Jakoś nigdy nie planowałem się wciągać w prace nad artykułami na Wikipedii, a tu ona sama przyszła do mnie W wtorek bodajże dostałem maila od autora artykułu o Orient Expressie, niejakiego Lucaok z prośbą o możliwość wykorzystanie moich zdjęć z przejazdu tegoż przez Polskę, a dokładnie postoju na stacji PKP w Nowym Sączu, a które zamieszczone są w jednym z moich wpisów. No co miałem nie udostepnić? No i wczoraj sobie zrerknąłem i już są. Na dole 4 ładne fotki w dziale Galeria. Fajnie, jestem z siebie dumny
Po roku prowadzenia statystyk pora na co ciekawsze wyrażania poszukiwane przez ludzi, które skierowały ich do mnie. Czasami to aż dziw bierze czego to ludzie szukają
Dzisiaj na kilka minut zatrzymał się na stacji PKP w Nowym Sączu, słynny Orient Express. Tak, tak to ten sam pociąg z odrestaurowanymi wagonami, który w 1883 był pierwszym pociągiem transeuropejskim, poruszającym się na trasie Paryż - Konstantynopol. A dlaczego zawitał także do nas? Teraz pociąg ten jest składem typowo turystycznym, tym razem na trasie Wenecja – Wiedeń – Bańska Bystrzyca – Kraków – Warszawa – Malbork – Praga. Dlatego też przy okazji przejazdu z Bańskiej Bystrzycy do Krakowa zawitał do nas Pociąg zatrzymuje się na kilka dni w głównych przystankach swojej trasy, a podróżni w zwiedzają miasto i jego okolice. No wycieczka taka wcale nie jest tania, bo kosztuje 6 tys. euro, no ale wiadomo za co się płaci: legenda, ekskluzywne wagony w tym 3 restauracyjne z wspaniałą kuchnia i cudowną porcelanową zastawą oraz jeden piano-bar z muzyką na żywo. Pełny exclusive po prostu. Jedyny minus, ale nie wiem czy to też tak wygląda na innych odcinkach trasy, to brak oryginalnej lub jakiejś innej zabytkowej lokomotywy. Elektrowóz troszeczkę zespół ogólne wrażenie.
Ale się wczoraj obżarłem krówkami. Mimo tego, że to były kruche, a nie te uwielbiane przeze mnie ciągnące mordoklejki, to i tak wsunąłem ich sporo. Nawet na obiad dużo później poszedłem i nie jadłem standardowego zestawu. Ha, mnie to się marzy, żeby krówki były super ciągnące i znacznie większe. Takie żeby ledwo w buzie się mieściły. Coś jak te, którymi w jednym z moich ulubionych filmów, czyli "Kingsajzie" Olgierda Jedlinę "Ola" częstuje redaktor naczelna pisma "Pasikonik" Zenon Bombalina. Trzeba będzie chyba znaleźć gdzieś te ciągnące i skleić kilka razem. A niech się przytkam na amen
Zastanowił mnie jakiś czas temu sens istnienia opinii o sklepach internetowych w serwisach ceno.pl i opineo.pl. Co do ich funkcji porównania cen to nie mam zastrzeżeń, bo właśnie pozwoliły mi zakupić ten sam towar po niższej cenie, ale istnienie opinii to zwykły pic na wodę.Podejrzenie może wzbudzać już fakt, iż przeglądając opinie napotykamy tylko pozytywne. No, czasami tylko ktoś tam wytyka jakąś drobniutką wpadkę, ale oczywiście opinia jest jak najbardziej pozytywna i nic tylko kupować. Mnie wydało się to coś podejrzane. No i miałem racje.
Przy okazji sobotniego meczu i ulewy w jego przerwie, była okazja podziwiać wspaniałe zjawisko. Po deszczu pojawiły się wspaniałą tęcza a zaraz po niej tęcza wtórna i obydwie były domknięte. Niestety zajmowały one taki fragment nieba, że nie dało się ich ująć w całości na fotce. Szkoda, bo widok był naprawdę przepiękny. Pomyślałem, że może to niebiosa uśmiechnęły się do mnie. Niestety, drugi dzień pokazał coś przeciwnego.
