Jakiś czas temu wszedłem w posiadanie zaczarowanej lamy Aladyna. Nie, to ni mój zakup, a prezent od takiej jędzy i czarownicy (wybacz Ewka ) z Londynu. Pewnie zadławiła tam jakiegoś Araba, który był w posiadaniu tego cacka i mi sprezentowała. No, to teraz spełniam wasze wszystkie życzenia, ale tylko jedno. I nie wyskakiwać mi tu z jakimiś banałami typu "chciałbym mieć interes do samej ziemi", bo takie rzeczy to się załatwia konwencjonalnymi środkami, a nie dżinnem. Jak nie wiecie jak to zrobić, to się zgłoście po poradę do mnie, a nie czytajcie tych głupich e-mail, których autorzy oferują wydłużenie tegoż. Aaa, nici też z klątw, uroków i innego tego typu badziewia, chociaż sam chętnie rzuciłbym na kogoś moją ulubioną, tzn. "żeby cię obesrało" i zobaczył jak działa Tylko dobre i szlachetne życzenia spełnia
Wreszcie się jakoś pozbierałem po ciężkim czasie i ruszyłem rowerkiem w trasę. W niedzielę pogoda była cudna, żadne prognozy nie zapowiadały burz, więc można było zaplanować sobie jakąś fajną trasę. Chociaż niby upalnie nie było, ale jednak gorąco a ja po długiej przerwie i nieprzygotowany, to podjazd należało zaplanować w jakimś raczej zacienionym miejscu. Wybór padł na Gorce, w których jeszcze w tym roku nie byłem i szlak z Rzek - przysiołka Lubomierza - na polanę Jaworzyna Kamienicka i dalej Turbacz. Miałem już okazję 2 razy tamtędy jechać, ale jeszcze nie miałem okazji o tej trasce pisać, co czynię teraz. Najpierw z drogi Zabrzeż - Mszana Dolna trzeba przed przełęczą Przysłop skręcić sobie w lewo i dojechać na parking i pole biwakowe na polanie Trusiówka. Tam spokojnie można zostawić auto (oj, pierwszy raz miałem tutaj problem z zaparkowaniem, na obydwu parkingach aut multum, trzeba było stanąć przy drodze) i dalej ruszyć w trasę na dwóch kółkach.
Dzisiaj ważna data – 22 lipca. W poprzednim systemie Narodowe Święto Odrodzenia Polski obchodzone bardzo hucznie i oczywiście dzień wolny od pracy. No cóż, a teraz w taki upał trzeba zapieprzać. W firmie postanowiliśmy sobie przypomnieć o tym święcie i na tą okazję powiesiliśmy nawet czerwoną flagę. Przydała się firmowa Wiceprezes nawet nie protestował, dowód poniżej
Chyba na fali Europride mamy w Nowym Sączu aferę. Otóż w niedawno powstałym logo promocyjnym miasta niektórzy dopatrują się symbolu gejów, satanizmu i okultyzmu. No cóż, ludziom się niekiedy rzeczy kojarzą z tym, z czym chcą żeby im się kojarzyły i na punkcie czego mają jakąś obsesję. No ja też tak mam, mi się wszystko z dupą i gównem kojarzy
Można też przeczytać stanowisko prezydenta miasta i twórców logo.
Się muszę pochwalić, bo wykonaliśmy z kumplem kawał inżynierskiej roboty. Jak wiadomo upały dają ostatnio czadu i u nas w klitce po 3 dniach podwyższonej temperatury temperatura staje się nie do zniesienia. Niestety, w klimę wyposażona jest tylko elyta tzn pomieszczenia od południowej strony, w których przy upałach nie było już sposób wysiedzieć . No a u nas kicha Jako że upały trwają już chwilę, to wpadliśmy z kumplem na genialny (he he, jak zwykle ) pomysł, żeby sobie tego chodnego powietrza trochę zapożyczyć z drugiej strony korytarza, tzn. z gabinetu Prezesa. No i tak powstałą wspaniałą instalacja nawiewowa jak na załączonych obrazkach poniżej.
Dobra, może to zdjęcie zostawię bez komentarza. Wiem, wyglądam na nim jak zombie i na myśl przychodzi od razu jakiś horror typu „Noc żywych trupów”. A tak naprawdę wcale tak nie wyglądałem i nie tarzałem się w błocie na co wskazywałby strój piłkarski, choć stan umorusania bardziej wskazywałby na rugby. To nie efekt żadnej obróbki, tylko żona kumpla poprzestawiała coś w aparacie przed robieniem zdjęci i takie cuda powychodziły
Uważajcie, będę was nawiedzał w snach. Uuuuu
Jakiś czas temu już (a z 2 tygodnie już będzie) wybrałem się rowerkiem na Mogielicę w Beskidzie Wyspowym. Przy każdej wyprawie trzeba zmienić pasmo górskie, żeby nie było nudno Osobiście nie lubię Beskidu Wyspowego, za pojedyncze "pagórki" z krótkimi i ostrymi podjazdami i z małymi kompleksami leśnymi, no ale pogoda była wyśmienita, aby odwiedzić Mogielicę, z której rozciąga się wspaniała panorama. Nie tylko z podszczytowej Polany Stumorgowej, ale i także chyba od 2 lat ze szczytu, gdyż została wybudowana na nim wieża widokowa. Widok cudowny dookoła.
