na Przehybę z Gabonia w Paśmie RadziejowejBeskidu Sądeckiego. Tym razem jednak nie zależało mi bardzo na czasie wyjazdu ale na skupieniu się a na szczegółach trasy, żeby dość dokładnie ją opisać, czego efekty oczywiście poniżej.
W ten weekend pogoda jak na tą porę roku była cudowna i grzechem byłoby jej nie wykorzystać na pierwszą po zimowym zastoju rozgrzewkę przed właściwym sezonem wypadów rowerowych na górskie szlaki.
Dzisiaj o bardzo ciekawym szczycie w bliskim sąsiedztwie Nowego Sącza, jakim jest Litacz (652 m npm) w Beskidzie Wyspowym. Wszystkim może się wydawać, że szczyt jest mało ciekawy, bo przecież z Nowego Sącz jest na niego ok. 14 km (taka symboliczna połowa drogi do Limanowej) i dodatkowo biegnie przez niego droga krajowa nr 28 Medyka - Zator, będąca częścią traktu Biała - Stryj wytyczonego jeszcze w czasach Monarchii Austro - Węgierskiej. No zastanawiający jest to fakt, że droga została przeprowadzona przez najwyższy szczyt w okolicy, zamiast ominąć go od północy doliną Smolnika, tak jak biegnie lina kolejowa na odcinku Nowy Sącz - Limanowa, lub też od południa doliną Słomki i przez Stary Sącz.
Dzisiaj nie będzie o długiej i wymagającej trasie rowerowej, ale o takiej mojej standardowej trasie, można by rzec treningowej, na króciutki wypad, tak na jedną godzinę. Od niej chyba zaczęła się cała przygoda z kolarstwem górskim i stanowi taką szybką trasę na rozgrzewkę wczesną wiosną przed sezonem, czy też na zakończenie późną jesienią. A dlaczego dzisiaj o niej? Bo oczywiście na żadną dłuższą się nie wybrałem, a to z 2 powodów. Po pierwsze - w sobotę byłem na browarku z Rychem, który zajrzał do Sącza i oczywiście musieliśmy sobie posiedzieć i pogadać, a że zeszło dość długo, więc rano trzeba było odespać. W południe jechać, to już trochę za późno. Po drugie - aura dzisiaj nie ciekawa, tzn. opadów brak, ale temperatura raczej zniechęcająca. No ale do rzeczy.
Znowu pora na relację z trasy przebytej dzisiaj na rowerze. Przyznam się, że dzisiaj już miałem trudności z jej wyborem, bo zasadniczo Beskid Sądecki i Gorce już zwiedzone nieźle mam, a nie chce mi powtarzać tras w tym samym sezonie. Ale przypomniałem sobie o jednej trasie, z której zgoniła minie na wiosnę burza, a mianowicie podjazd ze Szczawnicy na Przehybę, no więc postanowiłem ją dzisiaj zaliczyć.
Wcześniejszy wpis przedstawiał walory widokowo-turystyczne weekendowego szkolenia w Murzasichlu. Teraz coś o części rozrywkowej, bo o właściwym temacie szkolenia dotyczącego nowego produktu firmy ATLAS, a mianowicie zaprawy do fugowania ARTIS raczej nie będę wspominał. Jak już wspominałem cała impreza odbyła się w Domu Wypoczynkowym "Giewont" w Murzasichlu – Budzowie. Obiekt nowy i dobrze utrzymany, zresztą wszystkiego można się dowiedzieć na ich stronie, a jeśli ktoś wybierałby się w te rejony na wypoczynek, a nie odpowiada mu zakopiański zgiełk, to szczerze polecam. Zresztą miejsce bardzo ciekawe widokowo, o czym było we wcześniejszym wpisie.