W sobotę miałem okazję być i nawet grać w corocznym meczyku naszej firmy z dwiema zaprzyjaźnionymi firmami. Ja jako człowiek, które z piłką nożną jako zawodnik i kibic jest raczej na opak, postawiony zostałem na obronie. No ale broniłem dostępu do bramki jak lew i czasami nawet z poświeceniem, zaliczając bliski kontakt 3 stopnia z glebą. Ale i tak wciry totalne dostaliśmy - 5:9 Po meczyku oczywiście była część artystyczna, ale ja już się upłynniłem, bo nazajutrz miałem niezwykle ważny wyjazdowy dzień i nie mogłem pozwolić sobie na kaca. A impreza podobno fajna była, bo niektórzy dopiero rano wrócili do domu
Wczoraj niestety nie byłem na rowerku, ale za to poszalałem nieźle w wodzie. A to w związku z firmową wycieczką dla pracowników i dzieciaków do Tatralandii na Słowacji, dobrze już znanego też w Polsce ośrodka wszelakich rozrywek wodnych. Z Nowego Sącza jest tam kawałeczek, bo około 200 km i te 4h w autobusie trzeba było jakoś przeboleć. No ale warto to ścierpieć żeby potem kilka godzin poszaleć korzystając z przeróżnych form rozrywek na wodzie, od tych najprostszych jak zwykły basen, po te dla najbardziej odważnych jak strome i szybkie zjeżdżalnie. Atrakcji jest sporo i nie sposób wszystkich wymienić, wliczając też wspaniały widok na Tatry. Zainteresowanych nimi odsyłam na stronę Tatralandii i do galerii poniżej.
Totalnie zapomniałem, a przedwczoraj, czyli 27 maja minęło 2 lata od mojej rejestracji na Joggerze, a wczoraj 2 lata od pierwszego wpisu. No szybko ten czas leci. Chociaż tak naprawdę, to mój jog rozwiną się dopiero w lipcu zeszłego roku, a wcześniej wpisy były sporadyczne. Ale fakty są faktami i 2 latka stuknęło
Wczoraj znowu można było zobaczyć w Nowym Sączu w akcji pociąg retro. Siedziałem sobie w domciu spokojnie i usłyszałem gwizdy lokomotywy. Ponieważ do mostu na Dunajcu mam kawałeczek i miałem akurat do dyspozycji kamerkę, to ekspresowo zjawiłem się na moście, aby uwiecznić przejazd pociągu. Na szczęście zdążyłem po pociąg zatrzymał się jeszcze na przystanku Nowy Sącz – Miasto i udało mi się złapać moment jak pojawia się zza łuku i wjeżdża na most jak i sam przejazd przez most. No atrakcja pierwszej kategorii. W składzie pociągu lokomotywa parowa Ty2-953 (1944 r.), 2 wagony Bh50512922 129-5 (1963 r.) tzw. "ryflaki", wagon Bhux05701 (1939 r.) i wagon pocztowy Gmhx040314 (1930 r.). Więcej szczegółów nie podaję, bo można sobie poczytać na stronie Skansenu taboru kolejowego w Chabówce koło Rabki.
No to wreszcie dzisiaj zaliczyłem skok na bungee. Udało się przy okazji juwenaliów w WSB-NLU w Nowym Sączu, gdzie co roku jest m.in. taka atrakcja. No wiadomo, że to tylko z dźwigu i wysokości 35 m (tak gdzieś 11-12 piętro w bloku), ale na początek wystarczy. Jak będzie kiedyś możliwość, to trzeba spróbować z większej wysokości.
Ale pierwszy raz nie obyło się bez stresu. Wszystko OK do momentu, kiedy nie wyjeżdża się na górę i widzi odpływającą ziemię. A już całkiem człowiek zastanawia się co robi w momencie jak ma skoczyć i czy przypadkiem rozumu mu nie odebrało. Patrzy w dół a tam wszystko takie mniejsze i myśli, o kurcze co ja robię. Jakoś nie dociera do niego że zabezpieczony jest liną, bo w pierwszej fazie przecież w ogóle tego nie odczuwa i najnormalniej w świecie spada. Ale nie można się długo zastanawiać tylko jazda w dół. Czym więcej czasu na zastanowienie tym gorzej. A samo spadanie to już normalnie czad. No i jeszcze potem to bujanie, no po prostu super. Oj, trzeba będzie kiedyś z powtórzyć, może ze skokiem do tyłu. Aa, razem ze mną skakał Firefox i Thunderbird. Na koszulce oczywiście
Niezapominajki są to kwiatki z bajki.