Uwaga, Uwaga! To nie reklama. Dla wszystkich tegorocznych maturzystów pragnących kontynuować swoją edukację, a nie czują się na siłach, bądź też nie mają szans uderzyć na renomowane uczelnie, proponuję zainteresowanie się baaardzo interesującą placówką edukacyjną w Nowym Sączu - Międzynarodowym Niezależnym Instytutem - Centrum Edukacyjnym "Wiedza i Nauka". Zakres możliwości szeroki, od informatyki poprzez języki obce, a na zgłębianiu tajników Unii Europejskiej i programów NATO kończąc. Placówka posiada bardzo bogate publikacje i kontakty naukowe. Wszystkim zainteresowanym szczerze polecam No cóż, matka Ziemia nie ma lekko i różne indywidua musi na sobie nosić
Ech, znowu będzie wpis archiwalny można by rzec, bo zdarzenie miało miejsce już miesiąc temu. W każdym razie znowu zabawiłem się w przebierankę tak jak jakiś czas temu z Tinky Winky. Tym razem jednak przebrałem się za menela. Nie wiem skąd ten pomysł strzelił mi do głowy, ale przyszedł nagle i niespodziewanie nawet długo nie musiałem myśleć. No ale czasami jest tak, że ktoś jest źródłem inspiracji i pomysły przychodzą same
W trzeci dzień wycieczki znowu udaliśmy się na zwiedzanie Pragi, a rozpoczęliśmy od zwiedzania wnętrza katedry św. Wita, ale aby się do niej dostać musieliśmy odstać 40 minut w kolejce i to przy niesprzyjającej deszczowej pogodzie. No normalnie lało na głowę, z nieba i do tego jeszcze z rzygaczy na katedrze, a mi się parasol zepsuł pierwszego dnia (chiński szajs ) Oczywiście nie ja zepsułem, rzeczy same się psują Trzeba było schować się pod cudzy parasol, bo jakoś kurtka przeciwdeszczowa nie wystarczała. Po odstaniu swojego weszliśmy wreszcie do środka katedry, które robi swoim gotyckim charakterem ogromne wrażenie. Pełna jest cennych zabytków w tym barokowy nagrobek św. Jana Nepomucena, kaplica z relikwiami św. Wojciecha, skarbiec z insygniami królewskimi, do którego klucze przechowywane są w siedmiu różnych instytucjach, jak i też bogato zdobione witraże.
W drugi dzień wycieczki udaliśmy się na zwiedzanie Pragi i od razu rozpoczęliśmy od Hradczan (przejeżdżając obok praskiego metronomu) a na nich od Lorety, a później udaliśmy się w kierunku Zamku Królewskiego, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć w południe, codzienną, uroczystą odprawę wart przed zamkiem, który jest jednocześnie siedzibą Prezydenta Republiki Czeskiej. Tłum dziki, a zasadniczo nic takiego znowu ciekawego. Te ichniejsze mundury jakieś taki byle jakie są Po drodze mieliśmy okazję podziwiać piękny renesansowy pałac Schwarzenbergów oraz pałac arcybiskupi usytuowane przy Placu Hradczańskim.
W tegoroczny długi weekend miałem okazję zajrzeć do Pragi. Była zbiorowa, zorganizowana wycieczka ludzi z firmy i zaprzyjaźnionych kontrahentów, więc autobus był wesolutki i to ledwie wyjechaliśmy z Nowego Sącza. No cóż robić w tak długiej drodze jak nie raczyć się różnymi napojami wyskokowymi w miłej, przyjacielskiej atmosferze, czasami wręcz kabaretowej W drodze do Pragi zwiedziliśmy też Górę św. Anny, a na niej klasztor franciszkański z bazyliką i sanktuarium św. Anny Samotrzeciej oraz pomnik Xawerego Dunikowskiego i amfiteatr. No przyznam się, że tam już miałem fajeczkę lekką. No piknie z mojej strony, miejsce święte, a ja w stanie wskazującym :D Potem w autobusie chwilkę się zdrzemnąłem relaksując się muzyką, no ale wiadomo, jak Polacy jadą trzeba uważać na bagaż podręczy Wzięli mnie obrabowali z torby i nawet słuchawki z głowy i MP4 zabrali. Trzeba było potem po całym autobusie szukać Ale to nauczka, jak się jest w towarzystwie to nie należy się izolować
Hmm, jak widać od ponad pół roku nie pojawił się tutaj żaden wpis. No cóż, na świecie kryzys ekonomiczny, a u mnie kryzys "twórczy" Chyba znowu owijam się kokonem.
