Jesień w pełni, więc tym razem wypad w bardzo ciekawy na tę porę roku rejon. Z Ochotnicy GórnejJaszcze podejście bez znaków do żółtego szlaku z Jamnego na Przysłop Dolny. Tam delikatne zboczenie na polanę Bieniowe ze świetnym widokiem na Kudłoń i Gorc. Dalej zielonym szlakiem w kierunku Turbacza, obchodząc lekko Przysłop, na polanę Przysłop Górny. Tam widoki na zachód, zwłaszcza Lubań. Dalej znowu mały skok w bok, tym razem na polanę Średniak, z innym już spojrzeniem na Kudoń i Gorc. A później Już tylko pozostało dotarcie do celu – na polanę Jaworzyna Kamienicka, z jednym z ciekawszych widoków w Beskidach Zachodnich, słynną Bulandową Kapliczką i jaskinią Zbójecka Jama w sąsiedztwie. Można tam siedzieć w nieskończoność podziwiając widok na dolinę Kamienicy oraz Kudłoń z jednej strony i Gorc z drugiej. Powrót dokładnie tą samą trasą, cóż park narodowy, skrótu na dziko nie da się zrobić.
6 listopada, jak zwykle w niedzielę przy pięknej pogodzie mały spacerek. Tym razem Lubań w Gorcach, niebieskim szlakiem z Ochotnicy Dolnej. Po drodze świetne można było podziwiać jeszcze jesień. Się trzymała dobrze. Ostanie podejście na szczyt troche meczące. Kto podchodził na Lubań od zachodu, ten wie. Ale za to na szczycie od razu nagroda i świetny widok na Tatry, Podhale i Jezioro Czorsztyńskie. Potem zejście na polanę Wierch Lubania, na której latem działa baza namiotowa. Zajrzałem też na ambonę skalną Samorody i oczywiście ruiny starego schroniska. Na źródełko i ruiny drugiego schroniska na Polanie Wyrobki już nie było czasu. Za to obszedłem sobie szczyt od północnej strony, żeby zerknąć też na Pasmo RadziejowejBeskidu Sądeckiego z zielonego szlaku do Tylmanowej. A powrót zielonym szlakiem przez polanę Jaworzyny Ochotnickie i potem doliną Kudowskiego potoku.
Zrobiłem sobie takie małe zestawienie gdzie to się włóczyłem w tym roku po pagórkach wszelakich. Nie ma tego zbyt dużo, bo czas mam tylko w niedzielę, a do tego pogoda nie zawsze dopisze. Ogólnie wyszło 19 wycieczek o łącznej długości ok. 230 km i sumie podejść na ok. 10.500 m. Bez ekscesów
Procentowy podział na grupy górskie: 67% Gorce, 24% Beskid Wyspowy i 10% Pieniny. No i oczywiście zdecydowanie najwięcej wycieczek przypada na okres lata i jesieni, nieco mniej wiosną no i najgorzej zimą (oczywiści biorąc pod uwagę pory roku kalendarzowe).
Poniżej zestawienie w Google Maps, ale za cholerę nie chciały zmieścić się wszystkie trasy na jednej mapce i dlatego 2.
Co tu dużo gadać, w niedzielę 11 grudnia mały wypadzik na Mogielicę z Przełęczy Rydza Śmigłego. W Sączu śniegu brak i mgła a na przełęczy już sporo śniegu, czyste powietrze i solidny wiatr. Podejście zielonym szlakiem, czym wyżej tym śniegu więcej, miejscami nawet 30 cm. Już na Polanie Wyśnikówka niezłe widoki, ale dopiero z wieży widokowej na Mogielicy efektowne. Dobrze, że na górze nie wiało i można było na wieży dłużej posiedzieć i nacieszyć oko. Szczegóły na zdjęciach poniżej. Oczywiście trzeba też odwiedzić Polanę Stumorgową i tam spokojnie odpocząć a potem już powrót żółtym szlakiem.