W ten weekend niestety nie wykonałem żadnej trasy na rowerze, ale za to miałem okazję być w Murzasichlu przy okazji imprezki dla kontrahentów naszej firmy. Całość odbyła się w Domu Wypoczynkowym "Giewont" (a o tym już przy okazji następnego wpisu), z którego widoki już były wyśmienite, a i pogoda dopisała, była po prostu cudowna. A w niedzielę był mały spacerek - bo tak to trzeba nazwać – ale przecież ludzi, którzy zazwyczaj po górach nie łażą, nie można wlec nie wiadomo gdzie, bo nie dojdą. Trzeba tak opracować trasę, żeby podejście było krótkie i widoczek z celu podróżny efektowny. Wybór padł na Rusinowa Polanę z niezłym widokiem na Tatry Bielskie i Wysokie.
Wczoraj wreszcie ładna pogoda była i mogłem wyruszyć moim bicyklem w trasę, bo poprzednia niedziela to raczej temu nie sprzyjała. Chociaż mnie i tak to nie obchodziło zbytnio, bo miałem roboczą niedzielę przy okazji kolejnej imprezy targowej. No a wczoraj też przed południem tak jakoś jeszcze dziwnie było i zastanawiałem się gdzie ruszyć tym razem i wybór padł na Mogielicę w Beskidzie Wyspowym. No i później nie żałowałem tego wyboru.
Wczoraj jak zwykle przy niedeszczowej pogodzie zaliczyłem fajna trasę na rowerze. Tym razem wybór padła na Lubań, szczyt należący do Gorców, ale tak jakby na uboczu, a który staram się odwiedzać przynajmniej raz w roku. Jakiś sentyment mam do niego, a to ze względu na piękne widoki czy cudowną polanę szczytową z fajną bazą namiotową czynną w wakacje. Ale dość lania wody, do rzeczy.
Wczoraj jak to w niedziele zazwyczaj bywa wybrałem się w kolejną trasę na rowerze. Oczywiście znowu wybrałem ją przed samym wyjazdem. Były 2 opcje – Mogielica albo Małe Pieniny. Jakoś skłoniłem się ku 2 opcji, bo Mogielicę już w tamtym roku zaliczyłem, a Małych Pienin jeszcze nie przejechałem
Wczoraj rano pogoda wskazywała, że z zaplanowanej trasy w Gorcach raczej nici będą. Niby nie padał deszcz, ale jakoś tak szaro i smutno było, jakby właśnie za chwile miało padać. Ale ja byłem ostro nastawiony i mimo niefajnych warunków pojechałem, bo już od dawna tą trasę miałem zaliczyć. Z Sącz wyjechałem autkiem o 11.30 i przez Limanową i Mszanę Dolną na sam koniec Poręby Górnej, za przysiółek Białonie. Nawet ostatnia faza dojazdu była drogą leśna po niezłych wertepach. I co dziwne? Pogoda tutaj wyśmienita, słoneczko świeci. Jak się po powrocie dowiedziałem w Sączu cały dzień był pochmurny, a tutaj tylko 60 km dalej pogoda wspaniała. Na miejscu wylądowałem przed 12.30 i po złożeniu roweru i chwili przygotowań o 12.40 nastąpił start do dzisiejszego podjazdu
Wczoraj zaliczyłem kolejną trasę na rowerze, jak zwykle inną niż planowałem wcześnie, bo troszkę za długo sobie pospałem i stwierdziłem że nie ma już sensu, bo kawałek trzeba podjechać i szkoda czasu. Wybrałem się wiec na trasę, którą dawno nie jechałem, a mianowicie z Obidzy na Przehybę.
Dzisiaj pogoda taka niepewna była i od rana zastanawiałem się gdzie dzisiaj ruszyć. Opcje byłe 2 – Turbacz z Poręby albo Jaworzyna Krynicka. Ale ponieważ widoczność była kiepska i spóźnienie duże, bo pospałem sobie coś dłużej dzisiaj, więc ruszyłem do Krynicy, a dokładnie do Czarnego Potoku, pod dolną stację kolejki na Jaworzynę Krynicką. Po drodze jeszcze się wkurzyłem poważnie, bo nie dość, że późno jechałem, to w Krynicy stałem chyba ponad 30 minut, bo ruch był wstrzymany przez jakiś wyścig kolarski.