Ale nie kasuję tego bloga, bo mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tutaj wrócę i znowu coś popiszę. A kiedy to będzie? Sam nie wiem. Może za tydzień, miesiąc, rok ... A może jednak w ogóle?
Czas pokaże.
Aa, sidebar informacyjny po prawej jak najbardziej aktualny i aktualizowany na bieżąco
Hmm, coś powoli zasadą staje się, ze wpisy pojawiają się z tygodniowym opóźnieniem :( Znowu będzie nieświeży wpis, który zasadniczo powinien znaleźć się tutaj w tamtym tygodniu. Pod koniec mają znowu zajrzałem do ogrodu, żeby podejrzeć cóż to za kwiaty pojawiają się w tym okresie. Szkoda tylko, że spóźniłem się na konwalie, które bardzo lubię, a i bez uchwyciłem w ostatnim momencie. Za to mamy w pełnej krasie irysy i piwonie, a z pozostałymi znowu mam problem i będę musiał prosić o pomoc w ich zidentyfikowaniu A przy okazji dorzuciłem też popularne bratki, bo akurat było kilka kolorów do dyspozycji. Cóż, pewnie niektóre kwiaty z fotek już przekwitły, ale to nic, przynajmniej tutaj ślad po nich zostanie
Ten weekend bardzo ciekawie spędziłem sobie w Zakopanem. Tak się złożyło że jakiś czas temu kumpel zadzwonił, że szykuje się taki wyjazd i ma też być stara paczka ludzi, więc z małymi - jak to u mnie - oporami, ale pojechałem. Oczywiście program pobytu był bardziej towarzysko-rozrywkowy niż turystyczny, ale i tak udało się co nieco posmakować Tatr i na tym się głównie skupię. A szczegóły poniżej.
Korzystając z długiego weekendu i 4 dni wolnego udało mi się troszkę wyluzować, odpocząć i przestać myśleć o codziennych sprawach. Dzięki temu mogłem zobaczyć otaczający świat, a zwłaszcza uroki wiosny i mnogość kwiatów w ogródku mamy: tulipany, stokrotki, pierwiosnki, narcyzy, niezapominajki, barwinki, pełniki i inne, w tym pospolite mniszki czy kwiaty jabłoni. Oczywiście nie omieszkałem ich utrwalić, czego efekty można podziwiać poniżej. Oczywiście to tylko chwilowa zawartość ogródka z początku maja, bo tam naprawdę wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Pewnie już za tydzień lub dwa niektóre kwiaty znikną a pojawią się nowe, tak jak to miało miejsce z przebiśniegami, krokusami i żonkilami, o których już dawno słuch zaginął, a w kolejce do pokazania swojego piękna czekają już w kolejce czekają bzy, konwalie i piwonie. Ale najciekawsze jest to, że właścicielka nie znała nawet nazw wszystkich kwiatów które rosną jej w ogródku. Zasięgnięcie rady u wujaszka trochę pomogło, ale i tak nie wszystkie kwiaty zostały rozszyfrowane - pozostały 3. Jakby ktoś wiedział co to za kwiaty ze znakami zapytania zamiast nazwy to proszę o cynk
Ostatni w firmie doszło do małego starcia między jednym handlowcem a magazynierem. Handlowiec zwrócił się do tegoż magazyniera, żeby przygotował jakiś tam towar do wywozu do klienta, a ten jako ze zajęty akurat czymś innym bardzo się wzburzył i dodał że nie ma na plecach napisane „koń” żeby musiał tak zapieprzać Taka reakcja wzburzyła z kolei handlowca i postanowił się odegrać. No ale do tego potrzebny mu byłem ja, gdyż wiedział, że robię sobie naprasowanki na t-shirtach, więc zwrócił się do mnie, żebym właśnie wykonał koszulkę z już nie z napisem „koń” na plecach ale z dużym końskim łbem, żeby magazynier już nie miał tej samej wymówki. No to wykonałem takową, ale napięcie między obydwoma osobnikami już chyba zmalało, bo obdarowany był nawet bardzo zadowolony z takiego prezent, bo przecież koszulka oryginalna i drugiej takiej nie ma
Kolega z pracy obchodzi dzisiaj imieniny i jak to zawsze bywa przy takich okazjach jest problem z pomysłem na jakiś drobny, ale jajcarski (i tu można powiedzieć ma to znaczenie dosłowne) prezent. Ale ponieważ nasz Prezes to niezły żartowniś, to wpadł na jajcarski pomysł. Kolega już dość długo zmaga się z przeziębieniem, ciągle kasła i głos ma raczej znacznie niższy niż normalnie (czyli pospolita chrypka), dostał prezent w postaci zestawu leczniczego na ww. dolegliwości, czyli flaszkę (jak to facetowi przy okazji urodzin / imienin) i … kopę jaj kurzych (jakby ktoś nie wiedział, to 60 szt.), żeby sobie kogel-mogel mógł robić na poprawę głosu :D Cholera, zapomnieliśmy dodać jeszcze parę kilo cukru, bo miałby już komplet