Rosną nad potoczkiem,
patrzą modrym oczkiem.
Gdy przejeżdżasz łódką, śmieją się cichutko
i szepczą Ci skromnie:
- Nie zapomnij o mnie!
Dzisiaj 15 maja – Dzień Polskiej Niezapominajki, taka nasza odpowiedź na kosmopolityczne walentynki. Urocza niezapominajka kojarzy się z życzliwością, dobrem i ciepłem. No to dla wszystkich błękitny uśmiech ode mnie
W piątek miałem okazję być na spotkaniu dystrybutorów firmy Isover, które firma co roku organizuje.
Tym razem zawitaliśmy do Szczyrku, do Hotelu Skaliste. Tam oczywiście szkolenie produktowe, które trzeba jakoś przeżyć. No a po obiadku był czas na atrakcje. Spotkania te zawsze są urozmaicone ciekawymi zabawami a świeżym powietrzu. Dwa lata temu była Olimpiada Isover w Muszynie, rok temu Mundial Isover w Wysowej, a tym razem Isover Eko Grand Prix. Organizatorzy znowu przygotowali się nieźle i kongruencje do rozegrania były czadowe i zabawa przy nich była przednia
Dzisiaj 4 maja, św. Floriana, czyli Dzień Strażaka. O cholera, moje imieniny. No to pijemy
We wszelkich remizach to się musi dzisiaj dziać. Chociaż nie tylko, bo św. Florian to też patron innych zawodów związanych z ogniem m.in. hutników i kominiarzy oraz - i tu uwaga - wymieniany jest jako patron piwowarów. Może nie u nas, ale w Monachium i Bawarii na pewno. Oj, nosząc takie imię chyba muszę bardziej zainteresować się tą sferą
Wczoraj po raz pierwszy od niepamiętanych czasów miałem okazję zawitać w górki pieszo. A to przy okazji spotkania z Lulkiem vel Filkiem, chyba po 2 latach. Też mając wolny długi weekend chciał wpaść do New Sącza i przy okazji lekko gdzieś poczłapać w terenie i łyknąć jakiegoś browarka.
Coś mnie w tym roku wzięło na zrobienie pisanki. Ale jak już robić, to z rozmacham czyli na strusich jajach. Pomysłem zaraziłem też skutecznie bratową.
Pierwszym etapem było załatwienie wydmuszek (wydmuch chyba ) ze strusich jaj. Na szczęście ok. 30 km ode mnie jest spora strusia ferma, więc bez problemu załatwiłem. Zresztą ze strusi sprzedają wszystko, włącznie ze skorupami z jaj właśnie. Docelowo to sprowadziłem 6 skorup, bo jeszcze jedno dla bratowej i 3 dla kumpli z firmy, bo jak zobaczyli, że ja mam, to też chcieli
Dzisiaj o ciekawej tradycji którą podtrzymuje moja rodzinka, a mianowicie będzie o palmie. Właściwie to nam palma odbija cały czas, ale ja mam na myśli palmę wielkanocną.
Co za porąbany i męczący dzień. Nie dość, że wszystko wychodziło nie tak jak powinno, to jeszcze nieświadomie zepsułem komuś jego ciężką prac. Bardzo mi przykro i smutno z tego powodu Dobrze, że ten dzień już za kilka minut się kończy. Idę spać. Trzeba mieć nadzieję, że jutro będzie lepiej
No to dostałem wczoraj niezła nowinę. Po raz 4 zostanę wujkiem. No, to teraz już przed chrzestnym się nie obronię. Ha, to w takim razie muszę sobie zastrzec możliwość udziału w obradach nad wyborem imienia.