Ech, chwilowa jakaś przerwa tutaj była, ale jakoś tak nastroju nie miałem, a w tamten weekend nigdzie nie byłem, ze względu na inne obowiązki. Za ochroniarza w tamten weekend robiłem i pilnowałem chaty u znajomych, bo mieli wyjazdowe wesele i trzeba było interesu pilnować. A pogoda była fajna w niedzielę, wiec trochę szkoda. Dzisiaj też miałem plany wyjazdu na Jaworzynę Krynicką, bo w tym sezonie jeszcze tam nie byłem i należałoby zajrzeć. Ale przed samym wyjazdem plany się zmieniły, bo bratanek się zdecydował, ze w końcu chce ze mną gdzieś pojechać, a wczoraj zrezygnował po upadku i solidnej ranie na kolanie. Ale dzisiaj stwierdził, że da radę, no to wziąłem go na taką moją trasę rozgrzewkową, czyli podjazd na Przehybę z Gabonia.
Dzisiaj zaliczyłem rowerkiem bardzo fajną traskę. A to wszystko chyba zasługa nie tylko ciekawego pasma górskiego. Pogoda dzisiaj była cudowna, niby ciepło a nawet gorąco ale znowu nie upalnie, a dodatkowo widoczność bardzo dobra. Wilgotność powietrza też była niezbyt wysoka, tak więc nie zalewało człowieka potem. Aa, no i jeszcze nowa tylna przerzutka sprawuje się świetnie, wiec i to miało na pewno wpływ na ogólne wrażenia. Ale do szczegółów. Dzisiaj zmiana pasma górskiego. Stwierdziłem, że przy takich warunkach pogodowych warto zajrzeć w Gorce. Ponieważ z Rzek podjeżdżałem już 2 razy a w Gorcach zbyt dużego wyboru nie ma ze względu na prawa parku narodowego, więc padło na Przełęcz Knurowską. Przy okazji przejechałem przez podobno najdłuższą w Polsce wieś tzn. Ochotnicę, jeśli połączyć Górną z Dolną
Wczoraj po długiej przerwie wreszcie wsiadłem na swój rowerek. Tydzień wcześniej się nie dało, ze względu na awarię, którą zauważyłem dopiero tuż przed wyjazdem – złamała się tylna ośka. Trzeba było oddać więc rower na serwis, a przy okazji kazałem zmienić tylną przerzutkę, bo już rozchwiana była. W środę już odebrałam, wiec spokojnie mogłem wczoraj wyruszyć w trasę, tym bardziej, że pogoda sprzyjała. Słonecznie, bardzo dobra widoczność i niezbyt gorąco bo wiał dość silny wiatr.
Dzisiejsze wyprawa rowerowa nie obyła się bez problemów wywołanych przez aurę. Już w czasie dojazdu do Szczawnicy, skąd miał nastąpić dzisiaj start widać było po chmurach, że mogą być dzisiaj problemy z burzami. Zresztą miedzy Tylmanową i Krościenkiem jedną już zaliczyłem, ale na szczęście jeszcze w aucie.
Tym razem opis niedzielnej trasy na rowerze ze startem i metą w Wierchomli Małej, niedaleko stacji narciarskiej. Trasa na jakieś 3h, czyli w sam raz dla osób, które akurat przebywają w Wierchomli i mają ze sobą rower Akurat na czas mojego przejazdu pogoda się trochę załamała i miejscami padał drobny deszcz, ale może to i dobrze, bo się troszkę ochłodziło. Ale do rzeczy.