Nowy Sącz pozazdrościł chyba symbolu Brukseli i na wzór tamtejszego Manneken pis, miejscowe władze postawiły pod ruinami Zamku Królewskiego, a dokładnie Basztą Kowalską rzeźbę z brązu ... sikającego rycerza. Wywołała ona oczywiście skrajne reakcje, od śmiechu z idiotycznego pomysłu władz po skrajne oburzenie bardziej purytańskich mieszkańców. W każdym razie jest to teraz temat nr 1 w mieście i okazja do żartów z władz, oraz wymyślania propozycji następnych rzeźb do podsunięcia władzom. Ja osobiście jestem za tym, aby na Rynku postawić rzeźbę postaci na muszli klozetowej oddającej stolec. Żeby nie doszło do profanacji, to oczywiście z drugiej strony Ratusza, żeby nie kłóciło się to już z istniejącym pomnikiem Korala Wojtyły (tak się u nas mówi na ten pomnik Jana Pawła II, ze względu na fakt, iż jego fundatorem jest właściciel słynnej wytwórni lodów Koral) i fontanną grającą "Barkę". A postać siedząca na muszli powinna wzorować się na ... Tu już mieszkańcy Nowego Sącza wiedzą kogo mam na myśli
Ostatni wpis to był oczywiście primaaprilisowy żart, ale u niektórych wywołał niepewność Teraz też coś ubogo we wpisy, bo mam dość gorący okres związany z targami, ale muszę koniecznie wspomnieć o niesamowitym prezencie jaki otrzymałem. Jest to po prostu plastelinowy ludek (plastelinek?). Prosty, mały a jak cieszy, bo ktoś bliski poświęcił czas, żeby go wykonać. Najcudowniejszy prezent jaki dostałem. Fotka poniżej.
I teraz pytanie do odwiedzających. Kogo przedstawia plastelinowy ludek?
Klika wpisów wstecz padły prorocze słowa, że nic nie trwa wiecznie i czasem nawet wydawałoby się wspaniałe rzeczy potrafią się znudzić i umrzeć. No jak w życiu, wszystko ma swój początek i koniec. Dzisiaj właśnie uzmysłowiłem sobie, że chyba nadszedł czas na zamknięcie rozdziału pt. „blog”. Nie ma już energii, entuzjazmu i natchnienia na dalsze ciągnięcie tego tematu. Tak patrząc wstecz i na tytuł tego bloga odnoszę wrażenie, że przewrotnie nazwany „bełkotem popaprańca” - o ironio - jest niczym innym jak dosłowny odzwierciedleniem tego tytułu – stekiem bezsensownych bredni niewartych funta kłaków wylewanych w sieć przez ograniczonego intelektualnie osobnika. Ja przynajmniej mam takie wrażenie. A może po prostu związany on był z pewnym etapem w życiu, otwarciem siebie i powstał na jego fali. Teraz wszystko wygląda inaczej i po prostu to miejsce traci sens. Może brak muzy? Sam nie wiem. W każdym razie w tej chwili blog zostaje jeśli nie zamknięty, to na pewno zawieszony na czas bliżej niedookreślony. Czy kiedykolwiek powróci? Nie mam pojęcie, a nawet jeśli tak, to na pewno w innej formie. Treść która jest jakiś czas zostaje,a co potem to się zobaczy.
Dziękuję wszystkim odwiedzającym, a zwłaszcza komentującym za tworzenie tego mojego skrawka sieci. Właśnie te komentarze były najbardziej wartościowym elementem tego miejsca. Pewnie jeszcze się spotkamy w sieci i ja będę miał okazję coś skomentować u was, co nie raz mi się zdarzało i pewnie się zdarzy.
Jak obiecałem, dzisiaj będzie o strusiej pisance, wykonanej podobnie do tej z poprzedniego roku. Oczywiście całe przedsięwzięcie trzeba zacząć od zdobycia wydmuszek ze strusich jaj. Teraz sprawa już była prosta, bo z poprzedniego roku wiedziałem już o oddalonej ode mnie o ok. 25 km. strusiej farmie "Eko-Struś", prowadzonej przez Państwa Jadwigę i Marka Krok w Białej Niżnej koło Grybowa. Skorupy ze strusich jaj czy strusie pióra to i tak tylko produkty uboczne działalności fermy, nastawionej przede wszystkim na produkcję wędlin ze strusiego mięsa, bardzo smacznego i zdrowego. Skorup oczywiście musiałem zakupić więcej, gdyż wcześniej zrobiłem wywiad wśród znajomych odnośnie zapotrzebowania na nie i chęć zakupu wyraziły też 4 osoby, więc zakupiłem razem 5 skorup, po 25 złotych za sztukę.