Mój jogg do poczytnych raczej nie należy, bo zresztą nawet na to się nie nastawiam i średnia wizyt to kilka/kilkanaście wejść na dzień. Od założenia statystyki na Stat 24 nazbierało się tego niewiele, bo do przedwczoraj coś koło 2800 wejść. Przeważnie to ludzi zaglądali przy okazji poszukiwania ikonek do Psi i motywów do Firefoksa i Thunderbirda na bazie ikon Tango. A wczoraj to się normalnie narobiło. Szok i masakra. Zaliczyłem 1566 wejść (Google Analytics zliczyło nawet 1601). O kurde, sobie pomyślałem, co się im porąbało czy co? No ale zaraz wszystko się wyjaśniło. Całe to zamieszanie spowodował jeden króciutki wpis z 3 listopada na temat Światowego Dnia Mężczyzn, takiego chyba trochę przyszywanego na siłę A jako że wczoraj przypada ten bardziej popularny termin, no to sobie ludzie szukali coś na ten temat, a mój wpisik na ten temat przy zapytaniu dzień mężczyzn(y) lądował na 1 stronie w Google, więc co się dziwić. Dzisiaj jest jeszcze czkawka po wczorajszym, ale już słabiutko.
Ale cholera życzeń przy okazji to nikt nie zostawił
A tak na marginesie, czy tylko u mnie coś nie tak z joggerowym botem?
Przy okazji wczorajszych życzeń na dobranoc dla przyjaciółki, zawierających m.in. tekst „... i niech mocno przytuli Ciebie Twoja poduszka ...”, stwierdziła ona, że podusię to mam ja, a ona to ma jasia. Przerzuciło się to też na dzisiejszą rozmowę na GG (no niestety nie posługuje się Jabberem) i stwierdziłem, że to takie niesprawiedliwe. Kobiety mają jasia, a faceci jakąś bezimienną poduszkę. Może powinna mieć ona też jakąś nazwę powiązaną oczywiście z żeńskim imieniem. Może karolinka albo jolka? No to kumpela stwierdziła, że trzeba rozpisać plebiscyt. Pomysł przedni więc do roboty.
Niniejszym ogłaszam plebiscyt na żeńską nazwę dla poduszki, tak jak to ma miejsce w przypadku męskiego jaśka (niby to mała poduszka, ale jednak poduszka). Propozycje można wpisywać w komentarzach przez najbliższe kilka dni, a najciekawsze i najczęściej pojawiające się wezmą później udział a ankiecie. No to zapraszam do zabawy
No, to u nas firmie już po małym spotkaniu przy okazji Dnia Kobiet. Ja jak zwykle serwowałem kawusię i ciacho, a szefo zajął się kwiatami, prezencikami i odrobinką alkoholu. I tak w miłym nastroju minęła część dnia. A koledzy z tego powodu nazywają mnie złośliwie "bawidamkiem" a cóż w tym złego?
A jak już piszę w tym temacie, to wszystkim paniom życzę, aby były zawsze szczęśliwe, złym losom nieznanie i przez wszystkich uwielbiane. I nie tylko tego jednego dnia, nie przez cały rok, ale przez całe życie
Oj miałem dzisiaj małe spięcie z firmą Jysk (taka inna Ikea). A to przez mały zakup u nich. Ale od początku. Na wtorkowe spotkanie w firmie potrzebowałem dodatkowe 30 szt. krzeseł, bo ilość będąca w firmie jest niewystarczająca, a pożyczać już nie chcieliśmy, no bo ileż razy można. No to udałem się na poszukiwania najpierw u nas w Sączu i od razu do Jyska, bo Ikei jeszcze u nas nie ma, a tam najlepiej coś takiego ustrzelić. Oczywiście dość szybko namierzyłem interesujący mnie wzór, ale okazało się, że w tej chwili nie ma na tyle bo są zarezerwowane. Jednak kierownik sklepu zapewnił mnie, że mogę spokojnie przyjechać w czwartek, bo mają zamówione i będą na 100%. No to spokojny, że sprawę już mam załatwioną nie szukałem już gdzie indziej.
Jest prawdą powiedzenie, że jak człowiek ma w bród roboty, to się mu zwali jeszcze więcej. Nie dość, że mam swojej roboty sporo, to jeszcze co chwilę grzebię ludziom w kompach, bo coś im nie działa. I nie tylko w pracy, ale także u rodzinki i znajomych.
No wreszcie weekend. A tydzień był zakręcony, bo w środę była firmowa impreza z najlepszymi odbiorcami i było przy okazji trochę roboty. A zazwyczaj tak jest, że jak człowiek ma dużo na głowie, to mu dowali się jeszcze drugie tyle. I tak też było u mnie.