Wczoraj przy wspaniałej pogodzie wykonałem znowu wspaniałą traskę na rowerku. Tym razem nieco później, no ale czasami są ważniejsze sprawy do załatwienia niż rower. W każdym razie z domu wyjechałem już koło 13, do Rytra i z Małej Roztoki start nastąpił o 13.30 z wysokości około 585 m npm. Najpierw trzeba było się wspinać niebieskim szlakiem rowerowym w kierunku Przełęczy Rozdziela. Początkowo cały czas drogą w Dolinie Małej Roztoki, a po kilku kilometrach szlak zbacza na stok i dalej cały czas drogą stokową aż do Przełęczy Żłobki. Czas na pokonanie tego odcinka – ok. 1h 15 min. Będąc już tym miejscu podjechałem do Przełęczy Obrazek między Wielkim (1172 m npm) i Małym Rogaczem (1162 m npm), a to ze względu na świetne widoki z tamtych rejonów. No i rzeczywiście tak było. Cudowny widok na Tatry i Pieniny, Gorce a w pierwszej kolejności Lubań, a za mgłą majaczyła również Babia Góra.
W piątek miałem okazję być na spotkaniu dystrybutorów firmy Isover, które firma co roku organizuje.
Tym razem zawitaliśmy do Szczyrku, do Hotelu Skaliste. Tam oczywiście szkolenie produktowe, które trzeba jakoś przeżyć. No a po obiadku był czas na atrakcje. Spotkania te zawsze są urozmaicone ciekawymi zabawami a świeżym powietrzu. Dwa lata temu była Olimpiada Isover w Muszynie, rok temu Mundial Isover w Wysowej, a tym razem Isover Eko Grand Prix. Organizatorzy znowu przygotowali się nieźle i kongruencje do rozegrania były czadowe i zabawa przy nich była przednia
Wczoraj po raz pierwszy od niepamiętanych czasów miałem okazję zawitać w górki pieszo. A to przy okazji spotkania z Lulkiem vel Filkiem, chyba po 2 latach. Też mając wolny długi weekend chciał wpaść do New Sącza i przy okazji lekko gdzieś poczłapać w terenie i łyknąć jakiegoś browarka.
Pogoda wczoraj nie zapowiadała się zbyt dobrze. Rano nawet padało i wyjazd na 2 kółka stał pod znakiem zapytania. Co za perfidia, ze cały tydzień jest pogoda ekstra, a akurat na niedzielę się spieprzy. I tylko na niedzielę, bo dzisiaj znowu jest ładnie. Ale tak do południa pogoda w miarę się ustabilizowała, nie padało, choć paskudne chmurzyska wisiały. Nie zastanawiałem się długo i postanowiłem jechać.
Zgodnie z planami rozpocząłem dzisiaj swój sezon rowerowy. Wszystkie zaległe i zaplanowane sprawy udało się załatwić, więc teraz jestem wolny jak dzika świnia, więc czas na wyżycie się. Pogoda dzisiaj cudowna, więc bez wcześniejszych treningów i nie znając stanu swojej kondycji i możliwości uderzyłem na Przehybę, ale oczywiście najłatwiejszym wariantem, czyli asfalcikiem z Gabonia.
Kto pomyślałby, że 26 listopada można jeszcze wyskoczyć na rower. No pogoda wczoraj i dzisiaj wręcz fantastyczna, więc grzechem byłoby ją tak zmarnować. Wyciągnąłem więc mój rowerek i w drogę Mimo ładnej pogody, z przejrzystością powietrza nie było dzisiaj za dobrze, więc spokojnie można było wybrać trasę bez atrakcji widokowych. Padło na Łabowską Halę, na której dawno nie byłem.