Uff, jeszcze kilka dni i minąłby prawie cały miesiąc od ostatniego wpisu. Ale jakoś tak czas biegnie szybko, pracy dużo, czasu mało, a i tematów czasami brak. Ale pora teraz nadrobić zaległości. Najpierw wpis, który powinien ukazać się już tydzień temu, bo dotyczy niedzieli palmowej. Jak już wspominałem w tamtym roku, mojemu ojcu odbija palma, tzn. ma palmę na punkcie palmy wielkanocnej Od lat wraz ze swoim bratem (dla mnie wujek jakby ktoś nie wiedział ) robią 2 najwyższe w Nowym Sączu i okolicach palmy wielkanocne. Obydwie są dość spore, bo mają po 17,5 m, ale niestety w miejscowej bazylice wyższe się nie zmieszczą, a jest zasada, że przez cały okres wielkanocny w nim przebywają. Chyba trzeba będzie coś zrobić, żeby podnieść sklepienie w kościele. Bo nieco wyższą dałoby się zrobić, ale przy jej postawieniu mógłby być już problem. W Lipnicy Murowanej rekordzistka miała w tym roku aż 33,39 m, jednak do je podnoszenia używane są linki, żerdzie itp. (nie wolno korzystać z dźwigów, podnośników i innych urządzeń, tylko przy użyciu siły mięśni), a u nas jest zasada, że trzeba ją też postawić tylko przy użyciu rąk, jednak bez wszelakiego „przedłużaczy”, po prostu gołymi rękami.
Dawno nie było nic o Julku, więc nadrabiam zaległości i wrzucam 2 dość świeże i świetne fotki. Jedna z leżenia na brzuszku i już na prawdę rewelacyjnego podnoszenia główki, a druga z przymiarki do wózka spacerowego (stąd to jego zdziwienie i wielkie oczy ). Zresztą w międzyczasie jeden taki spacer już się odbył przy dobrej pogodzie
Przepraszam bardzo, ale czy mamy już2008 rok? Jakoś tak ostatnio zagubiłem się w czasie a i przestrzeni też. Ale po 3 dniach szaleństw chrzcinowo – stylwestrowo - noworocznych musiałem dojść do siebie, w czym na pewno pomogły znowu 3 dni zapieprzania w pracy przy przygotowaniach do – kolejnej imprezy. Jeszcze o poprzednich dobrze nie zapomniałem, a tu już następna się szykuje, no ale to już służbowa :) Zresztą chyba jeszcze trzeźwy do końca nie byłem i tak zakręcony, że niewiele brakło, a dyplomy do oprawy poszłyby bez podpisów Zarządu Ha, ciekawe czy nie pomyliłem się przy wpisywaniu danych, choć przezornie sprawdzałem 3 razy (tak jak znajoma w aptece przy wydawaniu leków), bo to dopiero będzie cyrk jak zjadłem komuś literkę w nazwisku czy nazwie (co mi się dość często zdarza)
Wczoraj odbyły się wreszcie długo oczekiwany chrzciny mojego najmłodszego bratanka - Juliana (bo jakby byłą dziewczynka, to miała być na 100% Julia) Franciszka (to po dziadku chyba). Oczywiście ja byłem chrzestnym, bo to zaraz po narodzinach zostało zaklepane. Zresztą ja z Julkiem nieźle się już znamy i komunikujemy za pomocą języków, który chyba obaj namiętnie lubimy wywalać. Niektórzy się śmieją, że po mnie to ma, a ja nie wiem jakim cudem
W każdym razie dzieciak był grzeczny i nie sprawiał jakichkolwiek kłopotów. Dopiero pod wieczór jak zwykle zrobił się marudny, ale to już tak ma
No a ja sprawiłem mu m.in. prezencik w postaci srebrnej łyżeczki z wygrawerowaną godziną i datą urodzenia oraz wagą i wzrostem po urodzeniu. Niby ostatnio bardzo modne, ale ja szczerze przyznam, że chciałbym mieć taką pamiątkę teraz, ale niestety nie mam
No widać, że dzisiaj ostatni dzień roku, bo nawet u nas magazynierzy się nudzą i przy okazji opadów śniegi znaleźli sobie zabawę, a przy okazji wyżyli się artystycznie
No to mieliśmy wczoraj w Nowym Sączu darmowy pokaz ;) sztucznych ogni i to jeszcze dzień przed Sylwestrem. Że ja o tym nie wiedziałem, bo z chęcią popatrzyłbym na żywo
Jak już wspominałem kilka wpisów niżej opisując projekt naszej firmowej kartki, na Boże Narodzenie wysyłamy do naszych kontrahentów i zaprzyjaźnionych firm, instytucji, pracowników obecnych i byłych itp. itd. kartki z życzeniami świątecznymi i noworocznymi. Oczywiście my też otrzymujemy ogromną liczbę kartek od pamiętających o nas. Tradycją u nas jest, że wszystkie kartki są wystawione w widocznym miejscu, aby cieszyć nas swoim widokiem przez cały okres bożonarodzeniowy.
