Kartki otrzymane
Jak już wspominałem kilka wpisów niżej opisując projekt naszej firmowej kartki, na Boże Narodzenie wysyłamy do naszych kontrahentów i zaprzyjaźnionych firm, instytucji, pracowników obecnych i byłych itp. itd. kartki z życzeniami świątecznymi i noworocznymi. Oczywiście my też otrzymujemy ogromną liczbę kartek od pamiętających o nas. Tradycją u nas jest, że wszystkie kartki są wystawione w widocznym miejscu, aby cieszyć nas swoim widokiem przez cały okres bożonarodzeniowy.
Kartka świąteczna
Ponieważ zbliżają się święta, to i przyszedł czas na wysyłanie kartek. No jak zwykle w firmie to na mojej głowie, począwszy od zaprojektowania po sam fakt wysłania (no po za drukiem oczywiście). W tym roku odszedłem trochę od barw firmowych, bo zazwyczaj kartki były w kolorystyce czerwono - białej i już się to trochę przejadło. Tak trochę odwrotnie niż barwy narodowe, ale tam chociaż białego i czerwonego po równo, a u nas czerwień dominuje. Tak więc zazwyczaj był to czerwony nadruk na białym papierze lub srebrny na czerwonym 
Po inwentaryzacji
No to firmie jesteśmy po 4-dniowej inwentaryzacji. Jak zwykle trzeba niestety poświęcić nią też weekend. Zamiast w sobotę balować a w niedzielę leczyć KAC-a (kur... abrakadabra czachy) ;) , to ja zapieprzałem. Liczyć jak zwykle co było, a według moich podsumowań to nawet więcej niż w tamtym roku. Niby pozycji mniej, bo 2643 (w poprzednim roku 2750), ale za to jednostek (szt./m2/mb) duużo więcej – bo 795 tys. (w poprzednim roku 565 tys.) czyli ponad 40% więcej. A skład zespołu mniej liczebny bo 17-osobowy. Ja jak zwykle w komisji nadzorującej, bo ktoś musi patrzeć na ręce tym materialnie odpowiedzialnym
A i przed liczeniem dla rozruszania szarych komórek zapodałem większości krążącą ostatnio po sieci banalną zagadkę z liczeniem nóg.
Oops ;)
Ostatnio przy okazji zakupu nowego serwerka zakupiliśmy też w firmie nowego UPS-a, a mianowicie Ares 1000 firmy Fideltronik. Tylko już na początku zaczął robić nam jaja. Humory miał, raz się włączał w tryb awaryjny a raz nie. Będąc pewien, że sprzęt jest przecież nowy i wcześniej naładowany podłączyłem do niego serwer, a przy najbliższym chwilowym braku prądu nie przełączył się w tryb awaryjny. No zdziwiło mnie to. Ale odpiąłem i sprawdziłem na innym sprzęcie i tutaj o dziwo wszystko było OK. No to jeszcze raz podłączyłem pod niego serwer, a ten znowu przy najbliższej okazji powiedział „spieprzaj dziadu”. No to się już wkurzyłem. Oczywiście poszukałem kontaktu do serwisu firmy Fideltronik (coś źle mi się kojarzyła z Fidelem Castro
) i zadzwoniłem, żeby sprawę skonsultować. Oczywiście zasugerowano na początku, że może zasilacz zbyt duży i żeby jeszcze raz sprawdzić na innym sprzęcie. Zasilacz oczywiście okazał się niczym (370 W) do możliwości UPS-a a na innym komputerze tym razem już nie zadziałał. Zresztą trudno powiedzieć gdzie leży wina, ale wiadomo co czasem dzieje się w transporcie sprzętu. No i tutaj firma zaskoczył mnie, bo w tym momencie zaproponowali, że trzeba UPS-a wziąć na serwis i nawet koszty przesyłki pokrywają oni i załatwiają kuriera. No pięknie. Po kilku dniach UPS wrócił i chodzi jak trzeba. No trzeba przyznać, że spisali się. Czasami zdarza się mi innym rugać tutaj jakieś firmy, ale tym razem należy się pochwała za szybkie i pozytywne załatwienie sprawy. Oby tak wszędzie było 
Nowy komp w pracy :)
No to działam sobie w pracy już na nowym sprzęciku tj. Fujitsu-Siemens Computers Esprimo Edition P2410. Nie jest to oczywiście jakiś straszny wymiot, bo to ma być komputer biurowy, ale jest OK. Szczegółowe dane:
Dykta z rana jak śmietana