Dzisiaj w przeciwieństwie do zeszłej niedzieli pogoda wspaniała, więc trzeba było dobrać jakąś fajną trasę. No to wymyśliłem, ze dzisiaj jadę do Muszyny, a potem do Szczawnika i tam będzie start. A jaka traska? O tym poniżej
Oj, dzisiaj pogoda się zepsuła ale na rower może być. Ważne że nie pada deszcz, a zimno to jest jak temperatura spada poniżej -10ºC. Pewnie jakby słoneczko świeciło to byłoby nieco cieplej a tak to temperatura wahała się w okolicach 10ºC. Żeby nie przesadzać w taką pogodę to zrobiłem sobie traskę, którą chyba rozpoczynam i kończę każdy sezon, czyli z Gabonia na Przehybę. Chociaż mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie będzie okazja gdzieś wyskoczyć. Dzisiaj pojechałem dopiero po obiedzie, bo trasa raczej krótka, na 1 godzinę podjazdu. Zresztą jest to taka moja trasa testowa i zawsze na niej mierzę czas (oczywiście bez przesady, z zaokrągleniem do 5 minut), żeby wiedzieć jak jest u mnie z formą. Dzisiaj nie było źle, podjazd zajął mi dokładnie 1 godzinę (rekord 55 minut), więc nie jest źle, biorąc pod uwagę chłód i grubsze ubranie krępujące ruchy. Start o 15.10 z pod szlabanu (ok. 525 m. n.p.m.) na drodze. Przy szlabanie pomnik ku pamięci Jana Bielaka, gospodarza w schronisku na Przehybie w latach 1976-1994, który zginął tutaj 17 grudnia 1994. Zjeżdżając na skuterze ze schroniska w czasie silnej zawiei śnieżnej nie zauważył, że szlaban jest zamknięty i uderzył w niego ponosząc śmierć na miejscu.
No wreszcie rowerowa niedziela po miesiącu przerwy (2 weekendy w pracy, przeziębienie i impreza). Niezła pauza. Zastanawiałem się czy jeszcze umiem jeździć na rowerze Dzisiaj trochę nietypowo, bo trasa raczej nie na rower, tylko na pieszą wyprawę. Ale od dawna wybierałem się na Lubań, na którym nie byłam ładnych parę lat. A to ze względu na fakt, iż na wyprawę na rowerze nie jest zbyt łatwy, a pieszo nie chce mi się A chyba jest to mój ulubiony szczyt ze względu na cudowne widoki z niego, no i fajną bazę namiotową, niestety czynną tylko w wakacje.
Ten weekend niestety znowu w pracy, ale rozrywkowo. Mieliśmy firmowe spotkanie z kontrahentami w Karczmie Regionalnej w Krynicy – Czarnym Potoku. Oczywiście nie tylko samą imprezą człowiek żyje, więc zabraliśmy naszych przyjaciół kolejką gondolową na Jaworzynę Krynicką na podziwianie wspaniałych widoków, bo pogoda była cudna. Na górze uraczyliśmy ich słynną łącką śliwowicą. Niektórym łzy stawały w oczach
No to teraz czas na relację z dzisiejszej trasy wykonanej na bicyklu (niektórzy wolą велосипед) moim kochanym. Dzisiaj króciutko, ale za to ostro i atrakcyjnie widokowo. Start o 12.40 z parkingu w Kosarzyskach. I od razu z parkingu jazda niebieskim szlakiem rowerowym w kierunku Obidzy. Droga cały czas asfaltowa a później betonowa, ale cały czas ostro pod górę. Po drodze mijam sobie podupadłą stację narciarską na Suchej Dolinie. Pewnie starszym narciarzom dobrze znana, bo przecież dawniej co było do wyboru? Sucha Dolina albo Słotwiny w Krynicy. A teraz upadek. Sytuacja podobna jak na Gubałówce. Brak porozumienia między właścicielami działek. Paranoja. A zresztą i tak powstały nowe, nieźle przygotowane trasy w Wierchomli i z Jaworzyny Krynickiej i tam teraz tłumy walą.
Piękna pogoda dzisiaj, więc trzeba było ją wykorzystać.