Jak wspominałem wcześniej, teraz czas na kilka słów o wykonaniu szopki z poprzedniego wpisu. Cała koncepcja rodziła się dość długo i w pełni wyklarowała się gdzieś koło połowy miesiąca, a realizacja ruszyła w sobotę 15 grudnia i trwała w wolnych chwilach wieczorami, aż do soboty 22 grudnia. Można powiedzieć, że jakieś doświadczenie już miałem z zeszłorocznej kartki czy wielkanocnej strusiej pisanki jak i przygody z modelarstwem w młodości.
Oj, coś ostatnio zaniedbałem wpisy tutaj. Nie, nie, to wcale nie prawda. Po postu zajmowałem się czym innym, czego efekty można teraz zobaczyć. Od poprzedniej soboty mianowicie w nielicznych chwilach wolnego czasu robiłem szopkę, taką moją autorską :) Z racji napiętego okresu przedświątecznego i już totalnego braku czasu nie opiszę w tej chili z czego i jak jest wykonana, ale przy najbliższej nadarzającej się okazji postaram się to zrobić, bo i chyba warto opisać. Niby może nic szczególnego ale dla mnie i nie tylko cudeńko
Na około czuć i widać, że idą święta, bo trwa szał zakupów i gdziekolwiek się nie wybierzesz to dzikie tłumy. Ludzie chyba zwariowali już totalnie w od tego konsumowania. Słuchając radia też świra można dostać, bo co krok to jakiś taki świąteczny kawałek typu "Last Christmas"Wham (ach ten śliczniutki, młody George Michael ), "Biały śnieg i Ty" (to ten z "bieli anieli" w refrenie) Rubika i przyjaciół (albo już i nie) albo jeszcze coś innego i to czym bliżej świąt powtarzane z coraz większą częstotliwością. Można oszaleć. Ja znowu mam ochotę cegłą w radio rzucać jak tylko coś takiego słyszę. Jak dla mnie jedynym plusem tego okresu to ładnie oświetlone miasta. W okresie kiedy noc najdłuższa i zmrok zapada bardzo szybko bez tego byłoby jakoś szaro, buro i ponuro, zwłaszcza teraz w tak paskudną pogodę. Przynajmniej te kolorowe lampki jakoś tak rozweselają i odpychają szarość, chociaż śnieg dodałby temu dużo uroku.
Ponieważ zbliżają się święta, to i przyszedł czas na wysyłanie kartek. No jak zwykle w firmie to na mojej głowie, począwszy od zaprojektowania po sam fakt wysłania (no po za drukiem oczywiście). W tym roku odszedłem trochę od barw firmowych, bo zazwyczaj kartki były w kolorystyce czerwono - białej i już się to trochę przejadło. Tak trochę odwrotnie niż barwy narodowe, ale tam chociaż białego i czerwonego po równo, a u nas czerwień dominuje. Tak więc zazwyczaj był to czerwony nadruk na białym papierze lub srebrny na czerwonym
No to firmie jesteśmy po 4-dniowej inwentaryzacji. Jak zwykle trzeba niestety poświęcić nią też weekend. Zamiast w sobotę balować a w niedzielę leczyć KAC-a (kur... abrakadabra czachy) ;) , to ja zapieprzałem. Liczyć jak zwykle co było, a według moich podsumowań to nawet więcej niż w tamtym roku. Niby pozycji mniej, bo 2643 (w poprzednim roku 2750), ale za to jednostek (szt./m2/mb) duużo więcej – bo 795 tys. (w poprzednim roku 565 tys.) czyli ponad 40% więcej. A skład zespołu mniej liczebny bo 17-osobowy. Ja jak zwykle w komisji nadzorującej, bo ktoś musi patrzeć na ręce tym materialnie odpowiedzialnym A i przed liczeniem dla rozruszania szarych komórek zapodałem większości krążącą ostatnio po sieci banalną zagadkę z liczeniem nóg.