A imprezka firmowa ogólnie spoko. W środku tygodnia dzień zamienia się rolami z nocą. A rano do roboty. Chyba niezły dzień był na picie, bo nie pamiętam kiedy ostatnio zdarzyło mi się, żebym na drugi dzień nie miał kaca i żołądek mi nie napierdzielał. Chociaż troszkę się łyknęło, a papierochów też popaliło. Gorzała widać dobra była, a i zakąsić też czym było
Mamy już 2007 rok. Wszyscy postarzeliśmy się o rok. Jak na końcu roku czas na podsumowania, tak z początkiem nowego na plany, zamierzenia i postanowienia. Może to i bez sensu, ale trzeba wyznaczać sobie jakieś cele. Znajomi będą mnie mogli za rok rozliczyć
Dzisiaj Sylwester, więc czas na podsumowanie minionego 2006 roku, bo przez te kilka godzin już chyba nic nadzwyczajnego się nie wydarzy. W kilku słowach można powiedzieć, że ten rok był dla mnie bardzo dziwny. Z jednej strony wspaniały, a z drugiej fatalny. I to w odniesieniu do tej samej rzeczy takie skrajne odczucia. Ciekawe co?
No już prawie po świętach, czyli pierwsza część męczarni za mną. Nie będę już ze wszystkich stron atakowany durnymi kawałkami typu „Last Christmas” Wham czy „Biały śnieg i Ty” Rubika. No przed świętami można było ocipieć normalnie. Teraz jeszcze przetrwać sylwestra i będzie już lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jutro już święta dlatego pragnę złożyć wszystkim zaglądającym tutaj życzenia radosnych, zdrowych pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. A ponieważ dzisiaj jest szczególny dzień, Wigilia i życzenia składane dzisiaj mają największą moc pragnę wszystkim życzyć, aby byli szczęśliwi, czyli tego, czego mi brak. To będą chyba najgorsze święta w moim życiu. Widzę, że nie mam szans na odwzajemnione uczucie. No i najlepsza kumpela, która była dla mnie wsparciem w trudnych chwilach dowiaduje się, że ma nowotwór. Koszmar.
Uff, mała przerwa we wpisach, ale po pierwsze wysadziłem sobie system w kosmos, a po drugie trochę zabawy z kartkami świątecznymi było. System już oczywiście działa pięknie i sprawnie a w firmie 580 szt. kartek wydrukowane, podpisane i rozesłane. Do znajomych też już wysłałem. Ha ha, do niektórych już nawet doszły, bo miałem już SMS-a z pytaniem o adres, bo się zawieruszył albo zapomniał. Kończę tylko jeszcze pracę nad tą jedyną i niepowtarzalną kartką. Już prawie koniec, a robię od piątku wieczorem. Wszystko ręcznie, bez protezy jaką jest komputer. Ona ma mieć po prostu w sobie coś więcej.
A nas w firmie już wczoraj odwiedził Mikołaj, żeby podarować prezenty dzieciom pracowników. Oczywiście wszystkie dzieci zostały wcześniej odpytane i rozliczone z zachowania i dobrych uczynków za ubiegły rok, ale na szczęście nie było z tym problemów i mógł spokojnie przystąpić do rozdawania prezentów. Niektóre dzieci widziały Mikołaja po raz pierwszy i od razu go polubiły. Za to niektóre te już troszkę większe czuły respekt, jakby miały coś na sumieniu i się bały Ale po chwili rozmowy z Mikołajem już się nie bały. Na zakończenie była okazja na wspólną fotografię.
Masakra normalnie. Mój dojazd i powrót z pracy ze standardowych 10-15 minut w jedną stronę, coraz bardziej ostatnio się wydłuża. Nie dość, że na jedynym moście na Dunajcu w Nowym Sączu jest coraz gorzej i trzeba odstać swoje w korku, to jeszcze teraz zaczęli remont fragmentu ulicy Węgierskiej (wylotówka na Piwniczną i Nowy Targ, więc ruch jest spory) tuż przed miejscem gdzie pracuje. Wczoraj powrót z pracy do domu zajął mi 40 minut. Czyli przez ten fatalny stan komunikacji w naszym mieście tracę dodatkowo godzinę dziennie. I co tu się dziwić, że człowiekowi coraz bardziej czasu brakuje.