Zwłaszcza, ze w tamtą niedzielę pauzowałem. Dzisiaj trasa niezbyt
długa, bo jakoś ostatnio czasu coraz mniej. Po raz kolejny wylądowałem w Wierchomli. Około 13.15 start z
parkingu i podjazd zielonym szlakiem rowerowym prowadzącym drogą
stokową (fot. 1) do Bacówki nad Wierchomlą
(fot. 2), pod którą wylądowałem po ok. 40
minutach.
Decyzja co do dzisiejszej trasy oczywiście jak zwykle zapadła kilka minut przed wyjazdem. Można
niby planować wcześniej, ale zawsze trzeba wziąć poprawkę na aktualne warunki atmosferyczne.
Dzisiaj wybór padł na znowu na Szczawnicę, a dokładnie Jaworki, a jeszcze dokładniej Białą
Wodę.
Gorąco ale to nic. Trzeba „twardym być” jak to ktoś powiedział Zaplanowałem (jak to zwykle
bywa, kilka minut przed wyjazdem) po prostu krótszą trasę i w dużym kompleksie leśnym. Spakowałem
więc rowerek i jazda do Krynicy, a dokładnie do Czarnego Potoku, pod dolną stację kolejki na
Jaworzynę Krynicką. Za parking oczywiście
rzeźbią jak to bywa w bardzo popularnych miejscach. Żydostwo normalnie
Ha, ha. Ta niedziela miała być bez roweru, bo oddałem sprzęt na serwis i nie obiecali, że zdąża
przed niedzielą, ale Wafel staną na wysokości zadania i w sobotę o 15 dał znać, że gotowy. Sprzęt
był zaniedbany, więc trochę to kosztowało. I jeszcze trzeba będzie szybko wymienić tylną przerzutkę
bo już jest rozchwiana i nie idzie jej ustawić.
Tym razem znowu zmieniłem pasmo górskie i postanowiłem zakosztować Beskidu Wyspowego, a
dokładniej zdobyć jego królową, czyli Mogielicę. Osobiście nie lubię Beskidu Wyspowego, za
pojedyncze „pagórki” z krótkimi i ostrymi podjazdami i z małymi kompleksami, no ale dzisiejsza
pogoda była wyśmienita, aby odwiedzić Mogielicę, z której rozciąga się wspaniały widok.
Start z Koszarek (ok. 590 m n.p.m.), przysiółka Szczawy, cały czas spokojnie leśną drogą, aż do
przełęczy między Mogielicą a Małym Krzystonowem. Tutaj już normalnie niebieskim i żółtym szlakiem,
ale z małym zboczeniem ze względu na zbyt duże nachylenie szlaku pieszego. Boczkiem, lasem, tak jak
przebiega szlak konny wydobyłem się na dolne partie Hali Mogielica, zwanej też Polaną Stumorgową
(nazwa jak najbardziej trafiona, kawałek polany :) I teraz już cały czas polaną wspinałem się pod
sam zalesiony wierzchołek Mogielicy. Tutaj przerwa na podziwianie widoków, bo dzisiejszy wybór
szczytu okazał się trafiony. Panorama I kategorii. Od Babiej Góry i Pilska, poprzez Gorce z
Turbaczem, Kudłoniem, Gorcem i Lubaniem oraz Wysoką w Małych Pieninach, po Radziejową i Jaworzynę
Krynicką w Beskidzie Sądeckim. Miód z benzyną Szkoda tylko, że był dość niski pułap chmur i
niestety Tatry były niewidoczne. Skorzystałem również z sezonu na jagody i sam się pożywiłem i
troszkę nazbierałem sobie do domu do butelki po Powerade.
No ale za dużo byłoby tego dobrego, więc była pora wspiąć się na sam szczyt Mogielicy (1170 m
n.p.m.) i powrót do „bazy”. Ze szczytu zjazd zielonym szlakiem w kierunku Zalesia i w rejonie
krzyża przy szlaku odbicie z powrotem do Koszarek.
Niedziela, więc czas na wpis o wypadzie na rowerku. Dzisiaj zmieniłem pasmo górskie na Gorce.