Jeśli człowiek związany jest z kimś emocjonalnie i to bardzo silnie, to potrafi odczuwać dolegliwość tej drugiej osoby, w sposób nie mniejszy niż ona. Taki sam silny związek może dotyczyć też nie człowieka, a bliskiego zwierzaka – psa, kota czy innego gada, w zależność co kto lubi. Ja natomiast zauważyłem u siebie taką zależność między człowiekiem i maszyną Tak, cierpię jak mój komputer cierpi i wzajemnie
Dzisiaj znowu o moim bratanku Juleczku. Ma już 6 tygodni, już widzi co nieco i z ciekawością się rozgląda. A nerwusek z niego straszny. Jak tylko coś mu nie gra to krzyczy przeraźliwie i zaczyna wymachiwać rączkami i nóżkami. No i kąpiele chyba też lubi bo ma wtedy taką rozkoszną minkę. W każdym razie śliczniutki jest i wszyscy to potwierdzają, a czym dalej tym fajniejszy. A najbardziej to spodobał mi się ten ciuszek z napisem "Mój tata mnie kocha", no świetny po prostu
A dzisiaj znów coś z historii. To było dokładnie 9 listopada o godzinie 12:00 ładnych parę lat temu, w każdym razie na pewno o jeden więcej niż rok temu. Przyszło na świat wtedy takie małe stworzonko, któremu nie wiadomo dlaczego dano takie dziwne imię. Jak już pisałem, dopiero 2 lata temu miałem okazję uścisnąć dłoń swojemu imiennikowi i jak do tej pory jedynemu. I do tego nie był to Polak, tylko Austriak.
Dokładnie dziś mija 715 rocznica powstania Królewskiego Miasta Nowego Sącza, na mocy przywileju przeniesienia miasta Sącz (obecnie Starego Sącza) do biskupiej wsi Kamienica, wydanego 8 listopada 1292 roku przez króla Wacława II. Miasto swą największą świetność przeżywało w czasach Kazimierza Wielkiego i później Jagiellonów. To tutaj w zbudowanym właśnie przez Kazimierza Wielkiego w latach 1350-60 Zamku Królewskim (niestety pod koniec II Wojny Światowej został zniszczony, pozostały tylko ruiny z Basztą Kowalską), król Władysław Jagieło i wielki książę litewski Witold układali plany wojny z Zakonem Krzyżackim. Tutaj popierali nauki od Jana Długosza synowie Kazimierza Jagiellończyka i może to tutaj właśnie powstała spora część jego Roczników. Można by tak jeszcze pisać o tej 715-letniej historii miasta, ale po co dublować coś co już istnieje. Wystarczy zajrzeć na oficjalną stronę miasta do działu "Historia", aby szczegółowo zapoznać się z jego historią, herbem (św. Małgorzata), flagą, zabytkami jak również i legendami czy podaniami. Polecam i zapraszam jako Sądeczanin
Wczoraj przeglądając stare zdjęcia, bo musiałem jedno zeskanować i wysłać, pomyślałem sobie, że warto by stworzyć jakąś nową kategorię pod nazwą "wspomnienia". Przecież tyle ciekawych rzeczy działo się w epoce przedblogowej, a które warto by sobie przypomnieć i utrwalić tutaj. Zresztą przy okazji byłaby niezła zabawa ze starych fotek z przed 10 lat a może i więcej Dzisiaj tak tylko przy okazji te dwie, które potrzebowałem. Jedna potrzebna była jako dowód, że nosiłem niegdyś „kozią bródkę” (no to gdzieś tak lata 1995-96) a druga ze sporą częścią ekipki na 36 Elefantowym Rajdzie PK (1998 rok). To tak na dobry początek bez rozpisywania, a konkretnie poszczególnymi tematami może zajmę się wkrótce, zahaczając nawet o czasy wczesnodziecinne. Ciekawie może być
Dzisiaj znowu parę słów o moim najmłodszym bratanku i zarazem chrześniaku Julku, ale króciutko, bo ostatnio to inne teksty mam okazję pisać i gdzie indziej :) Julek ma już prawie 3 tygodnie i świetnie się rozwija. Trzeba przyznać, że straszny głodomorek z niego i non stop chciałby do piersi, no ale cóż mu się dziwić Jak na razie to główne jego zajęcie to spanie, jedzenie i robienie kupek. Aaa, zapomniałem jeszcze o płaczu i krzyku jak coś chce albo jest mu źle. W dzień to już tak południem się przebudza, nie śpi i rozgląda się z ciekawością. Czasami w nocy daje szkoły, ale chyba nie aż tak poważnie. Ale ogólnie bardzo fajny jest i większych kłopotów z nim nie ma. No i strasznie podobny do swojego starszego brata Krystiana
Nie wiem czy to się już gdzieś tutaj pojawiło, ale ja dopiero dzisiaj dostałem linka do bloga Dusiciela, z bardzo wyrazistym nagłówkiem. Dzieci, nie klikać, bo pornografia
Mój najmłodszy bratanek, a i zarazem pewnie chrześniak Julek już w domu Nieźle zarośnięty jest i chyba trzeba go już ostrzyć Widać, że syn fryzjerki. Poniżej kilka fotek Julka dzień po dniu.