Dzisiaj gorąco, a u nas w firmie dodatkowo po sobotniej awarii wodociągu nie ma wody i o ile pitna zawsze jakoś się znajdzie, to gorzej z tą użytkową do mycia i spłukiwania. Jak ktoś się zapomni albo obcy przyjdzie to się załatwi w szalecie i nie spłukanie, bo czym niby? Śliną? No i istniej poważne zagrożenie powstania katastrofy sanitarno-epidemiologicznej, więc trzeba się jakoś chronić i zabijać zarazki. Jak wiadomo spirytus do tych celów jest najlepszy, zabije zarazki a i człowiek ugasi pragnienie w gorący dzień. Ponieważ ten czysty drogi to trzeba się ratować tym zanieczyszczonym, zwanym denaturatem. Piękny kolorek ma nawet, fioletowy taki. Smaczek też niczego sobie. Mm, no miodzie normalnie. Producent ma nawet ciekawą nazwę – Deliker. Szkoda, że nie De Likier albo jakoś tak
Ponieważ w biurze takich trunków nie wypada spożywać, to najlepiej zrobić to na magazynie. Miejsce i trunek powinny z sobą współgrać. Spokojnie mógłby to być też jakiś park, ale to miejsce publiczne i mandat można zaliczyć. Tak więc lepiej na swoim podwórku.
No to smacznego 
Rura pękła
Dzisiaj tak niczego sobie, tak najnormalniej w świecie pękła sobie u nas w firmie rura wodociągowa. Dobrze, że przynajmniej jeszcze w czasie pracy, bo jakby tak po 14 to pewnie lałoby się do poniedziałku. No i musiała tak akurat na wjeździe na plac magazynowy jakby nie mogła w innym miejscu. Złośliwa ta rura. Oczywiście woda zalała cały plac. Ale przynajmniej fajny widoczek na niby gejzer był i fajnie też podniósł się asfalt i chodziło się po nim jak po nadmuchanej poduszce. No po jakiejś godzince dopiero odcięli wodę i przestało się lać. Tylko teraz powstaje pytanie. Kiedy usuną usterkę i znowu pojawi się woda w kranie? I nie jest tu problemem woda na kawkę bo i tak korzysta się z mineralnej lub źródlanej, ale o spłukiwanie kibelków głównie. Smrodek może się zrobić.
Jeśli dziś 28 ...
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń,
kiedy pełną kieszeń znowu mam ...
♫ Klaus Mitffoch - Jezu, jak się cieszę
Nazewnictwo sprzętu :)
W firmie dorobiliśmy się nowego serwerka HP ProLiant ML110 G4 do obsługi bazy danych SQL dla CDN XL. Nieduży to sprzęcik, ale nowy i fajniutki. Najważniejsze jest jednak to, jaką nazwę otrzymał. Otóż zwie się on IRASIAD
i nie jest to wcale mój pomysł. Widać nie brakuje ludzi z poczuciem humoru. Irasiad niby już chyba wszystkim dobrze znany i oklepany ale cieszy 
Moda biurowa - wiosna 2007
Przy okazji małego spotkania w piątek kumpel pochwalił się nieopatrznie, ze kiedyś pracował w zakładzie krawieckim i miał okazję być nawet modelem. I tutaj spotkał go ogromny cios od kumpeli, która stwierdziła, że prezentował chyba odzież roboczą
Oj, wziął sobie to chyba do serca ;) bo teraz zaczyna prezentować modę biurową. Taką na wiosenną porę. Niby ciepło, ale w łapcie może być z rana zimno. Chociaż dziwne, bo chodzi w nich cały dzień. Ja już podejrzewam, że coś przed nami ukrywa. Pojawiły się mu stygmaty i nie chce tego ujawniać. Chociaż to też byłoby dziwne bo jakiś szczególnych oznak świętości u tego człowieka nie widać. Raczej w przeciwnym kierunku 
Krzesełka z Jysk
Oj miałem dzisiaj małe spięcie z firmą Jysk (taka inna Ikea). A to przez mały zakup u nich. Ale od początku. Na wtorkowe spotkanie w firmie potrzebowałem dodatkowe 30 szt. krzeseł, bo ilość będąca w firmie jest niewystarczająca, a pożyczać już nie chcieliśmy, no bo ileż razy można. No to udałem się na poszukiwania najpierw u nas w Sączu i od razu do Jyska, bo Ikei jeszcze u nas nie ma, a tam najlepiej coś takiego ustrzelić. Oczywiście dość szybko namierzyłem interesujący mnie wzór, ale okazało się, że w tej chwili nie ma na tyle bo są zarezerwowane. Jednak kierownik sklepu zapewnił mnie, że mogę spokojnie przyjechać w czwartek, bo mają zamówione i będą na 100%. No to spokojny, że sprawę już mam załatwioną nie szukałem już gdzie indziej.