Zapakowałem rowerek do "łupinki" jak pieszczotliwie nazywam moje autko i pojechałem sobie do
Lubomierza (między Mszaną Dolną a Kamienicą), a dokładnie do przysiółka Rzeki.
Start o 12.10 na parkingu przy granicy Gorczańskiego Parku Narodowego (ok. 720 m npm), trochę z
obawami, bo na północnym zachodzie burza. No ale jazda czerwonym szlakiem rowerowym Doliną
Kamienicy do Papieżówki. Szkoda, że wyłączona dla ruchu rowerowego jest droga Doliną Kamienicy do
Przełęczy Borek, podobno z powodu złego jej stanu. Ja mógłbym jechać, ale takie przepisy parku
narodowego i trzeba się ich trzymać. Kawałek dalej już zaczyna się podjazd lewą stroną doliny na
stoki Przysłopu i dalej długa, nużąca droga stokowa aż do polany Jaworzyna Kamienicka. Droga sama w
sobie do suchych nie należy, a jeszcze po przejściu burzy sytuacja się pogorszyła. Bagno I
kategorii - masakra. Z dolnych partii polany Jaworzyna Kamienicka ostry podjazd polaną do słynnej
Bulandowej Kapliczki (panorama). Tutaj odpoczynek i znowu chwila oczekiwania na rozwój sytuacji z kolejną
burzą. Sobie poszła no to ja dalej zasuwam przez Jaworzynę Kamienicką (1288 m npm) na Polanę
Gabrowską (równolegle zielony szlak pieszy) i stąd przez Halę Długą czerwonym szlakiem do
schroniska pod Turbaczem (1270 m npm) O 14.00 byłem na górze.
Zasłużony odpoczynek i o 14.30 powrót tą samą niestety trasą, bez zboczeń, no ale to park
narodowy. Powrót trochę opóźniony ze względu na oczekiwanie na rozwój sytuacji z 2 burzami, na
północy (za Kudłoniem) i na południowym-wschodzie (Lubań/Pieniny). Ale szybka decyzja - jedziemy :)
No i całą powrotną drogę towarzyszyły mi grzmoty, ale na szczęści kropla deszczu na mnie nie
spadła. Najfajniejsza oczywiście droga między Jaworzyną Kamieniecką a Papieżówką. Błotko, błotko i
jeszcze raz błotko. Musiałem się troszkę umyć w Kamienicy bo wyglądałem jak wieprz O 15.30 byłem
na parkingu.
No i znowu wpis o przebytej trasie na 2 pedałach. Od tego zaczęły się wpisy, ostatnio też był,
więc to chyba stanie się standardem i będą relacje z coniedzielnych wypraw. Wraz z dokumentacją
Szkoda, że dopiero teraz, jak to już 4 sezon ostrej jazdy.
Dzisiaj trochę słabiej, bo późno sobie wstałem. No i dojazd trochę dłuższy, bo dzisiaj
startowałem ze Szczawnicy na Przehybę. Wreszcie ze Szczawnicy, bo ileż razy można podjeżdżać z
Gabonia, Obidzy czy Rytra?
Aaa, już nieraz miałem o tym wspomnieć - jakby ktoś chciał to sprzedam patent na zapakowanie
roweru do Seicento
Jak już wspomniałem start dzisiaj ze Szczawnicy, a dokładnie z Sewerynówki czarnym szlakiem
rowerowym. Zaraz przy kaplicy na Sewerynówce rozjazd szlaku na 2 opcje: łatwiejsza ale dłuższa
doliną Sopotnickiego Potoku i trudniejsza doliną Jastrzębiego Potoku. Miałem gdzieś tłuc się 5 km
dłuższą trasą, więc wybrałem trudniejszy wariant. Wcale nie było tak źle. Nawet błota szczególnego
nie było po ostatnich opadach, tylko woda spływała drogą. Trasa w miarę, tylko podjazd pod
Czeremchę sprawił trochę trudności, ale jak już się przebrnęło tą trudność, to już leciutko do
Przehyby. Oczywiście mały odpoczynek i powrót trochę inaczej. Z Przehyby do Skały Św. Kingi, na
siodełko między Skałką a Jasiennikiem i zjazd trawersem na Polanę Herślową i dalej na Przełęcz
Przysłop. A stąd w dół do doliny Sopotnickiego Potoku no i do Sewerynówki. I tyle.