Coś mnie wzięło, żeby znowu coś tutaj naskrobać. A jak mi się spodoba to i może na dłużej to pociągnę. Zima idzie, więcej czasu to i może nie tylko opisy bieżących wycieczek ale i odbytych się zrobi. Się zobaczy
A dzisiaj mały wypad z niedzieli 20 listopada na Wysoką w Małych Pieninach. W Szczawnicy biało, ale to jeszcze nie śnieg, lecz szadź, tam gdzie tylko nie dotarły promienie słoneczne. Start z parkingu w Jaworkach i dalej zielonym szlakiem przez Wąwóz Homole (cały wie bieli wyglądał cudownie) i dalej Dubantowską Dolinkę, aż do Polany pod Wysoką. Tutaj już rozpościerają się dość ciekawe widoki. Dalej podejście przez las i za chwilę zmiana szlaku z zielonego na niebieski i nim już wyjście na Wysoką. A tutaj czekały już wspaniałe widoki upiększone dodatkowo mgłami. Byłem już kilka razy tutaj i widoki zawsze były niezłe, ale tym razem najlepsze. Mimo że czas gonił pozwoliłem sobie siedzieć prawie 1h choć ziiimno było. Powrót niebieskim szlakiem przez Borsuczyny i Durbaszkę, a potem koło schroniska "Pod Durbaszką" i od niego drogą dół do Jaworek. Ludzi jak na lekarstwo. W Wąwozie Homole może kilkanaście osób, ale w rejonie Wysokiej to spotkałem tylko 4 osoby.
Wreszcie się jakoś pozbierałem po ciężkim czasie i ruszyłem rowerkiem w trasę. W niedzielę pogoda była cudna, żadne prognozy nie zapowiadały burz, więc można było zaplanować sobie jakąś fajną trasę. Chociaż niby upalnie nie było, ale jednak gorąco a ja po długiej przerwie i nieprzygotowany, to podjazd należało zaplanować w jakimś raczej zacienionym miejscu. Wybór padł na Gorce, w których jeszcze w tym roku nie byłem i szlak z Rzek - przysiołka Lubomierza - na polanę Jaworzyna Kamienicka i dalej Turbacz. Miałem już okazję 2 razy tamtędy jechać, ale jeszcze nie miałem okazji o tej trasce pisać, co czynię teraz. Najpierw z drogi Zabrzeż - Mszana Dolna trzeba przed przełęczą Przysłop skręcić sobie w lewo i dojechać na parking i pole biwakowe na polanie Trusiówka. Tam spokojnie można zostawić auto (oj, pierwszy raz miałem tutaj problem z zaparkowaniem, na obydwu parkingach aut multum, trzeba było stanąć przy drodze) i dalej ruszyć w trasę na dwóch kółkach.
Jakiś czas temu już (a z 2 tygodnie już będzie) wybrałem się rowerkiem na Mogielicę w Beskidzie Wyspowym. Przy każdej wyprawie trzeba zmienić pasmo górskie, żeby nie było nudno Osobiście nie lubię Beskidu Wyspowego, za pojedyncze "pagórki" z krótkimi i ostrymi podjazdami i z małymi kompleksami leśnymi, no ale pogoda była wyśmienita, aby odwiedzić Mogielicę, z której rozciąga się wspaniała panorama. Nie tylko z podszczytowej Polany Stumorgowej, ale i także chyba od 2 lat ze szczytu, gdyż została wybudowana na nim wieża widokowa. Widok cudowny dookoła.
W trzeci dzień wycieczki znowu udaliśmy się na zwiedzanie Pragi, a rozpoczęliśmy od zwiedzania wnętrza katedry św. Wita, ale aby się do niej dostać musieliśmy odstać 40 minut w kolejce i to przy niesprzyjającej deszczowej pogodzie. No normalnie lało na głowę, z nieba i do tego jeszcze z rzygaczy na katedrze, a mi się parasol zepsuł pierwszego dnia (chiński szajs ) Oczywiście nie ja zepsułem, rzeczy same się psują Trzeba było schować się pod cudzy parasol, bo jakoś kurtka przeciwdeszczowa nie wystarczała. Po odstaniu swojego weszliśmy wreszcie do środka katedry, które robi swoim gotyckim charakterem ogromne wrażenie. Pełna jest cennych zabytków w tym barokowy nagrobek św. Jana Nepomucena, kaplica z relikwiami św. Wojciecha, skarbiec z insygniami królewskimi, do którego klucze przechowywane są w siedmiu różnych instytucjach, jak i też bogato zdobione witraże.
W drugi dzień wycieczki udaliśmy się na zwiedzanie Pragi i od razu rozpoczęliśmy od Hradczan (przejeżdżając obok praskiego metronomu) a na nich od Lorety, a później udaliśmy się w kierunku Zamku Królewskiego, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć w południe, codzienną, uroczystą odprawę wart przed zamkiem, który jest jednocześnie siedzibą Prezydenta Republiki Czeskiej. Tłum dziki, a zasadniczo nic takiego znowu ciekawego. Te ichniejsze mundury jakieś taki byle jakie są Po drodze mieliśmy okazję podziwiać piękny renesansowy pałac Schwarzenbergów oraz pałac arcybiskupi usytuowane przy Placu Hradczańskim.