Wreszcie weekend
No wreszcie weekend. A tydzień był zakręcony, bo w środę była firmowa impreza z najlepszymi odbiorcami i było przy okazji trochę roboty. A zazwyczaj tak jest, że jak człowiek ma dużo na głowie, to mu dowali się jeszcze drugie tyle. I tak też było u mnie.
A imprezka firmowa ogólnie spoko. W środku tygodnia dzień zamienia się rolami z nocą. A rano do roboty. Chyba niezły dzień był na picie, bo nie pamiętam kiedy ostatnio zdarzyło mi się, żebym na drugi dzień nie miał kaca i żołądek mi nie napierdzielał. Chociaż troszkę się łyknęło, a papierochów też popaliło. Gorzała widać dobra była, a i zakąsić też czym było 
♫ Kult - Inżynierowie z petrobudowy
Mikołaj
A nas w firmie już wczoraj odwiedził Mikołaj, żeby podarować prezenty dzieciom pracowników. Oczywiście wszystkie dzieci zostały wcześniej odpytane i rozliczone z zachowania i dobrych uczynków za ubiegły rok, ale na szczęście nie było z tym problemów i mógł spokojnie przystąpić do rozdawania prezentów. Niektóre dzieci widziały Mikołaja po raz pierwszy i od razu go polubiły. Za to niektóre te już troszkę większe czuły respekt, jakby miały coś na sumieniu i się bały
Ale po chwili rozmowy z Mikołajem już się nie bały.
Na zakończenie była okazja na wspólną fotografię.
Inwentaryzacja
No to po 3-dniowej inwentaryzacji w firmie. Jazda na całego, 2 dni od 8-20, a dzisiaj do 14. A było co liczyć mimo zespołu 19 osób - 565 tys. jednostek (szt./m2/mb) w 2750 pozycjach. A trzeba pamiętać, że przed inwentaryzacją stany magazynowe są minimalne. Czasami człowiekowi się dwoiło i troiło w oczach, że każdemu wychodziły inne wyniki, albo za każdym razem inne ;) Ale liczy się do skutku. Ogólnie wyszło OK, jak na taką rotację na magazynie, więc materialnie odpowiedzialni mogą spać spokojnie. Ja na szczęście nie mam takiego problemu, zresztą z tego też powodu nadzorowałem tych liczących, czy dobrze liczą. Można się było na nich wyżyć 
W pracy, ale imprezowo
Ten weekend niestety znowu w pracy, ale rozrywkowo. Mieliśmy firmowe spotkanie z kontrahentami w Karczmie Regionalnej w Krynicy – Czarnym Potoku. Oczywiście nie tylko samą imprezą człowiek żyje, więc zabraliśmy naszych przyjaciół kolejką gondolową na Jaworzynę Krynicką na podziwianie wspaniałych widoków, bo pogoda była cudna. Na górze uraczyliśmy ich słynną łącką śliwowicą. Niektórym łzy stawały w oczach 
Bajzel
Mecz
Właśnie wróciłem z kolejnej potyczki na boisku piłkarskim naszej ekipy z zaprzyjaźnionymi firmami. Tym razem na mniejszym boisku i 2 połowy po 30 minut ale też był wyczerpujący. Po meczu jak zwykle imprezka, tym razem z przepyszną sarniną, zakrapiana mocnymi alkoholami. Ja tym razem wyłączyłem się z popijawy i specjalnie pojechałem łupinką. Wolałem nie pić, bo dzisiaj to zaprułbym się pewnie na amen. A sytuacja tego niewarta, więc po co?