No, po 2 tygodniach przerwy ponownie zaprzyjaźniłem się z 2 pedałami Tym razem zapakowałem
rower do łupinki i podwiozłem się do Wierchomli. A tutaj już wyruszyłem zielonym szlakiem rowerowym
do "Bacówki nad Wierchomlą" i dalej na Runek i Halę Łabowską. Tutaj odpoczynek , a potem powrót
żółtym szlakiem pieszym w kierunku Łomnicy, ale odbiłem żółtym szlakiem narciarskim do doliny
potoku Potasznia, żeby nie trzeba było zbyt dużo się wracać.
I na tym żółtym szlaku było bliskie spotkanie III stopnia z glebą. Posuwałem sobie odważnie
stromą ścieżką, ale pojawiła się wyrwa, a ja poleciałem na szczupaka. Oj, lądowanie było
niebezpieczne. Można było sobie kark skręcić. Ale na szczęście nic mi się nie stało. Opatrzność
nade mną czuwa. Ale z drugiej strony i tak pewnie nikt za mną nie płakałby.
No, to kolejny długi weekend za nami. Dla mnie niestety niecały
wolny - piątek i sobota arbeit Ale ogólnie nie można narzekać. Ci
co mieli wolne i gdziekolwiek wyjechali to trafili z pogodą
idealnie. Tak jak Jędza - całe 4 dni nad jeziorem, nieźle się
pewnie przysmażyła Kurde, dla mnie najgorszy to był czwartek.
Złapałem doła. Ech ...
Ale dzisiaj to przynajmniej był czad. 0 11 rowerek i w trasę:
N.S. - Rytro - Mała Roztoka - Przeł. Żłobki - Przehyba - Gołkowice
- N.S. Całość w 5h z 30 min. przerwy na Przehybie. Miałem niby z
Przechyby jechać jeszcze na Obidzę i stamtąd do Jazowska ale dałem
sobie spokój. Za gorąco. I dobrze chyba zrobiłem bo do domu
strasznie zmasakrowany przyjechałem. Oczywiście potem zasłużona
drzemka
O dziwnej „egzotycznej” chorobie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego już chyba wszystko powiedziano. Ale z tego co ja gdzieś usłyszałem, to wcale nie zaraził się ona nią na Filipinach, lecz w Egipcie na oazie Al Kohol
Nie wiem czy to się już gdzieś tutaj pojawiło, ale ja dopiero dzisiaj dostałem linka do bloga Dusiciela, z bardzo wyrazistym nagłówkiem. Dzieci, nie klikać, bo pornografia
Z wykształcenia budowlaniec, zawodowo związany z branżą materiałów budowlanych. W wolnych chwilach nałogowo naświetlający się przed monitorem i czasami dla relaksu szalejący na rowerze po okolicznych górach. Swego czasu zadawał się z grupą szaleńców zwaną Wizjonerzy i Kreatorzy Chaosu, a sam określa siebie Stworem z Bagien.
Imieniny: 04.05 Dzień Strażaka
Urodziny: 09.11 12.00 niedziela
Znak zodiaku: pieprzony skorpion
Wzrost: 5,58 stopy
Waga: 143-154 funty (w zleżności od pory roku)
Kolor oczu: browarny
Znaki szczególne: kilka blizn po przerzutkach przez kierownicę
Lokalizacja: Nowy Sącz (niektórzy mówią, że Mała Wieś)