Wcześniejszy wpis przedstawiał walory widokowo-turystyczne weekendowego szkolenia w Murzasichlu. Teraz coś o części rozrywkowej, bo o właściwym temacie szkolenia dotyczącego nowego produktu firmy ATLAS, a mianowicie zaprawy do fugowania ARTIS raczej nie będę wspominał. Jak już wspominałem cała impreza odbyła się w Domu Wypoczynkowym "Giewont" w Murzasichlu – Budzowie. Obiekt nowy i dobrze utrzymany, zresztą wszystkiego można się dowiedzieć na ich stronie, a jeśli ktoś wybierałby się w te rejony na wypoczynek, a nie odpowiada mu zakopiański zgiełk, to szczerze polecam. Zresztą miejsce bardzo ciekawe widokowo, o czym było we wcześniejszym wpisie.
W ten weekend niestety nie wykonałem żadnej trasy na rowerze, ale za to miałem okazję być w Murzasichlu przy okazji imprezki dla kontrahentów naszej firmy. Całość odbyła się w Domu Wypoczynkowym "Giewont" (a o tym już przy okazji następnego wpisu), z którego widoki już były wyśmienite, a i pogoda dopisała, była po prostu cudowna. A w niedzielę był mały spacerek - bo tak to trzeba nazwać – ale przecież ludzi, którzy zazwyczaj po górach nie łażą, nie można wlec nie wiadomo gdzie, bo nie dojdą. Trzeba tak opracować trasę, żeby podejście było krótkie i widoczek z celu podróżny efektowny. Wybór padł na Rusinowa Polanę z niezłym widokiem na Tatry Bielskie i Wysokie.
Nie wiem skąd to się bierze, ale non stop muszę gdzieś głową uderzyć. Jak tak dalej pójdzie to w końcu się to odbije na mojej psychice i całkiem mi odbije. Dzisiaj znowu. Przy zamykaniu tylnych drzwi w aucie walnąłem się tak solidnie w czaszkę. Dobrze, że interwencja chirurga, czy wzywanie karetki nie było potrzebne. Chociaż rozcięcie i guz solidny jest, a krwią broczyłem jak Japońce od O-Ren Ishii na "Kill Bill"Quentina Tarantino po odcięciu członków wszelakich Chociaż i tak najlepsze to było w czasie słynnej imprezy po I sesji egzaminacyjnej. Wtedy w jakiś magiczny sposób moją głowę przyciągały ściany jak jakiś magnes. Ale to chyba efekt przedawkowania przepysznego ale w większych ilościach zwalającego z nóg drinku pod nazwą szarlotka. W każdym razie na drugi dzień dobrze nie wyglądałem. Jak ktoś oglądał "Człowieka Słonia"Davida Lyncha i pamięta wygląd Johna Merricka, to może mieć jakieś wyobrażenie Oj, biedna ta moja głowa jest.
Ha, jakaś mania nastała i każda osoba, zawód, grupa, społeczna itp. itd. muszą mieć w roku swój dzień. A na dzisiaj ustalony jest dzień blogera. Nawet przy tej okazji wymyślono zabawę pod nazwą BlogDay 2007, w której trzeba opisać 5 polecanych blogów. No to u ja wrzucę coś od siebie:
Jakoś nigdy nie planowałem się wciągać w prace nad artykułami na Wikipedii, a tu ona sama przyszła do mnie W wtorek bodajże dostałem maila od autora artykułu o Orient Expressie, niejakiego Lucaok z prośbą o możliwość wykorzystanie moich zdjęć z przejazdu tegoż przez Polskę, a dokładnie postoju na stacji PKP w Nowym Sączu, a które zamieszczone są w jednym z moich wpisów. No co miałem nie udostepnić? No i wczoraj sobie zrerknąłem i już są. Na dole 4 ładne fotki w dziale Galeria. Fajnie, jestem z siebie dumny
O dziwnej „egzotycznej” chorobie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego już chyba wszystko powiedziano. Ale z tego co ja gdzieś usłyszałem, to wcale nie zaraził się ona nią na Filipinach, lecz w Egipcie na oazie Al Kohol
Nie wiem czy to się już gdzieś tutaj pojawiło, ale ja dopiero dzisiaj dostałem linka do bloga Dusiciela, z bardzo wyrazistym nagłówkiem. Dzieci, nie klikać, bo pornografia
Z wykształcenia budowlaniec, zawodowo związany z branżą materiałów budowlanych. W wolnych chwilach nałogowo naświetlający się przed monitorem i czasami dla relaksu szalejący na rowerze po okolicznych górach. Swego czasu zadawał się z grupą szaleńców zwaną Wizjonerzy i Kreatorzy Chaosu, a sam określa siebie Stworem z Bagien.
Imieniny: 04.05 Dzień Strażaka
Urodziny: 09.11 12.00 niedziela
Znak zodiaku: pieprzony skorpion
Wzrost: 5,58 stopy
Waga: 143-154 funty (w zleżności od pory roku)
Kolor oczu: browarny
Znaki szczególne: kilka blizn po przerzutkach przez kierownicę
Lokalizacja: Nowy Sącz (niektórzy mówią, że Mała Wieś)