Trochę już nieświeże, ale temat dość ważny, a ja ostatnio jakoś nie miałem energii żeby cokolwiek pisać. Ale do rzeczy. Kolejny raz w Wybiórczej albo jak kto woli Głosie Tel Awiwu pojawił się artykuł "Wojna na szlaku" na temat problemów związanych z crossowcami na beskidzkich szlakach. Lektura ciekawa, bo są wypowiedzi ludzi z obydwu stron. Warto zajrzeć oczywiście na dyskusję na forum, gdzie dominują oczywiście przeciwnicy tych buraków na motorach.
Czas na podsumowanie wyborów w moim mieście. Nie da się niestety ukryć, że jak na razie PiS są górą. W wyborach na Prezydenta Miasta kandydat PiS zdobył 33%, natomiast niezależny, ale popierany przez PO 27%. Ciekawe jak zachowają się w II turze wyborcy, którzy oddali głosy na innych kandydatów. Ja jednak mam nadzieję, że ludzie wybiorą fachowca Lachowicza a nie polityka Nowaka. W 23 osobowej radzie miasta nie jest dobrze. PiS zdobył 10 mandatów, PO 7, lokalne Porozumienie Sądeckie 3 a Sądecki Dialog 2. Lewica i Demokraci mogą się poszczycić tylko 1 mandatem, natomiast bez mandatów pozostaje LPR i Samoobrona, której lista została unieważniona ze względu na fałszerstwa. Dało się zresztą zauważyć, ze ludzie mają jakąś zaćmę na oczach i głosowali nie wiedząc dokładnie na kogo, byle był z PiS. Żałosne to. Ale to chyba tylko i wyłącznie dlatego, że jest miasto geriatryczne. Większość młodych ludzi albo studiuje w innych miastach, albo jest za granicą, stąd takie wyniki.
To było dokładnie 9 listopada o godzinie 12:00 ładnych parę lat temu. Przyszło na świat wtedy takie małe stworzonko, któremu nie wiadomo dlaczego dano takie dziwne imię. Dopiero 2 lata temu miałem okazję uścisnąć dłoń swojemu imiennikowi. I nie był to Polak, tylko Austriak. Jak na razie, to cały moje dotychczasowe życie można by zawrzeć we fraszce Jana Czarnego „Życiorys”:
Ha, kumpeli oszczeniła się suczka Saba. Ma 5 szczeniąt, 3 dziewczynki i 2 chłopców. Jednej już załatwiłem imię Kejti Zaakceptowane bez sprzeciwu. I nie da się ukryć, że to najśliczniejszy szczeniaczek. A może tak na spółkę z bratankiem przygarnąć?
Myślałem, że ten weekend taki nijaki będzie, a tu wczoraj po południu zadzwonił Rychu z pytaniem co robię wieczorkiem. Jak to co robię? Nic szczególnego. No o umówiliśmy się na browarka(i). Posiedzieliśmy kilka godzin i powspominaliśmy stare, dobre czasy. Kawał czasu nie było okazji się spotkać. Ostatnio, to mieliśmy okazję tak posiedzieć 13 sierpnia. Gość coś ostatnio wpadł chyba w dołek albo nie ma co robić i za dużo myśli. Zaczął narzekać jacy to my starzy jesteśmy. Cholera i przez to jego gadanie mi się też udzieliło. Przez tą paskudną pogodę pewnie też. A i urodziny za kilka dni. Znowu o rok starszy, znowu człowiek będzie patrzył do tyłu, rozliczał się z rzeczy, na których mu zależało, a które szlag trafił i lub które sam spieprzył. Czasami już mam dość i zastanawiam się czy nie pieprznąć tym wszystkim, postawić grubą kreskę na tym co było i zacząć coś nowego. Może nawet w drastyczny sposób, całkiem gdzie indziej, bo przecież nic mnie tu nie trzyma.
Wieczorkiem przynajmniej wyskoczyłem na basen i wykonałem program standardowy. Już dzisiaj w czasie drugiej wizyty udało mi się zrobić 50 m pod wodą. Jest OK
Zima, zima, wszyscy piszą o zimie, jakby to było coś nowego. No żyjemy w takiej strefie klimatycznej, że pora roku zwana zimą występuje i opady śniegu nie są niczym dziwnym. Raz wcześniej, innym razem później, ale niestety aura bywa kapryśna i przeważnie lubi wcześniej i to tak, żeby zaskoczyć drogowców. No przecież oni się jej nie spodziewają. Zawsze liczą, że w tym roku śnieg nie spadnie.