W tegoroczny długi weekend miałem okazję zajrzeć do Pragi. Była zbiorowa, zorganizowana wycieczka ludzi z firmy i zaprzyjaźnionych kontrahentów, więc autobus był wesolutki i to ledwie wyjechaliśmy z Nowego Sącza. No cóż robić w tak długiej drodze jak nie raczyć się różnymi napojami wyskokowymi w miłej, przyjacielskiej atmosferze, czasami wręcz kabaretowej W drodze do Pragi zwiedziliśmy też Górę św. Anny, a na niej klasztor franciszkański z bazyliką i sanktuarium św. Anny Samotrzeciej oraz pomnik Xawerego Dunikowskiego i amfiteatr. No przyznam się, że tam już miałem fajeczkę lekką. No piknie z mojej strony, miejsce święte, a ja w stanie wskazującym :D Potem w autobusie chwilkę się zdrzemnąłem relaksując się muzyką, no ale wiadomo, jak Polacy jadą trzeba uważać na bagaż podręczy Wzięli mnie obrabowali z torby i nawet słuchawki z głowy i MP4 zabrali. Trzeba było potem po całym autobusie szukać Ale to nauczka, jak się jest w towarzystwie to nie należy się izolować
Trzeciego dnia pobytu na Węgrzech rano obudziłem się chyba bardziej pijany niż jak kładłem się spać. Przynajmniej takie miałem odczucie. No cóż, wieczorem będąc raczej najedzony, przyjąłem sporą dawkę wina, a potem jeszcze była poprawka wyrobami spirytusowymi, więc może organizm przetwarzał wszystko ze znacznym opóźnieniem, stąd ten efekt. Ale do rzeczy. Przedpołudnie poświęciliśmy na zwiedzanie Egeru. Zaczęliśmy od Placu Dobó i znanego już kościoła minorytów, w którym ojciec Artur Prenkiewicz odprawił zamówioną już wcześniej mszę w języku polskim, a po niej była pora na pamiątkowe wspólne zdjęcie przed kościołem.
Drugi dzień pobytu na Węgrzech zaczął się oczywiście potwornym kacem u co niektórych osób, które w nocy przesadziły trochę z balowaniem. A czekała nas teraz podróż z Egeru do Budapesztu, na którego zwiedzanie poświęcony był prawie cały dzień. Po stolicy Węgier oprowadzała nas Pani Ibolya Kowalska, Węgierka, która wyszła za Polaka, Pana Wiesława Kowalskiego z Łodzi. Mieszkają w Egerze i organizują właśnie pobyty wycieczek z Polski na ziemi węgierskiej
W ostatni weekend miałem okazję wziąć udział z kontrahentami firmy w której pracuję w wycieczce na Węgry. Całość trwałą 3 dni 1-3 lutego czyli od piątku do niedzieli, a program był tak dopracowany, że dało się liznąć wszystkiego po troszkę tak na zachętę, bo był i Budapeszt, kraina wina Eger jak i baseny termalne w Miszkolcu. Jak już się ktoś chce wgłębić to trzeba poświecić zdecydowanie więcej czasu lub skupić się na jednej lub dwóch rzeczach. Ponieważ tematów było sporo, to opisik podzielę na 3 części, opisując każdy dzień osobno
O dziwnej „egzotycznej” chorobie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego już chyba wszystko powiedziano. Ale z tego co ja gdzieś usłyszałem, to wcale nie zaraził się ona nią na Filipinach, lecz w Egipcie na oazie Al Kohol
Nie wiem czy to się już gdzieś tutaj pojawiło, ale ja dopiero dzisiaj dostałem linka do bloga Dusiciela, z bardzo wyrazistym nagłówkiem. Dzieci, nie klikać, bo pornografia
Z wykształcenia budowlaniec, zawodowo związany z branżą materiałów budowlanych. W wolnych chwilach nałogowo naświetlający się przed monitorem i czasami dla relaksu szalejący na rowerze po okolicznych górach. Swego czasu zadawał się z grupą szaleńców zwaną Wizjonerzy i Kreatorzy Chaosu, a sam określa siebie Stworem z Bagien.
Imieniny: 04.05 Dzień Strażaka
Urodziny: 09.11 12.00 niedziela
Znak zodiaku: pieprzony skorpion
Wzrost: 5,58 stopy
Waga: 143-154 funty (w zleżności od pory roku)
Kolor oczu: browarny
Znaki szczególne: kilka blizn po przerzutkach przez kierownicę
Lokalizacja: Nowy Sącz (niektórzy mówią, że Mała Wieś)