Poniżej 2 fotki z meczu 
Kac
Niestety dzisiaj nie wykonałem żadnej trasy na rowerze. A to wszystko przez dzień wczorajszy, a
dokładnie doroczny mecz piłki nożnej miedzy naszą a zaprzyjaźnioną firmą. Pełnoprawny - 2x 45 minut
+ dogrywka (tutaj już tylko 10 minut), na pełnowymiarowym boisku, drużyny po 11 osób. Jako
odmieniec za piłką nożną nie przepadam ani grać za bardzo nie potrafię, dlatego gram zawsze na
obronie i to tylko dlatego, że jest problem ze skompletowaniem całej drużyny. Wczoraj zdołaliśmy
zebrać tylko 11 zawodników, więc cały mecz, czyli 100 minut grali wszyscy bez zmian. No ale nasi
grali z poświęceniem i wygraliśmy po dogrywce 4:3. Ale nie mecz było powodem rezygnacji z roweru,
lecz to, co się działo później, czyli imprezka z prosiakiem z rożna i innymi pysznościami, suto
zakrapianymi mocnymi alkoholami, a ja do mocnych w te klocki nie należę. Chociaż dobrze się
złożyło, bo po ostatnich burzliwych wydarzeniach czułem, że muszę się zresetować. Na twardo. No
więc dzisiaj rano musiałem odbyć karę za zaniechanie dalszego picia, czyli zaliczyć coś co sie
nazywa ku...ska abrakadabra czachy, powszechnie znana jako kac. Można było
niby jechać, bo podobno na kaca najlepsza jest ciężka praca, co sam też stwierdziłem nie raz,
chociaż niektórzy twierdzą, że na kaca najlepsze jest powietrze z pompki do materaca (kabaret „Ani
Mru Mru” w skeczu "Romek" w którym szczuplejsza część kabaretu niesamowicie naśladuje dmuchaną lalkę
No ale jechać rowerem się nie dało, no bo strasznie padało. Normalnie ulewa. A po drugie jak tu
wsiąść za kierownicą samochodu na kacu, żeby dojechać w teren. No to leczyłem się innymi metodami.
Lodowaty prysznic + sen. Nie ma to jak przespać niemiłe zjawiska.
Kluczyki
Ech, ja to jestem zdolny. Pojechałem dzisiaj załatwić sprawy na
mieście służbowym autem i nie wiem jakim cudem zatrzasnąłem
kluczyki w środku. Zresztą wiele innych cudownych rzeczy potrafię -
mówcie do mnie Mesjasz 
Dobrze, że to na miejscu, a nie gdzieś np. w Poznaniu. Dobrze, że jest kluczyk zapasowy. Ale niestety u Prezesa w biurku pod kluczem, a Prezesa dzisiaj nie ma. No ale na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i przywieźli mi z firmy zapasowy.
Ale ja przeczuwałem, ze coś się dzisiaj złego stanie. Zawsze jak mam zbyt dobry humor, to coś się musi stać. A tak było dzisiaj. Dosłownie mogłem sobie nucić „od rana mam dobry humor …” a tu masz …
Jestem gwiazdą
Tak tak, jestem gwiazdą
Przeglądam sobie materiały reklamowe firmy Isover, a dokładnie
relację z majowej imprezy w Wysowej z tą firmą pod nazwą „Mundial Isover 2006” (to w związku z
tegorocznym Mundialem, w tamtym roku była „Olimpiada Isover”) a tu szok. Fotka ze mną i Włodkiem.
Maluje mu twarz farbami w barwy wojenne przed rozgrywkami. Biedactwo samo nie umiało to mu
pomogłem. A ja sam sobie pomalowałem. Tak ze mnie Zosia samosia 
Oj, chyba woda sodowa uderzy mi do głowy. Może komuś autograf? 
























Bliskie sercu
Śledzone blogi