Za to dzisiaj u gumiarzy jak w ulu, masakra normalnie. Wszyscy się obudzili, że trzeba opony zmienić. A ja musiałem podjechać, bo zmieniałem gumy we wtorek i wczoraj miałem kapcia. Coś goście spieprzyli i dzisiaj złożyłem reklamację. Zostawiłem im koło i po pracy odbiorę, a sam na zapasówce jeżdżę.
Wczoraj bardzo roboczy dzień miałem. Po pracy już nie było laby, tylko wziąłem się za malowanie pokoju bratanka, bo mnie już molestuje kawałem czasu. A jako dobrym wujkiem jestem Najbardziej to mnie wkurza zabezpieczanie wszystkiego: okna, drzwi, listwy. Taki nieduży pokoik a zużyłem 3 rolki taśmy. Ale lepiej dobrze zabezpieczyć, żeby nie popaprać. Sufit zrobiony, dzisiaj ściany na egzotyczny pomarańcz. Zwariuje tam młody No i czeka mnie jeszcze skręcanie nowych mebli. Masakra.
Dzisiaj przed pracą trzeba było jechać na wymianę bucików w łupince, bo zima idzie. Jak ja nie lubię zimowych gum. A u gumiarzy kolejki takie, że szok. Zostawiłem autko w rękach kumpla, odbiorę po pracy.
Niestety dzisiaj pogoda fatalna i z roweru wyszły nici. Chyba już powoli trzeba będzie rower przygotować do „zimowego snu”. Chociaż mam jeszcze nadzieję, że matka natura nie będzie złośliwa i trochę ładnej pogody jeszcze będzie, żeby zaliczyć jakąś traskę. A tymczasem dzisiaj zacząłem już program zimowy czyli basen. Na dzień dobry 40x25 m i po odpoczynku jeszcze 1,5x25 pod wodą. Nie udało się standardowo 2x, ale to dopiero pierwsza wizyta na basenie po 6 miesiącach. Za 2-3 razem już będzie OK.
Jak donosi Gazeta.pl radio RMF FM zostało sprzedane niemieckiemu koncernowi Bauer. Główni akcjonariusze, w tym i założyciel Stanisław Tyczyński, który dość lakonicznie pożegnał się z pracownikami rozgłośni, odpowiedzieli na wezwanie Bauera na akcje Broker FM. Zresztą Tyczyński nigdy nie był wylewny. Pamiętam jego orędzia noworoczne, które zamykały się w jednym zdaniu:
A tak na marginesie, to nie wiem czym się tak wszyscy podniecają po upublicznieniu rozmowy Michnik/Gudzowaty. Niektórzy doszukują się w tym nie wiadomo czego, a chodzi o kasę. Gudzowaty ją lubi, a jego interesy są ściśle powiązane z polityką, więc musi przypodobać się nowej władzy.
O dziwnej „egzotycznej” chorobie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego już chyba wszystko powiedziano. Ale z tego co ja gdzieś usłyszałem, to wcale nie zaraził się ona nią na Filipinach, lecz w Egipcie na oazie Al Kohol
Nie wiem czy to się już gdzieś tutaj pojawiło, ale ja dopiero dzisiaj dostałem linka do bloga Dusiciela, z bardzo wyrazistym nagłówkiem. Dzieci, nie klikać, bo pornografia
Z wykształcenia budowlaniec, zawodowo związany z branżą materiałów budowlanych. W wolnych chwilach nałogowo naświetlający się przed monitorem i czasami dla relaksu szalejący na rowerze po okolicznych górach. Swego czasu zadawał się z grupą szaleńców zwaną Wizjonerzy i Kreatorzy Chaosu, a sam określa siebie Stworem z Bagien.
Imieniny: 04.05 Dzień Strażaka
Urodziny: 09.11 12.00 niedziela
Znak zodiaku: pieprzony skorpion
Wzrost: 5,58 stopy
Waga: 143-154 funty (w zleżności od pory roku)
Kolor oczu: browarny
Znaki szczególne: kilka blizn po przerzutkach przez kierownicę
Lokalizacja: Nowy Sącz (niektórzy mówią, że Mała Wieś)